sobota, 29 marca 2014

Seven

Julie
12 dni...Całe 12 dni,w których miał mnie centralnie w dupie.Próbowałam  z nim rozmawiać ale...jego oczy zdradzały cały jego nastrój.Były cholernie czarne,mięśnie ciągle były napięte.Dwoma słowami-bałam się.
Siedząc i odliczając 5 minut do końca lekcji wpadłam na pewien głupi pomysł,którego za pewne będę żałować.
Widziałam dziś w szkole Justina co oznaczało,że na niego wpadnę.Zresztą muszę na niego wpaść.
Ding.
Wkładając książki do torby wybiegłam z klasy kierując się do szafki,z której musiałam wyjąć potrzebne mi książki do robienia referatu.
-Cześć,piękna-szepnął ktoś do ucha.
Wzdrygnęłam się i szybko odwróciłam,kiedy stanęłam twarzą w twarz z Bryan'em.Był on szkolną ''gwiazdą''.Na jego widok połowa dziewczyn ze szkoły mdlała,nie wspominając o tym,że większość zabiłaby za chodzenie z nim.
-W czymś Ci mogę pomóc?-spytałam grzecznie.
Chłopak przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko,kładąc ręce po obu stronach mojej głowy.Cholera.
-Wiesz,spieszę się i...
-Skarbie,shhh-położył palec na moich ustach,jednak ja gwałtownie go zdjęłam-Chcę tylko,abyś poszła ze mną na dyskotekę.
Przez jego bliskość mogłam poczuć na twarzy jego gorący,obrzydliwy oddech.
-Skarbie-powtórzyłam jego słowo,po czym odtrąciłam jego ręce-masz mnóstwo dziewczyn,które aż się proszą żebyś do nich zagadał.
-Serio Jul?One nie są ta gorące jak ty-pokazał palcem wskazującym na mnie.
Miałam chęć przygryzienia wargi,ale nagle ktoś pociągnął chłopaka w tył.
-Ej,Romeo spierdalaj gdzie twoje miejsce!-ktoś syknął.
Przechyliłam głowę w prawo i ujrzałam...Justina?
-Co do cholery?-mruknął znudzony Bryan.
O co Justinowi chodziło?
Po chwili usłyszałam cios i chrupnięcie.
Obejrzałam się i zobaczyłam Bryana z ręką na twarzy całego we krwi.
-Jeszcze się huju policzymy!-syknął po czym poszedł w stronę łazienki.
Po chwili spojrzałam na Justina,który stał bez wyrazu twarzy-wpatrywał się w stronę,którą poszedł Bryan.
-Dlaczego to zrobiłeś?-przerwałam niezręczną ciszę.
Chłopak prychnął i spojrzał w moje oczy.
Otworzył usta,aby coś powiedzieć ale go wyprzedziłam.
-Zanim coś powiesz...Możemy gdzieś iść?Musimy pogadać-szepnęłam bawiąc się palcami.
-Ta,możemy-odszepnął i skierowaliśmy się ku wyjściowi.

Zaprowadziłam nas na ciche bezludne miejsce-zwane polanką.
Byłam tu zaledwie  3 razy kiedy byłam w rozsypce.Zazwyczaj nikt tutaj nie chodzi,bo można powiedzieć że to opuszczone miejsce...
-O czym chciałaś pogadać?-wypalił Justin.
-Więc-zaczęłam-pewnie pamiętasz ten dzień,w którym chciałeś mnie...''przelecieć''-zrobiłam cudzysłów,a kiedy kiwnął głową zebrałam się na odwagę aby wyrzucić z siebie to wszystko-Chodzi o to że...Ja się bałam.
Justin spojrzał na mnie jakbym miała co najmniej pięć głów i się zaśmiał.
-Bałaś się?Czego?Błagam Cię.
-Kilkalattemuzostałamzgwałcona!-wypowiedziałam to tak szybko,że sama siebie nie rozumiałam.
Chłopak zatrzymał się i potrząsnął głową.
-Poczekaj...Możesz powtórzyć,ale tym razem powoli?
Westchnęłam i spuściłam głowę w dół.
-Dwa lata temu zostałam zgwałcona.
Usta Justina utworzyły się w szerokie O.
-C-co?Możesz powiedzieć jak to się stało?-nalegał.
Wypuściłam wstrzymywane powietrze i zaczęłam mówić.
-Więc,pamiętam,że wtedy wracałam od Kate był już wieczór.Byłam zaledwie dwa bloki od mojego mieszkania.Nie spostrzegłam nic podejrzanego,kiedy obok mnie zatrzymało się czarne auto a z niego wyszedł umięśniony facet-przypomniałam sobie cały obraz tamtej drastycznej sytuacji,kiedy łzy zaczęły formować się w moich oczach-On zakrył mi usta dłonią i chyba wciągnął mnie do samochodu.Obudziłam się w lesie,przywiązana do drzewa.Wtedy obok mnie stało 2 facetów.Zaczęli mnie rozbierać,a dokładnie zrywać ze mnie ubrania.Prosiłam ich,aby mi tego nie robili,płakałam,krzyczałam,wierciłam się ale bez skutku.Powiedzieli że zamierzają mnie pieprzyć i nic na to nie poradzić.I tak zrobili...robili to na zmianę.Wtedy nie chciałam nic innego niż śmier...
Justin podszedł szybko do mnie i przytulił mnie do swojego wielkiego torsu.Nawet nie zorientowałam się że tak mocno płacze.
-Cii-uciszał mnie-Już dobrze,nie płacz,skarbie.Już jest dobrze,nie pozwolę żeby ktoś Cię skrzywdził-chłopak gładził moje plecy w celu uspokojenia mnie,a ja wypłakiwałam się w jego bluzę.
-Dlatego już wiesz czemu się bałam-wypaliłam.
-Przepraszam,nie widziałem...
-Oczywiście,że nie wiedziałeś,skoro prawie nikt o tym nie wie-przyznałam nieśmiało wycierając maskarę z twarzy.
Justin odtrącił moje ręce,jednocześnie kładąc swoje duże dłonie na moich policzkach i delikatnie pocierał,aby oczyścić mnie od słonych łez.
-Skarbie?
Spojrzałam w górę i odszeptałam.
-Hmm?
-Wiesz może kto Ci to zrobił?
-Mój ojciec zajął się tą sprawą i ich zamknął,ale podobno jeden z nich uciekł niedawno z więzienia...Nie chcę,żeby to się powtórzyło-szepnęłam złamanym głosem i przycisnęłam się do klatki Justina.On opiekuńczo owinął mnie ramionami.
-Nie przejmuj się tym,piękna.Nie pozwolę,żeby ktoś zrobił Ci krzywdę,obiecuję.
Justin odsunął moją mokrą twarz i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Będzie mi tego brakowało-szepnął.
-Co masz na myśli mówiąc,że będzie Ci tego brakowało?
Chłopak przybliżył mnie jeszcze bliżej siebie-jeśli to było możliwe.
-Wyjeżdżam do Nowego Jorku,ale to tylko kilka dni-wzruszył ramionami.
Stałam tam w jego ramionach osłupiała.
Zostawia mnie?
-C-co?Żartujesz sobie?
Justin lekko się zaśmiał i wzruszył ramionami.
-Nie mam powodu,żeby żartować,skarbie.Muszę załatwić kilka przesyłek,papierów i wracam.
Nie myśląc racjonalnie wypaliłam;
-Czy mogę jechać z tobą?
-Nie ma mowy,skarbie-uśmiechnął się.
-Dlaczego nie?Kiedy jedziesz?
-Za kilka dn...
-O,widzisz?To dobrze się składa,bo za kilka dni moi rodzice jadą na krótkie wakacje a ja muszę zostać z Ryan'em.
-Julie,to nie jest zwykły wypad do NY,tam w każdej chwili może być wyjęta broń a uwierz,ja nie chcę narażać cię na niebezpieczeństwo-skubnął mój policzek.
-A jeśli obiecuje,że będę grzeczna i będę siedzieć w samochodzie?
Justin przewrócił oczyma i westchnął.
-Przemyślę to.

Kilka dni później moi rodzice pakowali się już na swój zasłużony wypoczynek.
Poszłam do sypialni rodziców,w którym obecnie przebywała moja mama.
-Julie,słonko doradź mi-pokazała na dwie różne sukienki na wieszakach-Którą wziąć?
-Weź obie-uśmiechnęłam się.
-Też tak myślałam-rodzicielka posłała mi buziaka.
-Mamo,podczas waszej nieobecności będę u Kate,dziś idziemy pod namiot-skłamałam.Dziś rodzice wyjeżdżają,aktualnie jest 11 rano,więc jaką jakieś 2 godziny na spakowanie się i dotarcie na lotnisko a ja? Ja wieczorem jadę z Justinem do Nowego Jorku.
-Kochanie,twój brat będzie również w domu i pomyślałam,że spędzisz z nim czas-uśmiechnęła się wkładając sukienki do walizki.
-Tak wiem mamo,ale obiecuje,że nic złego się nie stanie.Będę kilka nocy w domu a uwierz mi,Ryan będzie czuł się beze mnie lepiej.Wiesz...domówki i imprezy.
Mama po kilku minutach kiwnęła głową.
-Ale kochanie bądź ostrożna,nie chcę aby pod moją nieobecność coś Ci się stało-szepnęła i cmoknęła mnie w czoło.
-Obiecuje-odszeptałam i wyszłam do mojej sypialni.
Moja torba podróżna była już spakowana.Czekałam tylko do wieczora.
W mojej głowie roiło się od pytań jak tam będzie i co będziemy robić.
Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka,który ogłaszał,że ktoś dzwoni.
-Halo?-spytałam.
-Cześć,mała.Jakie masz plany?-odezwała się Kate.
Muszę wymyślić dobrą wymówkę,albo jestem martwa.
-Kate,słuchaj mnie teraz uważnie-zniżyłam swój głos do szeptu-Wyjeżdżam na kilka dni,a ty masz mnie kryć,załapałaś?
Po drugiej stronie usłyszałam ogromny wybuch śmiechu.
-Jones,mówisz poważnie?
-Kupie Ci tą niezwykłą torbę z Chanel,którą musisz mieć-uśmiechnęłam się w duchu wiedząc,że ją mam.Zgodzi się na bank.
-Kocham cię.Masz do mnie dzwonić!-odezwała się.Wyczuć w jej głosie można było radość i podekscytowanie.
-Ja ciebie też,a teraz przepraszam ale muszę kończyć.Będziemy w kontakcie.Love-szepnęłam nie czekając na odpowiedź kiedy po prostu się rozłączyłam.
-Julie!-usłyszałam krzyki ojca z dołu-Chodź musimy się pożegnać!
Więc już wyjeżdżają?
Schodząc z łóżka pobiegłam na dół,gdzie rodzice stali już ubrani przed drzwiami.
-Kochanie,masz nie wracać do domu po 21...
-Skarbie,omówiłam z nią już ten temat-ojcu przerwała mama,która puściła mi oczko.
-Ależ Clary,to jest normalne,że się o nią martwię.Nie będzie nas 2 tygodnie i wątpię,że Ryan będzie chciał spędzać z nią wolny czas.Co przypomina mi,że nadal są pokłóceni.
-Mark!-krzyknęła sfrustrowana-Ona nie ma 10 lat tylko 16...Już niedługo 17.Po za tym ma przerwę w nauce na całe  tygodnie i ma również Kate...
-Mamo tato,mamy niecałe 30 minut na dostanie się na lotnisko,więc lepiej dla was żebyście się nie spóźnili-mruknął mój znudzony brat,który stał z kluczykami samochodu gotowy do wyjścia.
-Oh,jasne-szepnęła mama i podeszła do mnie gwałtownie biorąc mnie do ciasnego uścisku-Uważaj na siebie.
Kiwnęłam głową następnie czekając na mocny uścisk ojca.
-Żadnych imprez i nie myśl sobie,że nie będziemy Cię sprawdzać.Twój telefon ma być ciągle naładowany i masz trzymać go przy sobie.
-Tak,tato wiem.Nie jestem  na tyle głupia,żeby to zapomnieć kiedy wspominaliście mi to przez całe tygodnie przed wyjazdem-posłałam mu uśmiech-Bawcie się dobrze!
-Kochamy Cię!-krzyknęli razem i wyszli.
Kiedy Ryan miał już opuścić dom odwrócił się do mnie pożerając mnie wzorkiem.
Prychnęłam i pobiegłam na górę gdzie czekała mnie dość miła niespodzianka.
-Cześć,piękna-szepnął Justin stojąc obok mojego łóżka.
-Co ty tu robisz?
-Cóż,miłe przywitanie-zaśmiał się po czym podszedł do mnie i złożył na moich ustach krótki pocałunek-Jesteś gotowa?
-Więc mogę jechać?-spytałam pełna nadziei.Cóż...fakt faktem,byłam już spakowana ale Justin nic nie powiedział o swojej zgodzie.
-Jesteś już spakowana,więc chyba nie warto wypakowywać ubrań,prawda?

Po jakiś 2 godzinach siedzenia i oglądanie bezsensownych powtórek w moim pokoju usłyszałam otwierane drzwi.
-To pewnie Ryan.W razie co,idź do łazienki.Muszę mu powiedzieć,że będę z Kate przez kilka dni-szepnęłam, po czym popchałam Justina w kierunku łazienki.
-Chętnie poszedłbym do niego z tobą-szepnął i zatrzymał się w połowie drogi.
-Błagam Cię Justin,muszę iść z nim pogadać SAMA-wysyczałam.
Chłopak niechętnie skinął głową i poszedł.
Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu,w którym obecnie przebywał Ryan.
-Ryan ja właśnie wychodzę do Kate nie będzie mnie kilka dni,gdyby coś się działo znasz mój numer.
Blondyn podniósł się szybko po czym stanął obok mnie przeszywając mnie wzrokiem.
-Kate czy ten Bieber?-spytał.
-Oczywiście,że Kate,za jak głupią mnie uważasz?
-Na prawdę chcesz,żebym odpowiedział na to pytanie?-spytał unosząc brwi.
-Ugh!Nie mam na to czasu,po prostu idę!-fuknęłam i wbiegłam po schodach na górę.
Justin najwidoczniej posłuchał mnie i siedział w łazience.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam chłopaka z moim stanikiem w ręku.
-Ładny-puścił mi oczko a ja po chwili płonęłam ze wstydu-Dobra jeśli jesteś już gotowa,to musimy już wyjeżdżać.
-Gdzie są twoje rzeczy?
-W samochodzie-posłał mi mały uśmiech i wyszedł z łazienki,podnosząc moją torbę z łóżka-Oszalałaś?Nie jedziemy tam na pół roku tylko na góra 4 dni.
Wzruszyłam ramionami jednocześnie wkładając moje conversy na nogi.
-Nigdy nie wiesz jaka będzie pogoda,skarbie.

Kiedy dojechaliśmy do NY było już ciemno-a inaczej była noc.
W trakcie drogi Justin musiał robić kilka przystanków,ponieważ mój pęcherz jest wielkości orzeszka.
Dowiedziałam się również kilka rzeczy na temat jego rodziny...Jest z nią skłócony,ale oprócz swojej siostry-Jazzy,z którą ma bardzo dobre kontakty.
-Dzień Dobry,miałem zarezerwowany pokój z nazwiskiem Bieber-uśmiechnął się miło do młodej dziewczyny recepcjonistki.
-T-tak,już podaje klucz-wyjąkała po czym drżącą ręką sięgnęła po kartę.
Kątem oka zobaczyłam jak Justin puszcza jej oczko a ta robi się czerwona-jak kolor pomidora.
Dziewczyna szybko podała Justinowi kartę,jednocześnie szybko poprawiając swoją kusą spódniczkę.
-Zrób zdjęcie,przetrwa dłużej-mruknął po czym puścił jej oczko.
Miałam chęć wydrapania jej oczu.Jednak podążyłam za Justinem do windy.
Po kilku minutach dotarliśmy do naszego pokoju.Na środku stało wielkie łóżko przyozdobione różnymi materiałami.Po prawej stronie znajdowała się wielka łazienka,a obok stały fotele wraz z wielką plazmą.
-Nie przeszkadza Ci to,że będziemy spać razem?-spytał nie pewnie Justin,odkładając nasze torby na ziemie.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że będę spać z Justinem w jednym łóżku.Na moje policzki wkradł się mały rumieniec,ale  szybko go zamaskowałam.
-Ej,nie masz się czego wstydzić-szepnął po czym przybliżył się do mnie-Idź wziąć prysznic i radzę,żebyśmy poszli spać.Jutro zapowiada się ciekawy dzień.
-Okej-szepnęłam i pobiegłam po dresy,w których mogłam spać i udałam się pod prysznic.

Już po 30 minutach i dwóch szybkich prysznicach byliśmy gotowi aby iść spać.Obydwoje byliśmy cholernie zmęczeni.
-Z której strony chcesz spać?-spytał sennie.
Lekko zaśmiałam się i podreptałam do prawej strony łóżka.
Przytłaczało mnie jedno pytanie,o które muszę zapytać bo inaczej zwariuje...
Justin położył się obok nie w samych bokserkach.Jego abs był...perfekcyjny.Nie mogłam odlepić wzroku ud jego umięśnionego brzucha.
Chłopak zauważając to zaśmiał się do siebie,ale postanowił tego nie komentować.
Nagle poczułam,że jego ręce owijają się wokół mojej talii i przybliżają mnie bliżej do siebie.Moje serce zaczęło bić szybciej.
Położyłam ręce na jego,które spoczywały na moich brzuchu i złączyłam je razem.
Dalej Julie,teraz albo nigdy!Pytaj!
-Justin?
-Hmmm?
-Bo...J-ja...
-Po prostu to powiedz-wymamrotał w moje włosy.
-Ja zastanawiałam się...Czy te p-pocałunki i to wszystko...To czy to było oficjalne czy...
-A chcesz być ze mną?-spytał.
Tak.
-C-chyba.
-Więc teraz jesteśmy oficjalnie razem-szepnął.
Odwróciłam się do Justina przodem i przywarłam swoimi ustami do jego.
Więc teraz jesteśmy oficjalnie razem...
Przytuliłam głowę go jego torsu i chyba usnęłam.

****
jest już. więc......teraz nie wiem co napisać haha. ale tak...Julie i Justin są razem...ale to początek kłopotów.:)
Jestem cholernie zmęczona na więcej pisania haha,więc wszelkie pytania tutaj- 
ask- @BieberBigLove
twitter-@PrincessxJustin
Czytasz= komentujesz.postaw nawet zwykłą kropkę,żebym wiedziała ile osób czyta :)
Good night.:)
#Love
#off





sobota, 15 marca 2014

Six

-Gdzie byłaś młoda damo? Kate dzwoniła i pytała o ciebie!-syknęła mama stojąc w korytarzu.
Przeklinam swoje życie.
-Robiłyśmy plakat,posprzeczałyśmy się i um...-przerwałam chcąc wymyślić dobre kłamstwo- po prostu wyszłam z jej domu.
W myślach modliłam się,aby mi uwierzyła.
-Pokłóciłyście?-spytała unosząc brwi w znaku ''lepiej powiedz prawdę''-Julie,znacie się praktycznie od piaskownicy,więc jak mogłyście się pokłócić?
Westchnęłam.
-Mamo,to są jak zawsze nasze ''małe sprzeczki'',czy mogę teraz wrócić do pokoju,zadzwonić do Kate i ją przeprosić?-spytałam niewinnie się uśmiechając.
Teraz jedyne czego potrzebowałam to moje wygodne łóżko.Jeszcze czułam alkohol w moim ciele.
-No dobra,ale pamiętaj,że twój szlaban nadal trwa.Masz szczęście,że twój ojciec ma dziś służbę,inaczej byłoby po tobie-puściła mi oczko. Tak to właśnie moja mama Clary.
Pochylając się do niej aby cmoknąć jej policzek,lekko mnie odsunęła uważnie przyglądając się moim oczom.
-Julie Megan Jones!Czy ty coś piłaś?
Przeklinam swoje życie po raz drugi...
-Twoje źrenice są powiększone-kontynuowała-Plus to,nie chcę byś chodził sama gdy jest ciemno.Jest już 23...
-Mamusiu przepraszam.Nic mi się nie stanie,obiecuje-podniosłam dwa palce w górę na znak obietnicy- I nic nie piłam.Czy myślisz,że rodzice Kate pozwoliliby jej trzymać alkohol w pokoju?
Powinnam dostać Oscara za tak dobre udawanie.
-Masz rację.Idź już spać-szepnęła-Dobranoc.
Uśmiechnęłam się i odszeptałam-Dobranoc.
Po czym zdejmując buty pobiegłam na górę rzucając torebkę z telefonem na łóżko następnie zdejmując ubrania i przebierając się w coś wygodnego.Nie miałam sił na branie prysznica.
Podbiegłam do mojego łóżka i wśliznęłam się pod koce.
Oczywiście nie mogłam myśleć o niczym innym jak  o Justinie.
Te pocałunki.
On cały.
Coraz bardziej coś mnie do niego ciągnie.
Chciałabym do niego zadzwonić i usłyszeć jego głos...ale...Jest coś czego się boje...''dziwki na jedną noc''. A jeśli ja jestem następną z jego ''dziwek''?
Nie ważne.
Muszę usnąć,jutro  z samego rana mam trening.

Justin
Śmiesznie było patrzeć na  Jul,która chwiejnym krokiem ruszyła do domu. Mam nadzieje,że nie wpakuje swojego małego tyłka w kłopoty.
Ruszając przed siebie,błądziłem po okolicach aż w końcu nawet nie wiem kiedy zatrzymałem się pod klubem.Słychać było głośną muzykę.
To jest to-pomyślałem.
Wyciągając kluczyki ze stacyjki ruszyłem w stronę wejścia.
-Siema Boby!-przywitałem się z wielkim czarnym ochroniarzem.
-Cześć,Justin-kiwnął-miło Cię znów tu widzieć.Nie widziałem Cię jakoś 3 tygodnie,gdzie się podziewałeś?
-Praca.
-No jasne,miłej zabawy,synu.
Posłałem mu lekki uśmiech i ruszyłem w głąb klubu.
Nie zabrakło oczywiście prawie półnagich lasek,które chciały oczywiście tylko jednego.
Ciekawe.
Podszedłem do baru i zamówiłem piwo.
Oparłem się o bar i wpatrywałem się we wszystkich.
Laski ocierające się o siebie...Szczerze,to kiedyś w jakiś sposób mnie to kręciło,ale po poznaniu Jul,wydaje mi się to dość dziwne.Powinny mieć do siebie szacunek.Jak każda inna porządna dziewczyna.
-Piwo,Bieber-odezwał się barman za mną.
Odwracając się sięgnąłem po kufel z piwem i lekko do niego skinąłem.
Kiedy odwróciłem się ponowie, obok mnie siedziała jakaś blondyna-nie ukrywając seksowna.
-Cześć Justin-szepnęła,nerwowo poprawiając swoją kusą różową sukienkę.
-Znamy się?-spytałem,biorąc łyka piwa,nadal się w nią wpatrując.
Zachichotała.
-Nie,ale zawsze możemy się poznać-wstając,zaczęła do mnie podchodzić,a po chwili położyła rękę na moim torsie-co ty na to?
Zanim mogłem coś powiedzieć podeszła jeszcze bliżej,przyciskając swoje usta do moich.
Chciałem oddać pocałunek,ale przypomniałem sobie,że jej usta nie dorównają ustom Julie.
Oderwałem się od niej i zmieniłem nastawienie co do niej.
Chciała jedynie się ze mną pieprzyć,ale już z tym skończyłem.
-W co ty próbujesz grać,mała?
-Wiesz-zrobiła krok ku mnie na co ja zrobiłem krok do tyłu-słyszałam,że zabierasz dziewczyny do domu i...
-...I pomyślałaś,że ty będziesz jedną z nich?-zaśmiałem się bez krzty humoru.
Na ustach dziewczyny pojawił się grymas.
-Skarbie,miej do siebie szacunek.Zmień postępowanie wobec siebie,bo uwierz to co chciałaś ze mną robić nie jest w życiu najważniejsze-nawet nie zorientowałem się,że jestem przy niej tak blisko i szepcze jej do ucha.Dziewczyna stała tam jak słup.
Lekko się śmiejąc odłożyłem piwo na bar i opuściłem klub.
-Tej nocy bez laski?-spytał głos za mną.
Odwracając się spostrzegłem Bobiego.
-Skończyłem z tym-posłałem mu skromny uśmiech.
-To wyjdzie Ci na dobre.W końcu poznasz jakąś dobrą dziewczynę,której oddasz całe swoje zaufanie.
-Pewnie tak.Do zobaczenia,Boby-przybiłem z nim piątkę i ruszyłem do auta.

Przez całą drogę do domu myślałem o Julie.Jest w niej coś tak kurewsko pociągającego...
Leżąc już odświeżony w łóżku spojrzałem na ekran telefonu,który wskazywał 12 w nocy.
W książce kontaktów wyszukałem numer dziewczyny i nawet nie wiem kiedy ale przycisnąłem  napis ''dzwoń''.
Robiłem to bezmyślnie,nie pomyślałem,że dziewczyna może już spać.
Po kilku sygnałach odebrała.
Na początku słychać było szelesty,ale w końcu odezwała się sennym głosem.
-Halo?
-Cześć,skarbie-szepnąłem.
-Coś się stało?-spytała tak cholernie słodkim głosem,że miałem ochotę jechać tam do niej i ją pocałować.
-N-nie.Po prostu chciałem usłyszeć twój głos-przyznałem nieśmiało.
Usłyszałem cichy śmiech i szelest.
-Jesteś niemożliwy.
-Słyszałem to już kiedyś...Księżniczko.
-Nigdy mnie tak nie nazywałeś.
-Nie pamiętasz?
-Czego?-spytała.
-Na imprezie,powiedziałaś że uwielbiasz jak mówię do ciebie księżniczko, skarbie...
-O mój boże...Ja to mówiłam?Nie pamiętam...
-Pewnie nie pamiętasz też tego,że jakiś facet wkładał rękę tam gdzie nie powinien-szepnąłem.
Zapadła długa cisza i nie wiedziałem co się dzieje.
-Jesteś tam?
Po kilku próbach pytania czy jeszcze tam jest,rozłączyłem się.
Pewnie zasnęła.I to samo powinienem zrobić.

Rano obudziło mnie przedzierające się przez zasłonę słońce. Z głośnym jękiem wstałem z łóżka.
Wykonując poranną toaletę ubrałem się w szare dresy i zbiegłem na dół.
W kuchni siedział jedynie John.
-Cześć-powiedziałem,nalewając do szklanki soku pomarańczowego i siadając obok przyjaciela.
-Siema,stary-klepnął mnie po plecach i kontynuował-Jak tam?Wczoraj byłeś z tą dziewczyną,prawda?
Nie chcąc odpowiadać na to pytanie zanurzyłem usta w szklance soku.
-Nie ignoruj mnie..
-Kurwa,John!Tak! Tak,byłem z nią.Co to ma do rzeczy?
-Widzę,że to dziewczyna na dłuższą metę?-spytał,wypalając dziurę w boku mojej głowy.
Zacząłem się wiercić,nie wiedząc co powiedzieć.Nigdy nie rozmawialiśmy o TYCH tematach...
-Gdzie są chłopaki?-spytałem zjeżdżając z toru tej rozmowy.
-Załatwiają interesy-wzruszył ramionami i kontynuował-I nie zmieniaj tematu...Lubisz ją.
-Kogo?
-Japierdole,Bieber!Chyba nie mówię o jebanej Madonnie tylko o tej dziewczynie,jeśli się nie mylę to Julie.
-Może i lubię,co z tego?
-Możesz przestać zachowywać się jak dzieciak?
-Pierdolenie...Możesz przejść do rzeczy?-spytałem dość zirytowany.
-Podobno poznałeś ją jakoś około miesiąc temu.Od tamtego czasu nie przyprowadzasz do siebie dziwek na jedną noc.Musi coś między wami być.Jesteś dla mnie jak brat i uwierz,cieszę się,że kogoś sobie znalaz...
-Ło!Ło!-zawołałem podnosząc ręce w górę-Nic nas nie łączy.
-Kogo próbujesz oszukać?Odkąd skończyłeś z Kelly,nie myślałeś o niczym innym jak o seksie z pierwszą lepszą...
-Jezu John! Kelly to skończony temat! Nie wymawiaj imienia tej suki,gdy ja jestem w pobliżu.
-Zależy Ci na niej?
Wiedziałem że nie odpuści.
Kropelki potu zaczęły spływać po moim karku.
-Nie wiem...Lubię ją,tyle.
Spojrzałem na zegarek,który wskazywał 10 rano.Kurwa!
-Muszę lecieć-mruknąłem pośpiesznie wstając.
-Okej,ale pamiętaj o dzisiejszej nocy!-krzyknął kiedy byłem już na schodach prowadzących do mojej sypialni.

Julie
-No,Julie coraz większe postępy!-krzyknął mój trener Lucas,kiedy ja biegałam na torze.
Przebiegłam dziesięć okrążeń i miałam dość,ale skoro mam być najlepsza...
Kiedy biegłam po torze kontem  oka spostrzegłam chłopaka podobnego do Justina...Dopiero po kilku minutach zorientowałam się,że to właśnie on.
Zwolniłam i podbiegłam do niego.
-Cześ...
-Nie powinno Cię tu być!-powiedziałam na przywitanie.
Chłopak lekko się uśmiechnął i podszedł do mnie bliżej.
-Miłe przywitanie,ciebie też dobrze widzieć-powiedział z sarkazmem.
Wywracając oczyma,złapałam go za umięśnione przedramię i pociągnęłam w stronę pobliskiego mniej widocznego dla trenera drzewa.
-Przed kim się chowasz?-spytał unosząc brwi.
-Mam wystarczająco dużo kłopotów-mruknęłam rozglądając się w poszukiwaniu  Lucasa.
Justin podążając za mną wzrokiem zauważył trenera.
-Czekaj...To jest twój trener?
Patrząc na niego spod rzęs wzruszyłam.
-Tak,czemu pytasz?
-Uważaj na niego-szepnął przybliżając się do mnie,taż że moje plecy zderzyły się z drzewem za mną.
-Co masz na myśli,mówiąc żebym uważała?To jest starszy facet,który po prostu mnie trenuje,żebym dobrze wypadła na zawodach,tyle.
-Po prostu...bądź ostrożna-było coś w tym cholernie słodkiego..Martwił się o mnie?
Nawet nie wiem kiedy przybliżyłam się do niego i złączyłam nasze usta w krótkim pocałunku.
-Mmmm-odezwał się kiedy już się oderwałam-Długo jeszcze będziesz biegała?
-Zrobię jeszcze kilka kółek,a potem idę do domu.Już wysiadam.
-Zabieram Cię gdzieś-szepnął do mojego ucha,co wywołało na moim ciele gęsią skórkę.
Już otworzyłam usta,żeby coś powiedzieć ale mi przerwano.
-Julie?!-usłyszałam krzyki Lucasa-Gdzie jesteś? Musisz dokończyć trening!
-Justin,spotkamy się innym razem...
-Nie chcę kurwa innego razu!-syknął.
Albo on ma bipolarną psychikę albo ja wariuje.
-O co Ci teraz chodzi?-spytałam,odsuwając się od niego-Jakbyś nie wiedział,muszę wrócić...
-Nic nie musisz!Biegać możesz zawsze kiedy indziej.
-Mam robić coś pod twoje dyktando?Chyba pomyliłeś adresy!-warknęłam i zaczęłam odchodzić.
-Jesteś suką,wiesz?
Na te słowa odwróciłam się do niego i stanęłam z nim twarzą w twarz.
-A ty popierdolonym dupkiem!
Odwracając się ruszyłam w stronę toru,aby dokończyć okrążenia i mieć to z głowy,jednocześnie wyrzucając Justina z myśli.

-Jesteś moją jedną z najlepszych biegaczek-przyznał Lucas-Niedługo odbędzie się turniej i mam nadzieję,że weźmiesz w nim udział.
-Raczej tak.
-Coś się stało?Jesteś taka...smutna?
-Wszystko w porządku-posłałam mu skromny uśmiech,zbierając do torby dresy i ręczniki.
Mężczyzna przybliżył się do mnie bardzo blisko i szepnął do ucha.
-Może chcesz,żebym Cię odwiózł?
Czując jego wzrok na całym swoim ciele,gwałtownie odskoczyłam.
-N-nie,nie ma takiej potrzeby! Muszę już iść.Do widzenia.
Facet lekko zaśmiał się bez krzty humoru i odpowiedział ciche-Do widzenia.
Może Justin miał rację co do tego,żebym na niego uważała?
Nie ważne.
Zakładając swoje białe słuchawki na uszy włączyłam playliste.
Chciałam znaleźć się jak najszybciej w domu.
Szłam nerwowo przekręcając pasek wielkiej treningowej torby,gdy usłyszałam głośne gwizdnięcie.
Spojrzałam w prawą stronę i zobaczyłam nikogo innego jak Justina Biebera,w swoim pięknym czarnym samochodzie.
Wyjęłam słuchawki z uszu,stanęłam i mruknęłam-Czego znowu chcesz?
-Wsiadaj,podwiozę Cię.
-Jesteś śmieszny myśląc,że usiądę obok ciebie w twoim samochodzie.
-Jones,nie rób scen na środku ulicy.Po prostu wsiądź!-warknął,zatrzymując samochód.
-Już powiedziałam,nigdzie z tobą nie jadę!-odpyskowałam.
Chłopak wyszedł  samochodu głośno trzaskając drzwiami.
Podszedł do mnie i nawet nie wiem kiedy przerzucił mnie sobie przez ramię prowadząc do samochodu.
-Jesteś stuknięty!-uderzyłam go pięścią w plecy,ale zgaduje,że bardziej to zabolało mnie niż jego.
Otwierając drzwi od strony pasażera,praktycznie mnie tam wrzucił.Zabrał ode mnie torbę i włożył ją na tylne siedzenia.
Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na to co ma mi powiedzieć.
Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył prostą drogą nie wiadomo dokąd.
-Jesteś zła?
-Skąd-prychnęłam patrząc przez okno w dal.
-Kurcze...Przepraszam,okej?Czasem mówię niepotrzebne słowa...
-Musisz sam siebie zacząć kontrolować!-zmusiłam się,aby spojrzeć w jego profil.Miał mocno zaciśniętą szczękę.
-Po prostu...Nie bądź zła-sięgnął po moją rękę,a ja nie zawahałam się przed złączeniem naszych palców.
-Nie jestem-mruknęłam i posłałam mu skromny uśmiech.
Po chwili komfortowej cichy odezwałam się po raz kolejny.
-Nie wiem gdzie mnie zabierasz,ale muszę udać się do domu żeby wziąć prysznic.
-Oh,okej.Za chwilę będziesz w domu...Za jakieś 20 minut.Więc rozsiądź się wygodnie i czekaj-ścisnął moją dłoń,przez co wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł przyjemny prąd.
Zachciało mi się ziewać,więc wolną rękę przyłożyłam do ust.
-Jesteś śpiąca?-spytał z troską w głosie.
-Trochę-przyznałam.
Chłopak skinął głową,zwolnił auto i puścił moją dłoń jednocześnie szukając czegoś na tylnych siedzeniach.
Po chwili położył na moich kolanach dużą białą poduszkę,która nawet z daleka pachniała idealnie..Perfumami Justina.
-Po co Ci poduszka w samochodzie?-spytałam śmiejąc się.
-Mam nieraz zlecenia na kilka dni,więc poduszka przydaje mi się do małych drzemek-wzruszył ramionami, gazując-Po prostu rozsiądź się i spróbuj się trochę przespać.
Zrobiłam tak jak kazał,poprawiłam poduszkę pod głową i w mgnieniu oka zasnęłam.

Poczułam jak ktoś trzęsie mnie za ramie.
-Ej,śpiąca królewno wstawaj!
Pocierając pięścią oczy zmusiłam się do wyprostowania pleców.
-Jesteśmy-szepnął szatyn.
Szybko poderwałam się i wyprostowałam bluzkę.
-Mówiłeś,że chcesz mnie gdzieś zabrać,to nadal aktualne?-spytałam.
Chłopak lekko wzruszył ramionami i posłał mi skromny uśmiech.
-Może-mruknął,przeciągając ''o''.
-I pomyśleć,że masz 18 lat.
Po tych słowach otworzyłam drzwi i wyszłam.
-Słuchaj,nie wiem czy ktoś jest w domu więc,idź od tyłu i tam zobaczysz moje okno-mruknęłam-dasz sobie radę.
Spojrzałam na telefon ,który wskazywał 15.
Podbiegłam do drzwi i przekręciłam kluczyk.
Wchodząc do środka krzyknęłam
-Jest ktoś?!
Żadnej odpowiedzi.Więc,jestem-a raczej jesteśmy sami.
Pobiegłam na górę do pokoju i pierwsze co zrobiłam to poszukałam zwykłej białej luźnej bluzki i pary czarnych rurek.Zabierając ubrania ze sobą poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Pośpiesznie zdjęłam ubrania i bieliznę wrzucając rzeczy do kasza na brudy.
Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i weszłam pod bieżącą wodę.
Woda spływająca po moim ciele niesamowicie mnie zrelaksowała.

Justin
Zrobiłem tak jak powiedziała i podążyłem do wielkiego okna,którym wszedłem do jej pokoju.
Na środku stało łóżko ładnie wyścielone z dużą ilością poduszek.Ogólnie cały jej pokój był biało-fioletowy z różnymi babskimi ozdobami.
Mój wzrok powędrował na komodę ze zdjęciami.Nie marnując czasu podszedłem bliżej.
Na jednej fotografii była ona sama a na drugiej chyba z rodzicami i z Ryan'em.
Byli tacy szczęśliwi,uśmiechy na ich twarzach...

-Nie tak cię z matką wychowaliśmy!-krzyczał ojciec przy boku mojej matki-Narkotyki
i bójki!Tylko to się dla ciebie liczy!Jaki przykład dajesz swojej siostrze?Jaki
przykład dasz swoim dzieciom?Pewnie nie będziesz miał dziewczyny na dłuższą
metę,bo się ciebie wystraszy!
-Jeremy!Przestań już-warknęła rodzicielka.Cóż...Ja nie miałem nic na swoje usprawiedliwienie...
-Pattie,Czy ty siebie słyszysz?W naszej rodzinie nigdy nie było problemów i wybacz,ale nie chcę mieć 
pod dachem dilera narkotyków!
-Więc nie będę dla ciebie dłużej ciężarem,nie jesteś potrzebny mi do tego jebanego życia-syknąłem,
stojąc z nim twarzą w twarz.
Spojrzałem na mamę,która stała ze łzami w oczach.
-Przepraszam mamo-podszedłem do niej i krótko przytuliłem.
-Justin synku proszę nie rób mi tego!Nie odchodź!-krzyczała za mną.
-Zostaw go!To bestia!Tylko ciężar na naszych barkach!-mrukną Jeremy.
-Justin!Proszę...Kocham cię...

-Justin?-spytał znajomy głos za mną-Wszystko w porządku?
Pośpiesznie odstawiając zdjęcie na miejsce odwróciłem się do dziewczyny przyciągając ją do siebie za biodra.
-W porządku-szepnąłem jej do ucha-Wiesz co?
-Co?-spytała,zarzucając ręce za moją szyję.
-Chłopaki mieli racje.
Julie uniosła brwi,co robi dość często gdy jest zdezorientowana.
-Co do czego?
-Że Cię lubię-przyznałem.
-Cóż...Ja też cię lubię-szepnęła z śmiechem i przybliżyła się do pocałunku,który oczywiście oddałem z taką samą pasją.
Chciałem uciec myślami od zioła i od przeszłości...Ale nie mogłem.
Popychając dziewczynę lekko w  tył tak,że jej łydki zderzyły się z łóżkiem.Nadal ją całowałem.Lekko wsadziłem dłoń pod jej bluzkę odnajdując jej zasłonięte części ciała.
Julie oderwała się,aby zaczerpnąć powietrza,żeby za chwilę znów przybliżyć się do gorącego pocałunku.
Bez kontrolowania wśliznąłem swój język do jej i tak toczyliśmy nimi zawziętą walkę.
Chciałem się z nią pieprzyć i nie miałem zahamowań.
Odwinąłem rąbek jej bluzki do góry,kiedy jej ręce mnie powstrzymały.
-J-Justin-powiedziała na wydechu-Nie mogę.
Zdezorientowany uniosłem brwi w górę.
-Dlaczego nie?
Dziewczyna pośpiesznie odsunęła się ode mnie,praktycznie stając na drugiej części pokoju.
-Powinieneś już iść.
-Mogłem się tego spodziewać-mruknąłem podchodząc do okna-Sztywna suka,która nie umie się zabawić.
-Nie będziesz mnie obrażał w moim domu!Do widzenia,Justin!
Prychnąłem i wyszedłem kierując się do samochodu.
Przekręciłem kluczyk w stacyjce i z piskiem opon wyjechałem na drogę.
Wyciągnąłem iPhona z kieszeni i wybrałem numer Depa.
Po kilku sygnałach odebrał.
-Halo?
-Siema,Dep.Mam dla ciebie interes.
-Więc zamieniam się w słuch...

Po 10 minutach byłem na terytorium starego przyjaciela.
-Czołem Bieber-gwizdnął za mną-Miło Cię znów widzieć!
-Masz towar?-spytałem chcąc szybkiej odpowiedzi.
Dep wyciągnął z kurtki małą paczuszkę zioła. Na sam widok uśmiechnąłem się sam do siebie.
-To dla ciebie?-spytał,podając mi torebeczkę.
-Czy to ważne?
-Myślałem,że już nie bierzesz-mruknął-To nie jest rozwiązanie problemów pamiętaj,Bieber. Już straciłeś ważną część swojego życia.
-Kurwa Dep,nie rób mi tutaj kazania.
Facet uniósł ręce w geście poddania.
-Dzięki za towar i do zobaczenia-pożegnałem się z przyjacielem i nie oczekując odpowiedzi wsiadłem do samochodu kierując się w stronę domu.
Droga nie była długa,więc gdy stanąłem przy podjeździe chwyciłem narkotyki i...po prostu się naćpałem.
Tak cholernie zajebiste uczucie.
Nie czujesz,bólu smutku...Nic.Po prostu jesteś w innym świecie.Swoim świecie.
Otwierając drzwi udałem się do domu.
Jak to moje szczęście bywa,wszyscy byli w salonie pijąc piwo.
Głupi myślałem,że udam się bezszelestnie i niezauważalnie do pokoju.
-Gdzie byłeś?-spytał Scott.
Odwróciłem się na pięcie i lekko zachichotałem
-Aa t-tu i tam.
Jeden z chłopaków wstał i szybko do mnie podszedł.
Wszystko słyszałem jak we mgle.
-Pamiętasz,że o północy masz zadanie?
-Oczywiście,że pamiętam-przyznałem kołysząc się w nieznanych mi ruchach.
-Kurwa mać!-złapał moją twarz w dłonie i rozszerzył oczy-Ćpałeś!
-Może tak,może nie.Wyluzuj chłopie!-zaśmiałem się,chcą rozładować atmosferę.
-Japierdole!
Teraz wszystko widziałem za mgłą.Głosy,twarze-wszystko rozmazane.
-P-przecież i tak jestem potworem-po tych słowach urwał mi się film.
~~
Przepraszam z całego serca,że nie dodałam rozdziały tydzień temu.Przepraszam.! :(

Ale bez dram i wgl.rozdział jest,pomogła mi w nim Gabi,mówiąc prościej to o narkotykach...Szczerze,to tego miało nie być,:) 
Nie mam siły już się rozpisywać więc,miłej nocy i niedzieli. :) 
Przypominam - KOMENTUJEMY,OBSERWUJEMY I UDOSTĘPNIAMY BLOGA :)
Miłego czytania :) ♥

ask - http://ask.fm/BieberBigLove


piątek, 28 lutego 2014

Five

Julie
-Kate!-zawołałam,widzą przyjaciółkę wyjmującą książki ze szkolnej szafki-Czekaj!
Dziewczyna spojrzała na mnie i wywróciła oczami.
-Więc po tygodniu nagle sobie o mnie przypomniałaś?-spytała naiwnie.
-Kate-zaczęłam-wiesz,że to nie tak.
-Julie,nie rób ze mnie idiotki!Spotykasz się z przestępcą,czy ty tego nie widzisz,że on jedynie chce Cię wykorzystać?!-uniosła ręce w górę na znak frustracji-Albo czekaj...Może już się z nim przespałaś,huh?
Moje oczy szeroko się rozszerzyły a szczęka dotknęła ziemi.
-Czy ja Ci wyglądam na kogoś,kto wskakuje do łóżka nieznajomego faceta?-szepnęłam smutno.
Prawdopodobnie Kate teraz tego pożałowała,przypominając sobie o zdarzeniu sprzed 2 lat.
-Jul...Przepraszam-szepnęła robiąc krok ku mnie-Nie powinnam.
-Jest okej.Wiem,że nie miałaś tego na myśli.I jeśli chcesz wiedzieć nie przespałam się z nim i nie prześpię.
-Trzymaj się od niego z daleka,dobrze?
-Dobrze,mamo-zachichotałam i wtuliłam się w ramiona przyjaciółki.
Kate lekko się zaśmiała i odsunęła się z powrotem do szafki.
-Um,dziś piątek i Ashley-największa suka w szkole planuje imprezę na plaży.I uważaj teraz-udała zdziwioną-zaprosiła nas.
-I co?Zamierzamy tam iść?-spytałam nie pewnie-Po za tym...Mam szlaban.
Przyjaciółka spakowała rzeczy i ruszyłyśmy prosto korytarzem do wspólnej sali angielskiego.
-Julie Megan Jones!-dziewczyna praktycznie wykrzyczała przez co połowa szkoły odwróciła się w naszą stronę ale dziewczyna to zignorowała-To chyba pierwszy raz w życiu kiedy masz szlaban!Co nawywijałaś?
-Ryan nagadał moim rodzicom Bóg wie co,ale spokojnie-położyłam rękę na jej ramię-Wymknę się lub powiem,że mamy do zrobienia razem projekt i nie mogą mi odmówić.
Kate głośno się zaśmiała.
Po chwili zadzwonił dzwonek ogłaszający pierwszą lekcję.
Z głośnym jęknięciem ruszyłyśmy do sali.

Justin
-Bieber!-ktoś wykrzykiwał z drugiej strony drzwi-Otwórz te pierdolone drzwi!
Jezu Chryste człowiek już w spokoju nie może spać!
Z jękiem wstałem z łóżka.
-Drzwi są otwarte,kurwa!-syknąłem i udałem się do łazienki.
-Nie możesz opuszczać szkoły następne tygodnie!-syknął Scott.
-Kolejne pierdolenie.Scott! Jest wcześnie rano!-jęknąłem.
-Za niecałe 20 minut masz szkołę,więc lepiej się streszczaj-wysyczał i wyszedł zatrzaskując drzwi.
Ktoś jest nie w humorze.

Po wzięciu szybkiego prysznica,osuszyłem całe ciało i perfekcyjnie  ułożyłem grzywkę.
Założyłem parę czystych bokserek,wybrałem białą koszulkę wyciętą w serek,jeansy niskie w kroku a na to wszytko czarną szeroką bluzę i fullcap na głowę.
Popsikałem się perfumami,zgarnąłem telefon,portfel,kluczyki i zbiegłem na dół.
-Justin-usłyszałem znajomy głos za moim plecami.
Odwróciłem się by zobaczyć Daniela.
-Ta?-uniosłem brwi czekając na odpowiedź.
-Nasza wczorajsza rozmowa...Nie powinienem mówić żebyś nie widywał się z tą dziewczyną...po prostu-przerwał oblizując usta-Nie mów Scottowi.Jestem pewien,że wścieknie się na wiadomość,że już następna dziewczyna wie o tym co robimy.
-Jasne-posłałem w jego stronę mały uśmiech,poklepałem go po plecach i ruszyłem do garażu.
Scott coś kombinował,przegrał zakłady i oddał trzy cenne auta.Zajebiście.
Wsiadłem do czarnego Range Rovera i ruszyłem.

Po około 10 minutach byłem już  w szkolnym korytarzu.
Akurat zadzwonił dzwonek i wszyscy frajerzy- kujoni strasznie śpieszyli się do klas,aby nie dostać spóźnienia-idiotyczne.
Moje oczy napotkały brązowowłosą dziewczynę przytulając się z inną laską,którą gdzieś już widziałem.
I tak kurwsko seksowne pomyślałem.
Muszę  z nią pogadać.
Ruszyłem do mojej pobliskiej sali historii i wygodnie się rozsiadłem czekając na ciągłe brednie nauczycieli.
Wyjmując swój telefon ze swojej kieszeni i wybrałem numer Jul.
Postanowiłem wysłać jej sms proszący o spotkanie w trakcie lunchu.
Po chwili telefon zawibrował.

Od Julie:
Um,dobrze.Więc przy wejściu do szkoły.x

Kiedy młoda praktykantka odwróciła się w moją stronę widząc mój telefon na wierzchu podeszła do mnie.
-Panie Bieber,chyba nie chce pan,żeby ten telefon wylądował u dyrektora.
Lekko się zaśmiałem chowając urządzenie do kieszeni.
-Nie-puściłem jej oczko-Nie widziałem Cię tu wcześniej.Wyglądasz na młodą i chce Ci się jeszcze uczyć?
Dziewczyna lekko się zarumieniała.
-Nie sądzę,że przeszliśmy na ty.Dla ciebie Pani Lopez-machnęła blond włosami i wróciła do biurka.
Cała klasa idiotów wpatrywała się we mnie,a szczególnie dziewczyny robiąc maślane oczka.
Westchnąłem.
Dziewczyna siedząca obok mnie,stuknęła mnie obcasem w kolano,jadąc nim wyżej i wyżej.
Pochyliłem się lekko w jej stronę,wpychając jej włosy za ucho.
-Uwierz,skarbie-jęknąłem-Gdyby nie Ci wszyscy ludzie z chęcią bym Cię przeleciał.Ale jest lekcja więc-posłałem jej oczko i widząc jej napaloną reakcję uśmiechnąłem się sam do siebie.
Tak już działam na dziewczyny.

Julie
-Przyszłaś-odezwał się znajomy głos zza moich pleców.
Odwracając się szybko stanęłam twarzą w twarz z Justinem.
-Pisałam,że będę-odezwałam się,upewniając się,że Kate nie ma nigdzie w pobliżu.
-Uciekasz przed kimś?-chłopak spojrzał na mnie jakbym miała co najmniej pięć głów.
Westchnęłam.
-Słuchaj,po prostu możemy iść gdzieś indziej?-spytałam.
-Zabiorę Cię gdzieś,gdzie nikt nigdy nie chodzi-mruknął mi do ucha,wywołując tym gęsią skórkę na moim ciele.
Już po chwili siedzieliśmy w jakimś czarnym samochodzie.
-Ile masz jeszcze tych samochodów?-pytania same z siebie leciały z moich ust.
-Cóż,Scott przegrał jakieś zakłady,o których nic nie wiedziałem-wzruszył ramionami.
Moje brwi złączyły się na nowe usłyszane imię.
-Scott?-spytałam z zmieszaniem.
-Jeden z chłopaków-szepnął.
Wyciągnął ze schowka paczkę Malboro,wyjął jednego papierosa i go odpalił.
-Nie przeszkadza Ci to?-spytał nagle.
-Co masz na myśli?
-Że spotykasz się z gangsterem-mruknął,zaciągając się po raz kolejny.
Nie zdążyłam odpowiedzieć,kiedy samochód stanął.
Chłopak wyszedł z auta kończąc papierosa.
-Idziesz czy mam otworzyć Ci drzwi?-zadrwił.
Wywracając oczyma złapałam za klamkę i otwierając drzwi wyszłam.
Staliśmy przed częścią opuszczonego miejsca Stratford,w której nigdy nie byłam.
Był to rozwalony mały, opuszczony domek.Myślałam,że to właśnie tutaj przywiózł mnie Justin...
-To nie tutaj-albo on czyta w myślach albo ja świruje-Chodź za mną.
Zrobiłam co rozkazał i szłam za nim krok w krok.
Szliśmy jakąś stromą ścieżką,na której łatwo można się potknąć.
Po chwili moim oczom okazało się malutkie czyste jeziorko,z małą wysepką.
-O mój boże-pisnęłam-Tu jest pięknie,Justin.
Chłopak schował ręce w kieszenie spodni,pozwalając kciukom wystawać.
-Wiem-szepnął-Mówiłem,że zabiorę Cię gdzieś,gdzie nikogo nie ma.
-Ale wiesz,że to nie potrwa długo?-spytałam.
Chłopak złączył brwi nie wiedząc o co chodzi.
-...Jak wiesz,mam szlaban-kontynuowałam.Justin pokazał miejsce,w którym możemy usiąść i tak też zrobiliśmy.Usiedliśmy blisko wody.
Chłopak cicho się zaśmiał,rzucając kamyki do wody.
-Niegrzeczna dziewczynka dostała szlaban-poruszał sugestywnie brwiami a ja wybuchałam śmiechem.
-W gruncie rzeczy przez ciebie i mojego brata-wzruszyłam.
-Co nagadał twoim rodzicom?
-Cóż,jak opuściliśmy park,wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do domu a Ryan zaraz ze mną,zaczął gadać,że-zrobiłam w powietrzu cudzysłów-''ich mała córeczka'' spotyka się z gangsterem.
-Ja jestem gangsterem,skarbie.
Jęknęłam.Ten człowiek doprowadza mnie do szału!
-Ale nie uważasz,że oni nie powinni o tym wiedzieć?-spytałam.
Chłopak lekko kiwnął głową.
-A teraz powiesz mi o co chodzi z Ryanem,bez żadnych wybryków-ostrzegłam.
-Nie odpuścisz,prawda?
-Nie.
-Jak wiesz,miałem dziewczynę Kelly.Nie będę opowiadał od początku bo wszystko już znasz-wytłumaczył-Więc,pewnej nocy postanowiłem ją śledzić.Wsiadła do samochodu jakiegoś typa,oczywiście pojechałem za nimi.Pamiętasz ten magazyn w dzień wyścigu?-gdy kiwnęłam głową kontynuował-Tam zawsze ją zabierałem,bo podobał jej się widok.To było moje miejsce.
Chłopak urwał zamykając oczy.
Nieświadomie złapałam jego dłoń i lekko ją ścisnęłam,na co Justin szybko otworzył oczy wpatrując się w nasze ręce.
Dałam mu znak żeby kontynuował.
-...Wyszli z samochodu,ja zaparkowałem w bezpiecznej odległości i chwile po tym podążyłem za nimi.Ona już zdążyła być naga-warknął-A teraz przejdę do najlepszej części-spojrzał w moje oczy-Zgadnij kto był tym chłopakiem,który głupio śmiał się z mojej reakcji.
Moje oczy szeroko się otworzyły.
To mógłby być mój brat?Nie...
-To twój braciszek...
-Co?To nie może być prawda-potrząsnęłam głową puszczając jego dłoń.
-Jeśli nie wierzysz,nie musisz.
-Justin,przepraszam za niego.On...On ostrzegał mnie przed tobą,że ty tylko chcesz dobrać się do moich majtek...
Chłopak głośno się zaśmiał.
-Pierdolony niech uważa na słowa.

Nadal nie mogąc się otrząsnąć po tym co usłyszałam,powtarzałam sobie w kółko że muszę z nim ostro pogadać.
Nawet nie zauważyłam jak blisko Justina siedzę,ale nie przeszkadzało mi to.
-Która godzina?-wypaliłam nagle.
-za piętnaście druga,czemu pytasz?
Szybko wstając strzepałam piasek ze spodni.
-Cholera,moi rodzice pewnie są już w domu-syknęłam.
-Sweetie,spokojnie-Justin cicho się zaśmiał również wstając i idąc w moją stronę.
Cholera.
Moje plecy zderzyły się z czymś twardym-prawdopodobnie z drzewem.
-Za chwilę będziesz w domu-wyszeptał do mojego ucha.
Położył ręce po obu stronach mojej głowy.
Moje serce zaczęło bić szybciej niż zwykle.
Justin jedną ręką złapał delikatnie zagubione pasmo moich włosów i wsunął je za ucho.
-P-powinniśmy już iść-szepnęłam.
Przybliżając się do mnie,jego usta milimetry od moich.
-Pokaż z czego jesteś zrobiona,kotku-wyszeptał a już po chwili,pewnie naprał wargami na moje,zanim zdążyłam to rozszyfrować czy go powstrzymać.
W moim brzuchu pojawiło się stadu motyli.Pierwszy raz czułam coś tak wspaniałego.Minęła chwila gdy moja głowa zaczęła powili rozumieć co właśnie się dzieje.
Chłopak przysunął się jeszcze bliżej,aż jego biodra przyciskały mnie bardziej do drzewa.
Oplatając ręce na jego szyi przyciągnęłam go jeszcze bliżej sobie.
Justin złapał moje biodra w dłonie,jego palce wbijały się w moją skórę.
Głośno jęknęłam kiedy lekko przygryzł zębami moją wargę.
Nie przerywając pocałunki mierzwiłam palcami jego idealnie ułożone włosy.Ugh,wspaniałe uczucie.
Zjechał dłońmi z moich pleców,a później na tyłek raptownie zaciskając na nim dłonie.Mocno zaczerpnęłam powietrza jednocześnie dając mu dostęp do mojego języka.
Wślizgując się językiem do moich ust,oboje jęknęliśmy kiedy nasze języki walczyły o dominacje.
Oderwał się ode mnie wciąż trzymając dłonie na moim tyłu.Oparł czoło o moje głośno oddychają czułam na sobie jego świeży oddech.
Chłopak łobuzersko się uśmiechnął a ja przygryzłam wargę
-Teraz możemy iść-szepnął,przygryzając płatek mojego ucha.

Cała droga minęła w komfortowej ciszy.Żadne z nas się nie odezwało od chwili tej namiętnej chwili.
To było...Gorące.
Nawet się nie obejrzałam kiedy byliśmy już pod moim domem.
-Chyba śpieszyłaś się do domu,ale jeśli chcesz możemy pojechać do mnie-chłopak puścił mi oczko.
-Po moim trupie,Bieber.
Justin głośno się zaśmiał.
-A dostanę chociaż buziaka?-zrobił minę szczeniaczka na co teraz ja się zaśmiałam.
Niepewnie pochyliłam się w stronę chłopaka i musnęłam jego usta.
Justin głośno jęknął.
-Będziesz dziś na imprezie?-spytał.
-Jeśli nie będę nadal więziona we własnym domu to tak.
-Dobra dziewczynka.A teraz idź już.
Przygryzając wargę otworzyłam drzwi i lekko kiwnęłam na niego głową.
-Do później-zawołał.
-Taa.Pa.
Z szerokim uśmiechem weszłam na szczęście do pustego domu.

Justin
4 godziny po tym jak odwiozłem Jul.do domu postanowiłem wziąć prysznic i przebrać się na tą całą ''imprezę''.
Przypominając sobie to co zdarzyło się w lesie uśmiechnąłem się do siebie.Nie oszukując siebie...Całowała zajebiście.Nie zdziwiłbym się gdyby chciała pójść nieco dalej.Ale dziwne  w tym było to,że była spięta...
Z zamyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Wejść-krzyknąłem.
-Siema,stary-odezwał się Marco.
Chłopak przybił ze mną piątkę i usiadł obok mnie na łóżku.
-Wybierasz się gdzieś?-spytał.
-A co?Któryś z chłopaków wysłał Cię tutaj,aby spytać co zamierzam robić,czy co?
-Bieber,po prostu jestem ciekaw-wzruszył-Jutro o północy będzie twój dzień, pamiętaj.Scott dzwonił do McCann i umówił się na spotkanie.Jeśli nie odda kasy zabijasz gnoja.
Uśmiechnąłem się na tą wiadomość.
-Nareszcie robota dla mnie-mruknąłem-A teraz sory ale wybieram się na imprezę.
Wstając zarzuciłem swoją skórzaną skórę na ramię.
Marco również wstając lekko westchnął.
-Chłopie,wyluzuj z tym.Prawie codziennie przyprowadzasz jakieś panienki na jedną noc-syknął-Co mi przypomina,gdzie dzisiaj byłeś?
-W szkole?
-Mnie stary nie oszukasz,więc radzę się teraz przyznać-ostrzegł.
-Ugh...Wtedy w parku,kiedy zabijałem Lego jakaś dziewczyna to słyszała,wtedy zniknąłem,żeby wytłumaczyć jej wszystko...cóż nie wszystko-poprawiłem się.
-Zabiłeś Lego kilka tygodni temu,a teraz umawiasz się z tą dziewczyną?-uniósł brwi-Kurwa,Bieber nie wiesz w co się pakujesz.Ona może zadzwonić na gliny...
-Nie mam na to czasu,idę-warknąłem.
Zabrałem potrzebne mi rzeczy i zbiegłem do garażu,gdzie wsiadłem do samochodu i z piskiem opon wyjechałem na drogę w stronę plaży.
Nie umawiam się z Julie.Wiem,że jej ojciec jest gliniarzem.Zresztą...to moje sprawy.

Po 10 minutach byłem na miejscu.Wszędzie pijani ludzie,dziewczyny ubrane jak dziwki...
Ale moje oczy od razu znalazły jedną brązowowłosą dziewczynę,ubraną w jeansy i bluzkę w kwiaty ze skórzaną kurtką.Wyglądała kurewsko seksownie.
Miała w ręku piwo i widząc jak szybko to wypiła widać było,że robiła to pierwszy raz.Widząc to wybuchłem śmiechem.
-Cześć,skarbie-wyszeptałem jej do ucha.
Dziewczyna podskoczyła kładąc rękę na klatce.
-Idioto!Wystraszyłeś mnie!-syknęła.
-Julie?-zawołała jakaś dziewczyna,tak jakby jej szukając.
-Zaraz wrócę!Udawaj że z kimś rozmawiasz!-rozkazała i podbiegła do przyjaciółki,prowadząc ją w nieznajomy mi kierunek.Zaśmiałem się na jej niewinność.Po chwili straciłem ją z oczu.
-Podać coś?-usłyszałem głos barmana za plecami.
-Piwo.
-Się robi-uśmiechnął się facet,który wyglądał na co najmniej 30 lat.
Po chwili facet postawił przede mną puszę  piwem.
-To twoja dziewczyna?-spytał po chwili.
Rozglądając się zmrużyłem oczy.
-Kogo ma pan na myśli?
-Oh,nie udawaj-zaśmiał się-Ta dziewczyna,która piła tak szybko piwo,jakby chciała się wpasować w imprezę.Znam ją.
-Czyżby?-posłałem mu mały uśmiech.
-Tak.Uważaj z nią.Ona jesteś świetną laską,ale bądź delikatny.
-Delikatny?
Odwracając wzrok z barmana zauważyłem Julie z jakimś obcym mi chłopakiem...Nie wyglądali jakby się znali.
-Dzięki za radę,muszę iść-warknąłem-Obić komuś ryja-tej części barman nie dosłyszał.
-Puść mnie!-usłyszałem słaby głos Julie,która za wszelką cenę chciała wydostać rękę tego śmiecia ze swoich spodni.
-Ej,kolego?!-syknąłem/
W chwili kiedy chłopak się odwrócił dostał pięścią w twarz.
Splunął krwią nadal mając przy tym uśmiech na twarzy.
-To za wsadzanie łap tam gdzie nie potrzeba!-oberwał następny raz,ale teraz w nos.Usłyszałem chrupnięcie,co oznaczało złamanie.
Spojrzałem na zszokowaną Jul.Była kompletnie nawalona.
Kiedy chłopak się wyprostował,wycelowałem w jego jelito aż syknął z bólu.
-A to za bycie idiotą-splunąłem.
Podszedłem do dziewczyny przerzucając ją sobie przez ramię.
-Nie było cię zaledwie 10 minut i już zdążyłaś się tak schlać?-spytałem nie dowierzając.
Dziewczyna cicho zachichotała.
-Jesteś taki silny,Justin-wyszeptała,zwisając głową w dół.
Będąc już przy samochodzie,otworzyłem drzwi i wrzuciłem dziewczynę na przednie siedzenie,sam po chwili siadając za kierownicą.
Chciałem już przekręcić kluczyk w stacyjce ale powstrzymał mnie jej głos.
-Pocałuj mnie-jęknęła.
W myśli się zaśmiałem.
Kładąc rękę na jej udo pochyliłem się do jej ucha.
-Z chęcią ,skarbie.
Pochylając się jeszcze bardziej złączyłem nasze usta w słodkim pocałunku.
Julie zarzuciła ręce za moją szyję,bawiąc się krótkimi włosami.
Przejechałem językiem po jej  dolnej wardze prosząc o dostęp,który z chęcią mi dała.Po chwili nasze języki toczyły walkę.
Odsuwając się ode mnie z głośnym mlaskiem,Julie jęknęła.
-Całujesz tak dobrze.
-Jestem pewien,że połowy z tych rzeczy,co mówisz teraz jutro nie będziesz pamiętać-zaśmiałem się.
Julie lekko się nadymała,krzyżując ręce na piersi.
-Będę pamiętać wszystko,skarbie.

-Gdzie jedziemmmmy?-spytała ziewając.
W tej samej chwili wjechałem na parking mojego domu.
-Idziemy na chwilę do mnie,muszę zgarnąć jedną rzecz-wytłumaczyłem-Idziesz ze mną,czy czekasz?
-Idę-uśmiechnęła się.
Wyszła z samochodu o własnych siłach,więc nie było z nią tak źle,od rzeczy też nie gadała,też plus.
Przytrzymałem jej drzwi,po czym wszedłem za nią.
Spojrzałem w stronę salonu,który był na szczęście pusty.
-Chodź za mną-kiwnąłem na górę.
-Wielki masz dom-szepnęła za mną.
Zaśmiałem się z jej niewinności.
Po chwili otworzyłem drzwi sypialni.

Julie
Kurwa...Jego pokój jest chyba 2 razy taki jak mój...
-Co?-odezwał się nagle.
Znów myślę na głos...
-Nic...Po prostu mówiłam sobie,że twój pokój jest 2 razy taki jak mój-zachichotałam.
-Bieber,w końcuu!-ktoś gwałtownie otworzył drzwi,przez co podskoczyłam.
Odwróciłam się by zobaczyć,wysokiego ciemnowłosego o niebieskich oczach chłopaka.
-Kolejna?-spytał.
Uniosłam brwi ku górze nie wiedząc o co chodzi.
Justin odszedł o jakiejś szafki i podszedł do mnie otwierając drzwi.
-John,żadna kolejna!-wysyczał i praktycznie wypchał mnie ze swojego pokoju.
-O co chodziło temu facetowi?-spytałam.Justin wciąż pchał mnie po schodach,aby po chwili wsiąść do auta.
-Pewnie pomyślał,że jesteś kolejną laską do pieprzenia-mruknął wyjeżdżając z podjazdu.
Moje oczy się rozszerzyły.
-Więc-urwałam,uświadamiając sobie co właśnie powiedział-Jestem dla ciebie kimś do pieprzenia?
-Nah,Julie.To nie tak.
Poczułam jak słona ciesz spływa po moim policzku.Postanowiłam się przed nim nie rozklejać.
-Więc teraz będziesz mnie ignorować?-syknął.
Zignorowałam to.
Po chwili samochód stanął.Nawet nie zorientowałam się,że tak szybko jechaliśmy,bo staliśmy już kilka metrów od mojego domu.
-Kurde,no przepraszam-odezwał się sięgając po moją dłoń.Nie zabrałam jej.
-On serio uważał mnie za dziwkę?
Chłopak westchnął.
-Co? Skrabie...To nie tak...Chodzi o to-przerwał oblizując usta-Chodzi o to,że cytuje prawie codziennie przyprowadzasz sobie panienki na jedną noc.
Moje oczy się rozszerzyły
-Więc ja będę jedną z nich?-spytałam.
-Nie-uśmiechnął się,i musnął mój policzek.
-P-pójdę już.
-Buziaka na dobranoc dostanę?-jęknął.
Zachichotałam pochylając się by musnąć jego wargi.
-Umm-oblizując usta westchnął-teraz już idź.Dobranoc,księżniczko.
Księżniczko.
Pochylając się po raz kolejny dałam mu kolejnego całusa.
-Uwielbiam jak mówisz do mnie księżniczko lub skarbie-mruknęłam z uśmiechem.
-Gwarantuje,że tego też nie będziesz pamiętać-zaśmiał się.
-Dobranoc,Justin-szepnęłam i wyskoczyłam z jego samochodu.
-Dobranoc,skarbie.
Wysłałam mu buziaka i pobiegłam do domu.
Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do domu,spodziewając się,że wszyscy śpią.
-Gdzie byłaś młoda damo? Kate dzwoniła i pytała o ciebie!-syknęła mama stojąc w korytarzu.
Przeklinam swoje życie.
~~
To mamy 5 rozdział :)
Julie+Justin moment jest?
rozdział przed weekendem jest?
aww
wydaje mi się że wyszedł dość długi :) pisałam bez niczyjej pomocy :)
więc...nie będę się rozpisywać... +nie jestem genuszem z matmy ale jak mi się wydaje to za 1h i 30 min,Justin skończy 20 lat...20 lat...ta strasznie szybko...:((
Miłego czytania,miśki :)
http://ask.fm/BieberBigLove - ask :)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ



czwartek, 20 lutego 2014

Four

Justin
Minął cały tydzień odkąd  gadałem z Jul.Olewałem wszystko, nawet głupią szkołę.
Kilka razy widziałem jak dziewczyna biegała,miałem chęć zatrzymania się i przeproszenia jej...Ale stop...Moja duma na to nie pozwalała.
Od tamtego dnia ciągle o niej myślę.
Dlaczego wtedy tak się wystraszyła,gdy opadała na kanapę a pytając co zamierzam zrobić powiedziałem że ją zgwałcę...To miał być niewinny żart,a wyszło jak zawsze.
Muszę ją przeprosić,bo inaczej nie wytrzymam tego pieprzonego poczucia winy.
Leżałem tak jeszcze chwilę na moim - już jak dla mnie małym łóżku w domu moich rodziców.Dzisiejszą noc właśnie tam spędziłem.
Po chwili usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
Musi to być Jazzy pomyślałem.
-Braciszku,mogę wejść?-nie myliłem się,był to jej słodki dziewczęcy głos.
-Wchodź,mała-powiedziałem na tyle głośno by usłyszała.
Mimo,że Jazzy ma już 15 lat nadal będzie moją małą słodką dziewczynką.
Weszła do mojego niebieskiego pokoju pokrytego plakatami różnych gwiazd sportu i usiadła obok mnie.
Nie zdążyłem się przywitać a Jazzy zaczęła rozmowę.
-Justin...Ja wiem że coś się dzieje-zaczęła-Na prawdę się o ciebie martwię.Powiesz mi o co chodzi?
Westchnąłem.
-Widzisz,mała nie wszystko jest takie proste jak się wydaję.Poznałem kogoś i spieprzyłem kilka spraw.Nie umiem tego naprawić i nie uraź się ale nie potrzebuje twojej  pomocy-posłałem jej lekki uśmiech-Jestem dużym chłopcem i poradzę sobie.
-Awww-zagruchała-więc to jednak dziewczyna?!
W sekundzie Jazzy podniosła się i owinęła ręce wokół mojej szyi, a ja objąłem ją ramieniem w talii.
-Dobra już,dobra-odsunąłem ją od siebie-Mała podstępna żmija!
W jej pobliżu leżała poduszka,więc nie miała problemu z sięgnięciem jej i rzuceniem we mnie.
Rzuciła nią we mnie a ja w locie ją złapałem i wstałem.
-Nie jestem mał...
-Na twoim miejscu bym uciekał!-wskazałem na nią palcem z szerokim uśmiechem co wywołało u niej histeryczny śmiech.
Jazzy zaczęła wstawać i zmrużyła na mnie oczy.
-I tak mnie nie złapiesz.Mam dużo miejsca do popisu, mamy wielki dom więc...nie wyjdzie Ci to Drew.
Gdy z jej ust wyleciało moje drugie imię,pewnie sama w myślach się za to skarciła.
W sekundzie odwróciła się i zaczęła uciekać.
Zbiegła wielkimi schodami do wielkiego salonu.
Dom był trochę mniejszy od mojego i chłopaków,ale nadal wielki.
W momencie kiedy Jazzy była blisko mnie złapałem ją jedną rękę za talie,podniosłem tak,że jej nogi były chwilę w powietrzu.
Po chwili oboje opadliśmy na miękką kanapę.
-Dawno się z tobą tak nie bawiłam-szepnęła zdyszana.
-Najlepsze zabawy tylko ze mną-posłałem jej szeroki uśmiech.
Dziewczyna spojrzała w moją stronę z nadzieją w oczach.
-Powiesz mi jaka jest ta dziewczyna?
-Po moim trupie,księżniczko.
W chwili gdy otworzyła usta jej telefon zaczął wibrować sygnalizują wiadomość.
-O moja koleżanka z projektu będzie lada chwila-oznajmiła.
Wstając szepnąłem.
-Seksowna?
-Spadaj,łosiu!Lepiej idź napraw to co spieprzyłeś-powtórzyła moje słowo.
Podszedłem do niej i na chwilę ją przytuliłem.
-Dzięki,mała.Do zobaczenia.I pamiętaj-Odwróciłem się-Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała dzwoń.
-Dziękuje,wpadaj do mnie częściej,albo przynajmniej na chwilę do rodziców oni tęsknią-posłała mi smutny uśmiech-Kocham Cię.
-I jak Ciebie.Pa.
Wyszedłem z domu i ruszyłem na motor,który stał przed wejściem.
Lepiej napraw to co spieprzyłeś...

Julie
Trzymając w ręku potrzebny egzemplarz i plakat ruszyłam szybkim krokiem do domu Jazzy.Jest ona rok młodsza i właśnie z drugimi klasami przydzielili nam projekty.Genialnie.
Była ona chyba siostrą Justina,ale z tego co wiem nie mieszkają już razem.
Całe szczęście pomyślałam.Ostatnim czego chciałam to rozmawianie z nim przy jego siostrze.
Kogo próbujesz oszukać,Jul? Znów odezwał się głos w mojej głowie.
Z jednaj strony chciałam z nim porozmawiać,wyjaśnić...Ale,on robił lub mówił rzeczy,których najmniej się spodziewałam.
Zanim się zorientowałam stałam już pod drzwiami domu dziewczyny.
Zadzwoniłam dzwonkiem i zrobiłam krok w tył.
Nie minęło 10 sekund a w drzwiach stanęła uradowana Jazzy.
-Hej-rozpromieniona zamknęła mnie w niedźwiedzim uścisku.
-Cześć-odpowiedziałam.
Dziewczyna otworzyła szerzej drzwi i pociągnęła mnie za rękę prowadząc nas wielkimi schodami jak mi się wydaje do jej pokoju.
-Masz wielki dom-odezwałam się stojąc w drzwiach dziewczęcego pokoju.
Jazzy odwróciła się i posłała mi uśmiech.
-Duży,ale zrobił się pusty-w jej oczach krył się smutek.
Chciałam już zapytać co się stało,ale ugryzłam się w język.
-To co?Robimy ten projekt?Chcę mieć już to za sobą.
Jazzy westchnęła.
-Uwierz,że ja również.

Po godzinnej pracy byłam zachwycona z tego jak nam wyszło.
-Perfekcyjnie-szepnęłam.
-Julie-Jazzy spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem-Coś się dzieje,prawda? Wiem,nie znamy się od lat ale widzę coś w twoich oczach...
Cicho się zaśmiałam.
-Jazz,to ni...
-Wiesz,mam taki instynkt po moim bracie,że umiem czytać z oczu,więc radziłabym powiedzieć teraz-wskazała na mnie palcem uśmiechają cię.
Więc Justin to jednak jej brat...
Cóż powiem jej,ale pozmieniam niektóre rzeczy.
-Wiesz,poznałam takiego chłopaka.Dużo o nim słyszałam-lekko się uśmiechnęłam,przerzucając wzrok na wielkie okno-Poznałam go przez przypadek w parku,jak wiesz ćwiczę bieganie i zawsze tam biegam.No i dziwnie się złożyło wpadliśmy na siebie.Gadałam z nim zaledwie trzy dni i powiedział coś,co na serio mnie dotknęło i przez tydzień nie gadaliśmy.
-Wiesz,mimo wszytko to drań ale przykro mi-złapała moją dłoń i lekko ją ścisnęła-Wiesz,mój brat też poznał jakąś dziewczynę.Ale muszę przyznać,że on od dłuższego czasu był swego rodzaju męską dziwką...
-Jazzy!-głośno się zaśmiała a dziewczyna mi zawtórowała.
-Mówię prawdę!Kiedyś miał dziewczynę,ale ona go zraniła...Chciałabym,żeby w końcu znalazł jakąś porządną dziewczynę.A właśnie...był u mnie zanim przyszłaś,mówił że kogoś poznał, i że coś spieprzył.
Coś ścisnęło mi się w żołądku.
Przecież mówił,że go pociągam...
-Um,miło było z tobą pogadać,ale teraz muszę już iść-szybko wstałam prostując swoje kończyny.
-Coś powiedziałam nie tak?
-Nie,skąd.Wszystko okej,po prostu umówiłam się z przyjaciółką-kłamstwo.
-Oh,okej.Chodź odprowadzę Cię.

Pożegnałam się z dziewczyną i postanowiłam iść do parku.
Justin zakazał mi tam chodzić...Ale nie obchodzi mnie to.
W kącikach oczu zebrały się łzy...
Nie znam go zbyt długo,ale część mnie myślała,że może coś z tego będzie.
Chciałabym,żeby coś z tego było.Ale..on znalazł sobie już kogoś.
Gdy byłam już w parku zobaczyłam chłopaka ubranego w czarne spodnie z opuszczonym krokiem, w suprach i w czarnej skórzanej kurtce stał tyłem do mnie na małym moście znajdującym się nad rzeką.
W pierwszej chwili pomyślałam,że to Justin ale co on by tutaj robił?
Postanowiłam pójść przez most,tam gdzie jest nieznajomy chłopak.
Chwilę później gdy stałam zaledwie kilka kroków od niego a chłopak odwrócił się.
Zmieszanie automatycznie pojawiło się w jego oczach.
-Julie?-spytał niepewnie podnosząc brwi w górę-Co ty tutaj robisz?Nie wyraziłem się jasno mówiąc,że masz przestać tędy chodzi...
-Justin przestań!-przerwałam mu w połowie zdania-Przyszłam tu bo chciałam i nikt mi tego nie zabroni.
Chłopak nie ruszył się z miejsca ale wbijał we mnie wzrok.
Poczułam się niekomfortowo i zaczęłam się wiercić.
-Przepraszam...-wyszeptał prawie niesłyszalnie.
Lekko pokiwałam głową.
-W porządku.
-Nie!Nic nie jest w porządku.Nie powinienem wtedy mówić tego w szkole i robić takie coś w magazynie.
Spojrzałam mu w oczy i w jednej chwili miałam chęć zbliżenia się do niego i przytulenia go.
-Justin,jest już okej-posłałam mu mały uśmiech-Chcesz się przejść?
-Jasne.

-Wiesz,kiedyś miałem dziewczynę-odezwał się Justin gdy już siedzieliśmy na pobliskiej ławce.
-I co w związku z tym?-spytałam niepewnie.Może nie chce mi o tym mówić?
-To było chyba jakoś pół roku temu.Niby wszytko było w porządku,miała wszystko czego tylko zapragnęła.Od biżuterii po drogie ciuchy czy też podróże. Owinęła mnie sobie wokół palca-prychnął-Zacząłem coś podejrzewać bo już nie widywaliśmy się codziennie jak zawsze.Pewnej nocy postanowiłem sprawdzić co jest tak ważne,ważniejsze ode mnie.Na moich oczach pieprzyła się z jakimś jebanym idiotą.
Kelly powiedziała, że to nie tak jak wygląda.Od tamtej pory nie ufam żadnej dziewczynie,jedynie zaliczam niektóre w klubach.
Moje źrenice się poszerzyły.Co jeśli mnie też chce zaliczyć?
Chłopak musiał to zobaczyć bo lekko się zaśmiał.
-Co się tak bawi?-spytałam oburzona.
-Przecież wiesz,że nic Ci nie zrobię.Jesteś inna niż te wszystkie dziwki z klubów.
Czując się nieco wyróżnioną uśmiechnęłam się,przygryzając wargę.
-Ej,powiesz mi co Cię tak zmartwiło wtedy w nocy w magazynie?-spytał niepewnie.
-Um...T-to ni...
-Nie pierdol,wiem że coś się musiało stać!-syknął.
-Julie?-spytał obcy głos za nami.
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego brata Ryana.
-Oo Jones-odezwał się Justin-Cóż za miłe spotkanie,nieprawdaż?
-Hej-wstałam-To wy się znacie?
Justin również wstał i stanął obok mnie.
-Jul,idziemy do domu!-warknął Ryan.
-Teraz się kurwa boisz a pół roku temu mnie wyśmiałeś ty huju!-cicho warknął.
-Powie mi ktoś co się tutaj dzieje?!-syknęłam czując narastającą ciekawość.
Klatka Ryana podnosiła się w zaskakującym tempie.Był zdecydowanie wkurzony.
-Pochwal się swojej siostrze co zrobiłeś-zaśmiał się bez krzty humoru.
-Kurwa,Julie idziemy do domu!Już-syknął.Złapał mnie za przedramię i zaczął ciągnąć.
Zdecydowanie to bolało.
-Nie widzisz,że ją ranisz? Ona jest dziewczyną a nie jakąś rzeczą!Zostaw ją-Justin delikatnie złapał mnie za nadgarstek.
-Bieber,załatwimy to między sobą kiedy nie będzie przy tym mojej siostry-warknął,a po chwili spojrzał na mnie-A teraz idziemy!
-Nie!-krzyknęłam-Justin powiedz mi o co chodzi!
-Skarbie,twój braciszek wszystko Ci wyjaśni-mruknął.
Poczułam jak Ryan mocno wzmocnił uścisk na moim ramieniu a Justin puścił mój nadgarstek.
Nie odzywałam się.Pozwoliłam Ryanowi zabrać mnie do domu.
Gdy byliśmy już kilka metrów od Justina,chłopak krzyknął.
-I tak twoja siostra prędzej czy później dowie się jakim to jesteś skurwielem!
Ryan cicho się zaśmiał.
-Idiota-syknął prawie niesłyszalnie.
-Teraz mi mów o co poszło-warknęłam jednocześnie wyrywając się z jego uścisku.
-Ty mi lepiej powiedz co z nim robiłaś!
Gdy byliśmy już poza parkiem nie miałam daleko do domu więc zaczęłam biec zostawiając Ryana samego.
-Nie ujdzie Ci to na sucho-krzyknął.
Zignorowałam to i biegłam dalej.

-Kochanie gdzie byłaś?-odezwała się moja mama gdy tylko przekroczyłam próg domu.
W tym samym momencie wleciał zdyszany Ryan.
-Twoja córeczka spotyka się z kryminalistą!-krzyknął.
-Nie spotykam się z nim!-odwróciłam się w stronę brata-Lepiej ty mi powiedz co między wami zaszło!
-Czy może mi ktoś do jasnej cholery wyjaśnić o co wam obojgu chodzi?-odezwał się tata schodzący ze schodów.
-Proszę wytłumacz im,siostrzyczko!
-Nie mam nic do powiedzenia!-syknęłam i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
Krew gotowała mi się w żyłach.
-Więc ja powiem,wasza mała słodka córeczka spotyka się z największym gangsterem w mieście-powiedział to zupełnie normalnie.
-Julie,możesz mi to wytłumaczyć?-spytał poważnie tata.
-Tato,wcale się z nim nie spotykam!Nic nas nie łączy!-fuknęłam.
-A co robiliście w parku? I nie pierdol,że podziwialiście naturę...
-Ryan język!-warknęła mama.
Lekko wzruszył ramionami  i znów się odezwał.
-Ja tylko Cię przed nim ostrzegam!
-Julie,wytłumacz mi to,raz!-spojrzała groźnie mama.
-Jak wiesz,miałam robić projekt z osobą z drugiej klasy i przydzielili mi Jazzy, zrobiliśmy go,wyszedł nam na prawdę super-lekko się uśmiechnęłam
-Julie Megan Jones!Przejdź do rzeczy!-mama musiała być na prawdę ciekawa jak i zła bo nie codziennie używa mojego drugiego imienia.
-...i jak już skończyłyśmy postanowiłam iść przez park.Zobaczyłam tam Justina,był jakiś dziwny więc podeszłam i spytałam o co chodzi-powinnam dostać za udawanie-i...okazało się,że rzuciła go dziewczyna więc porozmawiałam z nim i mu pomogłam.To wszystko.
-Oh,rozumiem.Ale nadal nie zmienia to faktu,że jestem na ciebie strasznie zła.To co powiedział twój brat...
-On nie jest kryminalistą!-warknęłam.
-Twój brat nie kłamałby bez powodu-odezwał się tata-Masz szlaban!
-Tato!
-Nie młoda damo! Nie będziesz spotykała się z kryminalistą! Po szkole jesteś od razu w domu i bez żadnego ale!-odezwał się po raz ostatni i opuścił pomieszczenie,w którym stałam zmieszana.
Mama również odeszła.
-Dziękuje braciszku!-syknęłam i udałam się do swojego pokoju.
Opadłam na swoje miękkie łóżko.
Było już ciemno więc postanowiłam wziąć szybki prysznic.
Zgarnęłam potrzebne mi rzeczy i weszłam do łazienki.

W swojej wygodnej piżamie ruszyłam do łóżka.
Zobaczyłam,że mój telefon świeci co oznaczało albo sms albo ktoś do mnie dzwonił.
Wzięłam swojego iPhona do ręki,wpisałam hasło i zobaczyłam wiadomość.

Od:Justin
Ryan powiedział o co chodziło?

Zaśmiałam się do ekranu i wystukałam szybką odpowiedź.

Do:Justin
Oczywiście,że nie. Przez niego dostałam szlaban...

Po kilku minutach dostałam odpowiedź.

Od:Justin
Ups..Nie martw się,skarbie.Niedługo frajer powie Ci co było grane.A teraz idź spać,późno już. Dobranoc ;) x

Znów nazwał mnie ''skarbem''. Z uśmiechem wysłałam mu odpowiedź.

Do:Justin
Ty też :))

A potem już chyba usnęłam.

Justin

Od : Julie
Ty też.
Lekko uśmiechnąłem się do telefonu.
Znam tę dziewczynę zaledwie kilka dni...Nie ważne.
Chyba to naprawiłem.
-Siema stary!-odezwał się Daniel.
-Hej-przybiłem z nim piątkę,po czym przyjaciel usiadł obok mnie.
-Wiem, że zaraz mnie za to zabijesz, ale wydajesz się taki inny od jakiegoś półtora tygodnia.
-Daniel,daj spokój!
-Dziewczyna?
-Daniel...
-No raczej nie chłopak-kontynuował.
-Kurwa Daniel! Zamknij się wreszcie!-syknąłem.
Podniósł ręce w geście poddania się.
-Pamiętasz jak wtedy w parku zniknąłem?
Lekko kiwnął głową.
-Tam była jakaś dziewczyna i słyszała strzały,oczywiście pobiegłem za nią i jej wszystko wytłumaczyłem...
-Japierdole...
-Właśnie, dzisiaj tak jakby się z nią spotkałem, a co najlepsze się okazało że Jones to jej brat...Miałem chęć zabicia skurwiela.Ona dopytywała się skąd się znamy...
-Czekaj-potrząsnął głową-chcesz mi powiedzieć,że dziewczyna,która słyszała strzały w parku jest siostrą Ryan'a Jones'a,chłopaka który przespał się z twoją byłą?
-Dokładnie tak...
-Popierdolone!-warknął.
-Nie ująłbym tego lepiej.
Daniel przetarł dłońmi twarz.
-Nie możesz się z nią spotykać.
Westchnąłem.
Żeby to było takie łatwe-pomyślałem.
-Chodzimy razem do szkoły...
-Ignoruj ją.
Skinąłem głową i spojrzałem na zegarek znajdujący się na moim nadgarstku.
-Cóż,pogadamy jutro idę na górę.
Wstałem i poklepałem go po plecach.
-Ta,do jutra.

Nie możesz się z nią spotykać.


~~
Prawie cały rozdział napisałam sama, ale oczywiście z pomocą dziewczyn.:)
Masakra...mam tyle pomysłów...:D
Jestem już zmęczona,siedze od rana i kończę ten jeden 4 rozdział...
Wydaje mi się,że końcówka mi nie wyszła...;/
http://ask.fm/BieberBigLove - tutaj odpowiadam na wszytskie pytania.
+ Nie robie z tego opowiadania Dangera :) xx



niedziela, 9 lutego 2014

Three.

Justin
Poprawiając kołnierzyk mojej kurtki wpatrywałem się we wszystko i we wszystkich.
Dzisiaj będzie ciekawie.
To moja noc-pomyślałem.
-Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego co robisz?-oczywiście nie zabrakło tam Johna.Wiem,że nie chce żebym to robił,ale to moje jebane życie i moje sprawy.
-Kurwa,John! Idź zobacz czy nie ma Cię na drugiej stronie toru!-syknąłem.
-Tak?okej.Próbuje ratować twoją dupę,ale musisz być takim pierdolonym i upartym dupkiem.Koniec!-podniósł ręce w celu poddania się.
-Joh...
-Skończyłem z tym,Justin! Pakujesz się w niezłe bagno,masz wystarczająco kasy na każde zachcianki a wyścigi zawsze możesz urządzić sobie na autostradzie.
Przyjaciel zaczął odchodzić,a po chwili już go nie widziałem.

Julie
Jestem w miejscu gdzie jest cholernie głośno jak i ciemno.
Wszędzie jest pełno samochodów i od razu można wyczuć nieprzyjemną atmosferę.
Musiałam przeciskać się przez tłum nachlanych ludzi,żeby tylko znaleźć Kate.
Wysłała mi sms'a,że wyrywa się na imprezę i gdy jej mama będzie dzwonić mam powiedzieć,że Kate jest u mnie i już słodko śpi.Banalne.
Szukałam jej ponad 10 minut,kiedy wreszcie zobaczyłam jej jasne włosy.Stała w pierwszym rzędzie trzymając w dłoni puszę-jak dobrze się przyjrzałam było to piwo-musiała być już nieźle upita, bo skakała jak głupia tańcząc przy głośniej muzyce.
Stałam kilka kroków za nią i głośno chrząknęłam.
-Russo...Co ty tu do cholery robisz?!-prawie krzyknęłam.To nie było dla nas odpowiednie miejsce,więc chciałam jak najszybciej nas stąd wydostać.
-H-hej,spokojnie mała-mruknęła odwracając się przodem do mnie-Przyszłam tu tylko popatrzeć na wyścigi,to wszystko-powiedziała z miną szczeniaczka do tego chwiejąc się.
-Tylko popatrzeć?Kate czy ty oszalałaś?! Nie powinno być Cię tu w ogóle! To jest nielegalne-wyrzuciłam ręce w powietrze na znak frustracji-Będą z tego problemy,zobaczysz.
Mówiąc ostatnie słowo,rozejrzałam się dookoła.Wszędzie byli ludzie,większość z nich to mężczyźni.Wokół nich kręciły się dziewczyny skąpo i wyzywająco ubrane...Prawie półnago,dosłownie.
W kilku rzędach stały drogie samochody,na słupach rozwieszone były czerwono-żółte lampi,które dodawały temu miejsca tajemniczego i zakazanego klimatu.
Zanim wróciłam wzrokiem do przyjaciółki,zobaczyłam osobę,której oczywiście nie mogło tu zabraknąć.
Justin stał przy samochodzie,ale innym niż miał ostatnio.Wyglądał na pewnego siebie,niegrzecznego chłopca.
W momencie kiedy nasze spojrzenia się spotkały przeklnęłam swoje życie..
Odwróciłam się do Kate i zaczęłam ciągnąć ją za ramie.
-Kate,chodźmy stąd.Porozmawiajmy w jakimś...normalnym miejscu.Chodź,proszę!-mówiłam prawie błagalnym głosem.
Przyjaciółka nie sprzeciwiała się i już miałyśmy odchodzić kiedy poczułam,jak ktoś łapie mnie za nadgarstki i gwałtownie odwraca.
Stałam na przeciwko Justina.
Spojrzałam w jego karmelowe oczy  i...był cholernie zły.
Nie zdążyłam się nawet przywitać,kiedy usłyszałam krzyk skierowany w moją stronę.
-Czy możesz mi do kurwy nędzy powiedzieć,co tutaj robisz?! Jesteś aż tak głupia,żeby tutaj przychodzić?!-każde wypowiedziane słowo przeszło przez jego usta z jadem w głosie-Lepiej,żebyś stąd szła.
-Ciebie też miło widzieć,Justin-powiedziałam z ironią-Cóż,ciebie mogę zapytać o to samo,chyba też nie powinieneś tu być.A poza tym przyszłam tylko po przyjaciółkę,nie unoś się tak-uśmiechnęłam się,chcąc rozluźnić atmosferę ale to nie pomogło.
-Ja to ja! Jul,to niebezpieczne,nie chcę żebyś tu była!-próbował wytłumaczyć bardzo łagodnie myśląc że go posłucham.
Dosłownie sekundę później do akcji wtrąciła się Kate.
-Zostaw ją!Nie możesz jej rozkazywać!-wtedy zwróciła się do mnie-A ty?Nie powinnaś się z nim zadawać!Nie wiesz kim jest?
Wtedy jej emocje sięgnęły zenitu i zaczęła kopać Justina.Prawdopodobnie spowodował to alkohol.
Wściekł się.
Odepchnął ją na bok.
-Ty mała pizdo!-krzyknął-Nie będziesz mi rozkazywać,a tym bardziej dotykać!
-Kate-zaczęłam widząc przerażenie w oczach przyjaciółki.
-Obydwoje jesteście siebie warci!-syknęła i zanim mogłam zorientować co się dzieje Kate ruszyła przed siebie chwiejnym krokiem.
Próbowałam ją zatrzymać ale bez skutku.
Zostaliśmy sami...W otoczeniu tłumu ludzi i zapachu spalin samochodowych.
W duchu jęknęłam.
-Dlaczego tu jesteś?Dlaczego bierzesz udział w tym całym przedstawieniu?
-Robię to od zawsze...Odkąd dołączyłem do chłopaków,jest to nieodłączna część lata.Ale ciebie-wskazał palcem na mnie-zdecydowanie nie powinno tu być.
Nie zostawię go tu.Albo on zrezygnuje,albo ja biorę w tym udział,proste.
Sama nie wiem dlaczego to robię.Chyba nie chciałam,żeby złapała go policja,skoro ja go przed nią kryje.
-Więc skoro ty jedziesz...Ja też jadę-powiedziałam stanowczo,rozglądając się.
-C-co?-zająknął-Nie ma mowy,że Ci na to pozwolę,twój ojciec jest gliniarzem,ktoś może dać znać gliną i wtedy każdy będzie udupiony...w szczególności ty!Idziesz do domu i koniec!-dalej próbował mi to wytłumaczyć ale szczerze to olałam.
-Słuchaj...przecież ja i tak zrobię co będę chcieć-posłałam mu niewinny uśmiech-Który to twój samochód?
-Żółte lamborghini...czekaj!Co?Julie stój!-ostatnią część słabo słyszałam,ponieważ biegłam w stronę jego samochodu,który był niedaleko.
Obejrzałam się i zobaczyłam,że biegnie za mną.
Szybko otworzyłam drzwi,chociaż miały jakiś guzik to i tak w mgnieniu oka je rozszyfrowałam.
Zanim chłopak znalazł się obok,wsiadłam do samochodu zatrzasnęłam drzwi i czekałam.
Jones!Nie myślisz trzeźwo! Będą z tego problemy!-odzywał się głos w mojej głowie,ale to zignorowałam.
Zapięłam pasy,a wtedy Justin wszedł do samochodu.
Kiedy zobaczyłam jego mocno zaciśniętą szczękę,szeroko się uśmiechnęłam.
Wiedziałam co czuje,ale nie poddam się i nie zmienię decyzji.
-Posłuchaj..wiem,że siłą Cię stąd nie wyciągnę,więc...
Wzruszył ramionami.
Nie kryłam zdziwienia.Zgodził się?Może nie jest,aż tak zły?
Zapiął pas i patrzył cały czas przed siebie.
Kiedy jakaś dziewczyna dała znak startu,ruszył.
Ruszył,ale w przeciwnym kierunki.
Jest przebiegły,wie jak szybko działaś.
-Gdzie jedziesz?-krzyczałam.
-Na pewno nie tam gdzie reszta.Myślisz,że jestem na tyle głupi,żeby ścigać się gdy jesteś w moim samochodzie?-prychnął-Jedziemy gdzieś,gdzie jest bardziej spokojnie,chociaż jeszcze niebezpiecznie.
Wystraszyłam się.
Niebezpiecznym miejsce był dla mnie las...Boje się od momentu kiedy zostałam zg...
Proszę,tylko nie to!
-Gdzie mnie zabierasz?-spytałam.
-Myślałem,że już się nauczyłaś tego,że nigdy nie odpowiadam na takie pytania.
-Cóż..zawsze jestem tak samo ciekawa.W końcu jadę w samochodzie w gangsterem-wzruszyłam ramionami,momentalnie przeklinając się za ostatnie słowa...
-Zamierzasz wypominać mi to za każdym razem?-syknął.
Nic nie mówiąc spuściłam głowę w dół.
Między nami zapadła niekomfortowa cisza.
Od czasu od czasu na niego spoglądałam.Raz palił papierosa zaciągając się i wypuszczając idealne kółka z dymu, a innym razem był zupełnie skoncentrowany na drodze.
Po 10 minutach drogi,samochód stanął.
Staliśmy przed jakimś magazynem,było strasznie ciemno a jedyne co mogłam ujrzeć to wielkie graffiti  na ścianie budynku.
-Idziesz?-spytał szorstko.
Bez słowa odpięłam pasy i wyszłam z samochodu podążając za nim.
Drzwi były otwarte,Justin jedynie je pchnął i przytrzymał dla mnie.
-Ciemno tu-szepnęłam.
Justin wyjął latarkę z kieszeni jeansów i podał mi ją.
Zapaliłam ją,  świecąc we wszystko,chcąc dowiedzieć się co tu jest.
Wszędzie ciemność...Boje się ciemności...
Szłam blisko boku chłopaka,szliśmy...przed siebie?
-Po co mnie tu przywiozłeś?-spytałam.
Stanęliśmy przy wyjściowych drzwiach,a Justin odwrócił się w moją stronę.
-Żeby Cię kurwa zgwałcić!-sarkazm wyczuwalny był w każdym wypowiedzianym przez niego słowie.
Spojrzałam na niego tępo.
-Wiedziałam...wszyscy jesteście tacy sami!Myślicie tylko o jednym!
Chłopak zaczął iść w moją stronę,a ja oczywiście zaczęłam się oddalać.
Chwile po tym moje łydki dotknęły czegoś miękkiego.
Odwróciłam głowę i spostrzegłam kanapę.
-Cholera-wypowiedziałam głosem słyszalnym tylko dla mnie.
Spojrzałam na Justina,a na jego ustach widniał łobuzerski uśmiech.
Dosłownie sekundę później zostałam pchnięta na kanapę.
To wszystko...wszystko wraca.
Kate miała rację,czasem jestem zbyt odważna...
Momentalnie łzy zebrały się w moich oczach,ale nie chciałam,żeby Justin je widział.
Niestety.
Pochylił się w moją stronę,biorąc moją twarz w dłonie utrzymując bezpieczną odległość.
-Stało się coś?-spytał troskliwie.
Bipolarny człowiek!
-N-nie-zająknęłam odwracając wzrok.
-Nie rób ze mnie durnia,przecież widzę łzy w twoich oczach...Ej,ty myślałaś...że ja?Że coś Ci zrobię-bezczelnie się zaśmiał.
Spuściłam wzrok na dół i zabrałam jego ręce z mojej twarzy.
Jak on może?
Pchnęłam go i zaczęłam odchodzić przyświetlając sobie drogę.
-Poczekaj!-zdążył złapać mnie za przed ramie-powiesz,czego się tak przestraszyłaś?
Odwróciłam się do niego i westchnęłam.
-To nic...-spojrzałam mu w oczy,i widziałam w nich coś w stylu ''kogo próbujesz oszukać?''-Więc-kontynuowałam-Moja przyjaciółka kiedyś została zgwałcona.Ona była w bardzo ciężkim stanie i to przerzuciło się na mnie.
-Jul...Przepraszam,nie wiedziałem.
Lekko się uśmiechnęłam czując się źle z kłamstwem,którym przed chwilą go nakarmiłam.
-Ta-mruknęłam-Możesz już odwieść mnie do domu?Rodzice oszaleją widząc,że mnie nie ma.
-Chodźmy-szepnął.

W chwili kiedy Justin zatrzymał się pod moim domem mój telefon zaczął wibrować.
Wyciągnęłam go z kieszeni jeansów,spojrzałam na ekran i zobaczyłam duży biały napis ''MAMA''
Odebrałam.
-Halo?-spytałam.
-Cześć,skarbie.Pukałam do ciebie do drzwi ale nie otwierałaś,więc uznałam że śpisz-wypowiedziała rodzicielka-Tak czy inaczej,jesteśmy z ojcem u ciotki Ricki i powinniśmy niedługo wrócić.
-Tak mamo,w porządku.Właśnie brałam prysznic i idę dalej spać-skłamałam.
-Okej,więc uważaj na siebie,zamknij wszystkie drzwi i miłej nocy-mogłam wyczuć jej matczyny uśmiech,który zawsze posyła mi przed powiedzeniem ''Dobranoc''
-Ta,Dobranoc-szepnęłam po czym się rozłączyłam.
Jęknęłam.
-Właśnie brałam prysznic?-spojrzał na mnie Justin,jakbym miała z pięć głów.
-Gdybym powiedziała,że jestem z chłopakiem w aucie,mój tata wyrwałby Ci nogi-wzruszyłam ramionami.
-Córeczka tatusia-fuknął.
Spojrzałam na niego czując w jakiś sposób obrazę-Masz z tym jakiś problem,Bieber?-spytałam-Tak czy inaczej,muszę iść.
Odpięłam pas i otworzyłam drzwi.
-Dobranoc-szepnął.
Kiwnęłam mu głową i wyszłam.
Lekko mu pomachałam po czym ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych.
Jedyne o czym teraz marze to o szybkiej kąpieli i o ciepłym łóżku.
Dosłownie padam.
Mam nadzieje,że jutro będzie nowy lepszy dzień...Może z Justinem,a może bez...

~~


Tak więc jak obiecałam rozdział jest...koniec weekendu,ale jest :)
Szczerze to namęczyłam się z końcówką...jest już 23 a ja padam...
Za tydzień mam ferie więc rozdziały powinny pojawiać się częściej :)

http://ask.fm/BieberBigLove - pytania :)

więc miłych snów miśki ;*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ,ZOSTAW PO SOBIE JAKIKOLWIEK ZNAK,ŻEBYM WIEDZIALA ILE OSÓB CZYTA,DZIĘKUJE <3



niedziela, 2 lutego 2014

Two.

Po otrzymaniu tej wiadomości długo nie mogłam zasnąć...
Jest nieprzewidywalny, nie mogę mu zaufać-plus nawet go nie znam.
Po nieprzespanej nocy,musiałam wstać do szkoły. Jest początek czerwca,więc jeszcze trochę i pożegnam poranne wstawanie.
Niechętnie wstałam z łóżka,po czym lekko się rozciągnęłam.
Weszłam do łazienki i widząc własne odbicie,podskoczyłam.Podpuchnięte oczy,włosy w całkowitym nieładzie...Bardzo źle.
Wykonałam poranną toaletę, po czym szybko wciągnęłam dżinsowe szorty,białą bokserkę i bejsbolówkę.
Rzęsy pomalowałam maskarą, a włosy spięłam w luźny kucyk.
Z pokoju wzięłam torbę i zbiegłam na dół. Czekali już tam moi rodzice.
Będzie ciekawie.
-Hej-powiedziałam podchodzą do czekających już na mnie naleśników.Mój żołądek skręcił się przyjemnie.
-Dzień dobry-odpowiedzieli jednocześnie.
Sięgnęłam po czysty talerzyk i kubek po czym usiadałam przy stole razem z rodzicami.
Miałam coś powiedzieć,gdy nagle do kuchni wparował Ryan w samych bokserkach.
Lekko uśmiechnął się na przywitanie i odwrócił się po płatki ze Spidermanem...Tak,mój brat ma 19 lat i wciąż je dziecinne płatki.
Lekko się zaśmiałam.
-Julie,o której wczoraj wróciłaś?-spytała mama.
Zaalarmowana podniosłam głowę.
-Um...około 20.Czemu pytasz?
-Nic,nie ważne-uśmiechnęła się i wróciła do swoich papierów.
Gdy skończyłam jeść swojego naleśnika wstałam,zgarnęłam z ziemi torbę i byłam już gotowa do wyjścia kiedy odezwał się tata.
-Skarbie,czekaj.Odwiozę Cię.
Skinęłam głową i poszłam do auta.
Droga do szkoły była dość krótka,ale dużo rozmawiałam z tatą.Opowiadał mi o pracy,ja jemu o szkole.Nawet rozmawialiśmy o wakacjach.Tata dużo obieca a później nic z tego nie wychodzi,ciągłe służby w policji.
Na parkingu przed szkołą czekała już na mnie Kate.Pożegnałam się z tatą i pobiegłam w stronę przyjaciółki.
Przytuliła mnie ciepło i razem poszłyśmy na pierwszą lekcję.Niestety byłyśmy w oddzielnych klasach , więc szybko musiałyśmy się rozstać.
Umówiłyśmy się na lunch,na ławce przy dębie rosnącym na szkolnym placu.
Po dzwonku,idąc w stronę sali , w której odbywały się teraz moje zajęcia zobaczyłam Justina...Serce zaczęło bić szybciej niż powinno.Ale nie z radości...Wręcz przeciwnie...Przestraszyłam się.
Nie chcą się z nim spotkać przyśpieszyłam tępo i pobiegłam do mojej sali.
Pan Logo był już w sali,akurat sprawdzając listę obecności.
Grzecznie przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam na swoje stałe miejsce.
Nie mogłam skupić się na zadaniach.Wzięłam czarny długopis do ręki i zaczęłam rysować różne wzory na moim zeszycie.
Byłam pogrążona w zamyśleniach.Nie chciałam więcej go spotkać.Ale to było nie możliwe,jeśli chodzimy do tej samej szkoły!Poza tym nawet nie mógłby mnie tknąć,byłoby tu sporo świadków...Jeśli nikt tutaj się go nie boi.Z tego co zauważyłam,nie jest lubiany w tej szkole...
Lekcja minęła zanim skończyłam wszystko poukładać w głowie.Teraz zapewne znów go spotkam.Tym razem nie ucieknę.Muszę pokazać,że zwisa mi to co mówi.
Wyszłam na korytarz i spokojnie szłam na umówione spotkanie z przyjaciółką.
Chciałam już wyjść,kiedy zostałam pociągnięta w pobliski korytarz.
-Co do cholery?-pisnęłam,kiedy poczułam że ktoś przyciska mnie do ściany.
Podniosłam głowę i zobaczyłam Biebera.
-Proszę,proszę.Mała uparta suka.Cóż za spotkanie-wypowiadając ostatnie słowo,uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów.Czułam jak krew gotuje mi się w żyłach.
Jak on może mnie tak nazywać?Nikomu nie pisnęłam ani słowa!Nie pozwolę na takie traktowanie.
Stałam z nim teraz twarzą w twarz.
Nie myśląc trzeźwo podniosłam rękę i go spoliczkowałam.
Nie mogłam uwierzyć,że to zrobiłam...Ale strach przed nim zniknął.Poczułam ulgę.
Widziałam złość w jego oczach.Był wściekły...I to cholernie.
W mgnieniu oka złapał mnie za ramiona i mocno przycisnął do ściany.
Moja głowa zderzyła się z zimną powierzchnią.
Nie czułam bólu,ani strachu.Czekałam na to,co miało nastąpić.
-Czy ty wiesz,z kim zadzierasz?-syknął do mojego ucha.
-Oczywiście że wiem,ale to nie ja nazwałam Cię suką!-warknęłam-Mam to gdzieś!Nie będziesz mnie tak traktował!-Wrzasnęłam dosłownie wyszarpując się z jego uścisku.On jedynie złapał mnie mocniej.
-Jesteś za bardzo pyskata.Zdecydowanie za często otwierasz usta.Może powinnaś użyć ich do czegoś innego?-w jego oczach widziałam radość a zarazem wściekłość.
Moja szczęka opadła aż do samej ziemi.
-Na kogo ja Ci wyglądam? Na jakąś dziwkę?
-Skarbie,skąd mogę wiedzieć jak spędzasz swój wolny czas-mruknął.
Jego humor zmieniał się z minuty na minutę.
Chciałam rzucić jakąś ripostę,ale postanowiłam być mądrzejsza.
-Słuchaj,Bieber!-odsunęłam się od niego i palcem wskazującym błądziłam przed jego torsem-Jesteś tak popierdolony jak nikt inny w tym mieście.Nie obchodzi mnie co chcesz,a czego nie.Obiecałam że nikomu nie powiem co słyszałam,więc zostaw mnie w końcu w spokoju! Zabierz swoją obrzydliwą psychikę jak najdalej ode mnie!
Pchnęłam,go zostawiając na jego twarzy zdziwienie.
Byłam z siebie cholernie dumna, i zła na niego za te głupie słowa...
Tak się dzieje kiedy zaczynasz z Julie Megan Jones!
Poprawiłam bluzkę i ruszyłam na zewnątrz.

Justin
Jestem popierdolony.
Dlaczego to robię? Przecież ona jest niczemu winna.
Najpierw chciałem pozbyć się kłopotu,grożąc jej śmiercią jeśli piśnie gliną słówko...A teraz sam ciągnę się do kłopotów.
Idiota! Może i jestem gangsterem ale też mam swoje zasady.
Muszę jej wynagrodzić te słowa.Inaczej sumienie mnie zeżre.
Ona jest inna.Każda inna by się bała.A ona? Postawiła się mnie,uderzyła-jest odważna.
Tamtego wieczoru,kiedy jechała ze mną w samochodzie mogłem dostrzec,że niekontrolowanie na mnie spoglądała.Później to ja zobaczyłem strach w jej oczach...Strach przede mną.
Bieber,jebany kretynie!Uhh..Ale poza jej ślicznymi oczami,od razu wyczytałem jej silny charakter.Powinna płakać i trząść się ze strachu.Ona jednak siedziała w miarę spokonie na fotelu obok mnie,bawiąc się swoimi palcami.
Powinienem wtedy zachować się inaczej,ale cóż uchroniłem ją przed chłopakami,dzięki mnie ona jeszcze oddycha...
Z zamyśleń wyrwało mnie wołanie z dołu.Od razu rozpoznałem głos Johna.Jednego z chłopaków.Nie ważne ile się kłócimy,jesteśmy jak bracia.
Przejechałem dłońmi po włosach i zbiegłem na dół.Przy stole siedział przyjaciel,a w salonie Scott, Marco i Daniel.Będzie ciekawie.
Oparłem się o futrynę drzwi kuchni,skrzyżowałem ręce na piersi i skinąłem głową.
-Wołałeś mnie?-spytałem.
Kiwną głową.Czułem na sobie wszystkich wzrok.
-Jutro odbywają się wyścigi i mam nadzieje,że nie muszę mówić jak do małego dziecka,że udziału w nich nie bierzesz?-spytał
Wyścigi odgrywały się raz na jakiś czas.Były nielegalne.Brały w nich udział gangi,różne lamusy.Prawie zawsze były tam imprezy,więc nigdy nie zabrakło tam też dziewczyn.
Ten,kto pierwszy przekroczy metę otrzymuje 5 tysięcy.
Dość dobra suma jak na zrobienie kilka kółek,wokół miasta.
-Oczywiście,że biorę.Przecież wiesz,że biorę w tym udział odkąd pamiętam-wzruszyłem ramionami.
-Serio chcesz dalej się w to pakować dla kasy?Przecież wiesz, że to jest nielegalne! Masz dużo hajsu więc po co Ci to?-warknął.
-Nie potrzebne Ci większe kłopoty z policją.Lepiej dobrze to przemyśl,bo jeśli gliny tam przyjadą to nie my pójdziemy do pudła tylko ty!-po tych słowach wstał i skierował się do salonu gdzie siedzieli chłopcy.
Scott-''dowódca'' gangu jedynie pokręcił głową i wrócił do swojego piwa.
-Stary,pamiętaj,że ciągle nie będziemy ratować twojej dupy-w końcu się odezwał.
Wiem,że martwią się,ale kurwa!Ile można?!
-Ta-tylko na to było mnie w tej chwili stać.
Odwróciłem się i poszedłem na górę po kluczyki, po skórzaną kurtkę i ruszyłem do garażu.
Wyjechałem z niego moim czarnym Porsche i popędziłem prosto przed siebie.

Jechałem około 15 minut.Wyciągnąłem z kurtki paczę papierosów,włożyłem jednego do ust i biorąc w prawą rękę zapalniczkę podpaliłem go. Otworzyłem szybę i wypuściłem przez nią dym.
Jeździłem po okolicy,a gdy w końcu mi się to znudziło,zatrzymałem się.Postanowiłem jechać w przeciwnym kierunku.
Minęło 20 minut i zanim mogłem chwilę pomyśleć zatrzymałem się przed domem Julie.
Wyciągnąłem mojego iPhona z kieszeni kurtki i wystukałem szybkiego sms'a.

Julie
Leżałam spokojnie na łóżku,myśląc o dzisiejszym dniu.
Coś we mnie mówiło,że to dopiero początek problemów.
Najbardziej przeraża mnie to,że nie mogę z nim normalnie porozmawiać.
Teraz uświadamiam sobie,że chronię nie tylko siebie-ale też jego.Nie dlatego,że muszę.Przecież mogłabym powiedzieć całą sytuację tacie-który jest policjantem,zamknął by go i miałabym święty spokój.Ale nie chcę tego.Nie chcę,żeby był za kratkami.
Coś go do mnie ciągnie.Tylko dlaczego? Cholera! Julie,znasz go zaledwie dwa dni,a on zdążył zaciągnąć Cię do samochodu,zastraszyć i obrazić.
Moje myśli przerwały wibracje telefonu.Leniwie podniosłam się z łóżka o odczytałam wiadomość.
Od:Nieznany
''Cześć,skarbie.Byłbym cholernie wdzięczny,jeśli spojrzałabyś przez okno''
Wzdrygnęłam się,na nieznany numer.
Wyprostowałam kończyny i podeszłam do okna,widząc opartego o czarny samochód Justina.
Gdy tylko mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął.
Wywróciłam oczami.
Do:Justin
''Możesz,powiedzieć czego chcesz?''
Chłopak patrząc w swój telefon zrobił minę,urażonego chłopca.Prychnęłam.
Od:Justin
''Zejdź na dół i nie chce słyszeć,żadnych ale ;) ''
Niekontrolowanie się uśmiechnęłam.
Odeszłam z okna,nie chcą dłużej się opierać. Nachyliłam się,żeby założyć swoje białe conversy i zgarnąć torebkę.
Zbiegłam na dół. Rodziców oczywiście nie było,a Ryan...pewnie szwenda się z tym swoim głupim kumplem,który za każdym razem chce mnie poderwać.
Chwile później siedziałam obok Justina w samochodzie.
-Cóż...na prawdę nie sądziłem,że przyjdziesz-powiedział monotonnie.
-A miałam inny wybór?
-Nie-lekko się uśmiechnął.
Spojrzałam przez okno,niepewna gdzie mnie zabiera.
-Gdzie jedziemy?-spytałam,odwracając wzrok na chłopaka.
Jedynie się zaśmiał.
-Co Cię tak bawi?-syknęłam.
-Zapomniałaś?-spojrzał w moją stronę-Spytałaś mnie o to samo wtedy wieczorem,gdy Cię zabrałem.
-I  co z tego? Nadal chcę wiedzieć gdzie jadę-przygryzłam wargę.
-A ja jestem tak samo uparty jak wtedy i nic Ci nie powiem-mruknął puszczając mi oczko.
Przygryzłam wargę.
-Musisz przestać to robić!-poruszył się na siedzeniu.
Spojrzałam na niego zakłopotana.
-Co masz na myśli?
W jego oczach malowało się uczucie,którego nie rozpoznałam.
-Widzę,że nie masz doświadczenia w mężczyznach-złączyłam brwi nadal nie wiedząc co ma na myśli,a gdy to zauważył kontynuował-Otóż,dość często przygryzasz wargę...Na nas to działa.Więc jeśli nie chcesz,żeby coś Ci zrobił...przestań.
Najprawdopodobniej się zarumieniłam odwracając wzrok.
Zapadła niekomfortowa cisza.
Około 10 minut później,samochód się zatrzymał.Justin wyjął kluczyki ze stacyjki i spojrzał na mnie.
-Po prostu chciałem wynagrodzić Ci jakoś tamte słowa-później udał że kaszle,wychodząc z samochodu.
Zrobiłam to samo,patrząc co robi chłopak.Oparł się o maskę i wpatrywał w obraz przed nami.Podążyłam wzrokiem tam gdzie on...Piękna plaża,całkiem pusta i zachodzące słońce.Piękny widok.
-Tu..tu jest pięknie-wyszeptałam.
Chłopak włożył ręce do kieszeni spodni,pozwalając swoim kciukom wystawać.
-Wiem-odwrócił się teraz twarzą do mnie-Julie...wtedy w szkole...nie miałem na myśli tego co powiedziałem.Szczerze to nie mogłem uwierzyć,że mnie spoliczkowałaś-zaśmiał się.
-Cóż...ciesz się,że nie zrobiłam czegoś gorszego-głośno się zaśmiałam,wyobrażając sobie Justina,który właśnie oberwał w czułe miejsce.
-Uroczy masz śmiech-szepnął.
Przygryzłam wargę.
-Miło-uśmiechnęłam się-ty też.

Justin zaproponował przejście się po plaży,oczywiście się zgodziłam.
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Powiedział,że ma młodszą siostrę.
Musi być zajebistym bratem-odezwał się głos w mojej głowie.
Opowiedziałam mu także o moim bracie.
Na mój dobór słów o nim Justin zaczął śmiać się jak małe dziecko.
-Masz poczucie humoru,lubię to-odezwał się po tym jak się uspokoi.
Usiedliśmy na piasku niedaleko wody rozbijającej się o brzegi.
Chciałabym teraz popływać
Jakby czytając mi w myślach Justin się odezwał.
-Chcesz popływać?-poruszał sugestywnie brwiami.
-Chętnie-uśmiechnęłam się.
Chłopak wstał,po czym podał mi rękę pomagając mi wstać.
Zdążyłam ściągnąć buty,kiedy chłopak wziął mnie w swoje ramiona i pobiegł ku wodzie.
Chciałam już krzyczeć,żeby mnie puścił ale nie zdążyłam.
Obydwoje znajdywaliśmy się krótko pod wodą.
Chwilę później się wynurzyłam,spostrzegając Justina z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Dupek-szepnęłam na tyle głośno,żeby mnie usłyszał.
Zaczęłam odpływać z szerokim uśmiechem.
Chwilę po tym poczułam,że pode mną płynie i sekundę później staje naprzeciw mnie blokują mi dalszą drogę.
-Powtórz co powiedziałaś-nalegał uśmiechając się przy tym.
Obok zauważyłam niewielki kamień,na który stanęłam.
-To ni...-po chwili zaczęłam się chwiać i tracąc kontrolę.
Chłopak to zauważył i chwycił mnie w ramiona.
Moje serce zaczęło bić szybciej.
Oplotłam ręce wokół niego i przytuliłam głowę do jego torsu.
Justin mocno mnie do siebie przytulił.
Coś we mnie mówiło,że w jego ramionach czułam się bezpieczna.
Chciałam być bezpieczna.Bezpieczna z nim...
-Jesteś jedyną dziewczyną,która tak kurewsko mnie pociąga-szepnął do mojego ucha,co wywołało ciarki na moich plecach.
-Też mnie pociągasz-przygryzłam wargę, po czym zaczęłam malować różne kształty na jego gołym torsie.
Był zdecydowanie za bardzo seksowny.
Nie był zwykłym chłopakiem,romantykiem czy inne bzdety.
Miał w sobie coś,przez co chciało mi się krzyczeć.
Nie ważne co powie czy też zrobi...to właśnie ten Bad Boy.

~~
To co? 2 rozdział za nami :')
jest 22;45 padam z nóg,jutro mam szkołę ale musiałam go dokończyć <3
więc,mam maaaaaaałą prośbę ... udostępniajcie bloga gdzie tylko się da,komentujcie i wgl. byłabym wdzięczna <3
tuuuu możecie pytać o cokolwiek - http://ask.fm/BieberBigLove
_________________________________


.

Obserwatorzy