niedziela, 15 czerwca 2014

Eleven

Julie
''Jest impreza.Wiem,że minęły 2 dziwne tygodnie odkąd wyszłaś z domu i wiem też,że twoi rodzice są w domu.Masz 30 minut na uszykowanie się,mała.Nie dziękuj.Będę pod oknem!-Kate''
Kurwa!
Zastanawiając się przez chwilę co zrobić,postanowiłam raz w życiu zabawić się do nieprzytomności...No dobra nie aż tak,ale wiecie o co chodzi. Nie widziałam się z przyjaciółmi całe 2 tygodnie po ostatnim widzeniu się z Justinem.To jest chore ale nie mogę przestać o nim myśleć...To w jaki sposób mnie całował,dotykał...Ale jedyne czego też chciał to dobranie się do moich majtek, a ja nie chciałam dać mu tego czego chciał.Muszę przyznać,że był strasznie gorący i mógłby mieć każdą...Po prostu muszę o nim zapomnieć. Na tym świecie żyje dużo chłopaków.
Zeskakując z łóżka podeszłam do wielkiej szafy w celu wybrania jakiegoś zestawu.Postanowiłam wybrać czarne rurki, czerwoną koszulę w kratę a do tego czarna skóra i czarne conversy.
Gdy skończyłam się ubierać podeszłam do mojej toaletki nakładając delikatny makijaż.Nie byłam typem dziewczyny,która siedziała godzinami przy swoim makijażu. Dla mnie wystarczy lekka mascara oraz odrobina pudru. To wszystko.
Usłyszałam lekki gwizd z zza okna. Kate. Śmiejąc się lekko zgarnęłam swój Iphone bez którego nie ruszam się na krok. Podeszłam do okna otwierając je i wystawiając jedną nogę a później drugą. Dziękuje Bogu,że moje okno nie było tak bardzo dalekie od ziemi. Na dodatek za oknem miałam małe schodki,na które wychodziłam prawie każdej nocy więc mogłam swobodnie po nich zejść.
-Cześć,skarbie!-pisnęła lekko Kate przyciągając mnie do bardzo mocnego uścisku.
-Kate! Ja też się cieszę,że cię widzę ale proszę! Udusisz mnie!-zaśmiałam się.
-Przepraszam. Wiesz,jak bardzo za tobą tęskniłam?-uśmiechnęła się ciągnąc mnie wzdłuż ciemnej i pustej ulicy.
-Ja za tobą też-przyznałam.
-Um...Nie widziałyśmy się dość długo.Rozmawiałam z Ryan'em w czas kiedy ''zniknęłaś'' i powiedział,że jesteś w Nowym Jorku z Bieberem.To prawda?
Przyśpieszając tępo czułam jak moje ręce zaczynając się pocić.
-Um...eh...
-Julia! Po prostu to wykrztuś!-warknęła.
-Tak byłam z nim, wystarczy? Wiem,miałam trzymać się od niego z dala ale...Kate ja nie potrafiłam! 
-Zakochałaś się w nim?
-Ja...Nie wiem-wykrztusiłam.
-Nie będę mówiła z kim masz się spotykać a z kim nie...Wiesz,że on jest niebezpieczny,ale cóż zawsze chcę twojego dobra.
-Wiem. Kocham cię!-pisnęłam i przytuliłam przyjaciółkę.
-Ja ciebie beż,słońce. A teraz chodź! Pora się zabawić!
Spojrzałam przed siebie,słysząc głośną muzykę i duży tłum ludzi.Znajomy samochód i znajmy dom.Impreza Justina.
-Kate,zanim zrobię coś nie odpowiedniego chcę,żebyś coś wiedziała-uśmiechnęłam się, stając na przeciw dziewczyny.
-Śmiało,ale śpiesz się. Mam ochotę dziś nieźle się upić-zachichotała.
-To impreza Justina.
-Wiesz co? Nie obchodzi mnie to. Mogłaby być nawet impreza największych suk w szkole to i tak tam pójdę-uśmiechnęła się złośliwie po czym pociągnęła mnie za rękę wchodząc do dużego domu wypełnionego ludźmi.

Wypiłam około 10 kieliszków wódki jeden za drugim...Alkohol przeją nade mną kontrolę.
Widziałam parę razy Justina,który bacznie mnie obserwował ale zignorowałam to.
-Co taka ślicznotka jak ty robi na na takiej imprezie?-spytał ktoś zza mnie.
Odwróciłam się,i cóż zobaczyłam stojącego przy ścianie mężczyznę,który miał około 20 lat.Jego włosy było rozczochrane w kolorze brązu. Oczy miał ciemno niebieskie,które bardzo u pasowały przez co wyglądał seksownie.
-Dlaczego taki facet jak ty,zagaduje do mnie?-uśmiechnęłam się stając przed nim.
-Gregg-wystawił swoją rękę przede mnie.
-Julia
Gregg ''napompował się'' żeby zrobić większe wrażenie po czy sięgnął do małego baru po dwa kieliszki wódki.
-Dla ciebie,maleńka-szepnął.
Kątem oka spostrzegłam Justina,który nas obserwował pijąc drinka.
Patrząc raz na Gregga a raz na Justina zabrałam Greggowi kieliszek z ręki i wypiłam za jednym razem.
-Jesteś niezła-przyznał przysuwając się do mnie, tak że uderzyłam plecami o ścianę za mną-Co powiesz na to,żeby iść pogadać tam na górę?
Nie wiedząc co się dzieje pozostałam cicho.
Zerknęłam na to samo miejsce gdzie siedział Justin ale już go tam nie było...Dziwne.
-Dlaczego zamilkłaś,Julia?-spytał tuż przy moim uchu.
-J-ja...
-Masz 3 sekundy,żeby zabrać z niej te brudne łapy,albo obiecuje Ci że umrzesz w tym samym miejscu gdzie stoisz!-warknął ktoś zza pleców Gregga.
Zadrżałam.
Gregg odwrócił się a ja miałam bardzo dobry obraz Justina stojącego z zaciśniętymi pięściami.
-Whoa! Koleś spokojnie!
-Nie każ mi się kurwa uspokajać,kiedy napajasz ją wódką a ona już jest nieźle wstawiona!-krzyknął Justin przez co kilka osób się odwróciło.
-Justin zostaw go! To mój przyjaciel!-wyklepałam po czym złapałam Gregga za kołnierzyk t-shirtu i przycisnęłam swoje usta do jego. To było niekontrolowane.
-Przegięłaś!-warknął Justin ociągając mnie od Gregga.
Przycisnął chłopaka do ściany i chyba z całej swojej siły walnął Gregga w nos.
-Co to chuja?!-krzyknął Gregg.
-To za to że trzymasz ręce tam gdzie nie powinieneś.Ta pani jest ze mną. A ta  impreza jest moja. Radzę Ci wyjść stąd,chyba że chcesz mieć obite śliczne oczka-mruknął Justin, a po chwili odwrócił się do mnie-A ty chodź ze mną!
Justin złapał mnie za rękę ciągnąc w górę domu jak zgaduję do jego sypialni.
-Justin p-przepraszam-mruczałam ciągle idąc za nim.
Chłopak otworzył drzwi,lekko pchnął mnie do wielkiego pokoju i zamknął drzwi nogą a później pchnął mnie lekko na łózko.
Zaczął mnie namiętnie całować.Założyłam swoje ręce na jego szyi bawiąc się jego krótkimi włosami z tyłu głowy. Uniosłam biodra do góry chcąc więcej. Jak wiecie alkohol przejął władzę.
-J-Justin!-jęknęłam.
Zważywszy na to,że miałam rozpiętą koszulą a pod nią szarą podkoszulką i było mi widać zakryte piersi,Justin zaczął działać.
Wił językiem po mojej rozpalonej skórze powoli doprowadzając mnie do szaleństwa,ponieważ chciałam więcej...
-Justin pieprz mnie!-jęknęłam.
Usiadł na nie prawie okrakiem i szepnął tuż przed moimi ustami.
-Właśnie całowałaś się z facetem,którego ledwo znasz-otarł się o moją strefę na co jęknęłam po raz kolejny.
-J-Justin...
-Dziecinko najpierw przemyśl swoje zachowanie i nastawienie po czym przyjdź do mnie i spełnię twoją prośbę-mruknął posyłając mi oczko.
Po chwili zszedł ze mnie.
-Co?  Co ty robisz?
-Powiedziałem jasno i wyraźnie-uśmiechnął się szyderczo- Najpierw przemyśl to co zrobiłaś a później przyjdź.
Wstałam na równe nogi i stanęłam z nim twarzą w twarz.
-Ugh!-odwróciłam się po czym chciałam już odejść i usłyszałam to...Mocne klapnięcie w tyłek-Ał! kurwa! Co to było Bieber?!
-Karma jest suką,skarbie.

~~
AWW jednak jest! dość krótki ale jest!
nie mam zbyt wiele czasu żeby się rozpisywać, więc :)
dziś mam urodziny ale jakieś dziewne...no nie ważne... miłego czytania :)
ask - BieberBigLove
LOOVE!!

niedziela, 8 czerwca 2014

Ten

Justin

Wiesz jak to jest wiedzieć,że nie możesz komuś pomóc?
Komuś,kto za pewne cię nienawidzi?
Ktoś,kto miał naruszone ciało bez zgody. Ktoś,kto po prostu został zgwałcony w wieku 14 lat, a teraz ta sytuacja się powtarza...
Ale jak mówią-nie igraj z ogniem...A jeśli McCann chce z nim grać to niedługo się poparzy.
Znałem kolesia,który zgwałcił Julię.Cóż,od samego początku się nienawidziliśmy,ale nic z tym nie mogłem zrobić,bo McCann z nami współpracował. Jest-przepraszam był małą częścią naszego biznesu,ale kiedy wydał nas innemu gangu dotarła do niego wiadomość,że chcemy go zabić więc uciekł.Nie myślcie,że ten typ jest młody.Jest grubo po 40-stce i do tego jest obleśny.
Wjeżdżając na podjazd garażu spostrzegłem nieznany mi samochód. Ignorując to pewnym krokiem wszedłem do domu gdzie zobaczyłem znienawidzoną przeze mnie twarz. Ryan.
-Co ty tu robisz?-warknąłem
-Proszę,proszę. Możesz mi kurwa wyjaśnić gdzie jest moja siostra?-odszedł do mnie na co zrobiłem krok w tył.
Zdezorientowany Scott spojrzał na naszą dwójkę.
-Możecie mi wytłumaczyć o co chodzi?
-Proszę Bieber wykaż się. Co zrobiłeś z Julią do jasnej cholery?! Pewnie już ją kurwa przeleciałeś!
Chcąc z nim pograć lekko się uśmiechnąłem,wsadzając dłonie w kieszenie spodni pozwalając kciukom wystawać. Wiedziałem,że to chuja doprowadzi do szaleństwa.
-Ma seksowne ciało-mruknąłem nadal utrzymując znaczący uśmiech na twarzy.
-Ty skurwysynie!-krzyknął i rzucił się na mnie z pięściami.
Wiedząc,że źle się to dla niego skończy złapałem jego rękę i wycelowałem pięścią w nos.
-Następnym razem,gdy odważysz się na mnie skoczyć z pięściami,zginiesz.
Po tych słowach odszedłem od Ryan'a idąc w stronę kuchni.
-Jeszcze się zobaczymy,Bieber!-warknął po czym raczej opuścił mój dom.
-Justin,czy możesz wytłumaczyć o jaką Julię chodzi?-odezwał się Scott.
-To już jest najmniej ważne-przyznałem ignorując go.
-Nie ignoruj mnie,dzieciaku!
-A ty nie nazywaj mnie do cholery dzieciakiem!
-To ta dziewczyna,z którą byłeś w Nowym Jorku?-spytał podchodząc do mnie bliżej.
-Jezus Maria! Tak Scott,to ta dziewczyna! Ale nic nas już nie łączy,prawie nic.
-Hej,Hej.Przecież byliście niby razem-odezwał się John.
-Ale nie jesteśmy. I zanim spytacie nic do niej nie czuje. Jest kompletną suką. Nie potrzebna mi teraz jakaś dziwka,która rozpieprzy moje życie.
-Zobaczymy jak długo będziesz tak uważał-mruknął uśmiechnięty Marco-Widziałem tą dziewczynę raz na oczy...seksowna.
-Zamknij się-warknąłem przewracając oczyma.
-Tak czy inaczej,powiedziałeś,że coś was łączy. Co to?-spytał Scott
-McCann.
-McCann?Co z nim? Nie widzieliśmy go 2 lata.Podobno przesiaduje w Ameryce Południowej,gdzie stworzył własny gang.
-Widzieliśmy go blisko Stratford. Dobierał się do Julii na przystanku w damskiej toalecie-szepnąłem na tyle głośno,żeby wszyscy usłyszeli po czym kontynuowałem-2 lata temu śmieć ją zgwałcił grożąc,że zrobi to ponownie.
-CO?-powiedzieli jednocześnie Marco,Scott,Daniel i John.
-Właśnie dlatego mam potrzebę,aby zabić chuja.
-Stary rozumiemy twoją decyzję,ale w ten sposób udowadniasz nam,że czujesz coś do tej dziewczyny-uśmiechnął się Marco.
-Pierdol się-fuknąłem po czym poszedłem na górę do swojej sypialni.
Rozbierając się podążyłem do łazienki i wszedłem pod prysznic.

Owijając się ręcznikiem wokół bioder po moim 20 minutowym prysznicu, ułożyłem perfekcyjnie włosy po czym wyszedłem z łazienki i ubrałem czyste bokserki oraz ubrania.
Spoglądając na telefon,odczytałem nieodebraną wiadomość od...Julii.
''Justin jak mogłeś pobić mojego brata! Ugh! Nienawidzę cię!''
Śmiejąc się lekko wystukałem krótką wiadomość
''Nie obchodzi mnie,czy mnie nienawidzisz :) xx''
Po czym rzuciłem telefon na łóżko i już zamierzałem zejść na dół kiedy telefon zaczął dzwonić.
Musiała szybko odczytać wiadomość-pomyślałem.
Ale kiedy spojrzałem na ekran mojego Iphona zmieniłem taktykę myślenia.
Jazzy.
-Hej siostrzyczko.Co tam?-spytałem podchodząc do szafki w perfumami.
-Justin!-szepnęła,jakby bała się,że ktoś ją usłyszy-C-Czy możesz tu przyjechać!Proszę!
Wzdrygając się na jej przeraźliwy głos stanęłam jak wryty.
-Ej,ej,ej.Spokojnie.Jazz powiedz spokojnie co się stało...
-Kurwa Bieber! Jestem sama w domu i ktoś chodzi koło drzwi! Błagam cię pośpiesz się,boję się-zaszlochała i w tym momencie byłem za nią bardzo odpowiedzialny.
Biegnąc w stronę drzwi szybko mruknąłem.
-Zaraz tam będę.Nigdzie nie idź! Jeśli coś będzie się działo dzwoń do mnie!
Po czym się rozłączyłem i zbiegłem ze schodów.
-Bieber,dokąd?-spytał śpiewnym głosem Daniel-Do Julii?
-Jazzy mnie potrzebuje.
Wpadłem do garażu otwierając drzwi czarnego Suv'a i wyjechałem na ulicę kierując się wzdłuż ulicy.
Nie obchodziło mnie to,że łamałem przepisy.Teraz najważniejsza była moja siostra,która ma kurwa 15 lat!
Rodzice mogą mnie nienawidzić,ale nie pozwolę żeby jej stało się coś złego...Tak czy inaczej czuję się za nią odpowiedzialny.

Po niecałych 5 minutach drogi dojechałem pod elegancko urządzony dom.
Wybiegając z auta zwężyłem oczy kiedy zobaczyłem kogoś,kogo nie chciałbym w tej chwili zobaczyć by zabić go na oczach mojej siostry...McCann.
-Co ty tu śmieciu robisz? Przed moim domem?-warknąłem.
-Chciałem sprawdzić co u twojej siostry.Nie denerwuj się,skarbie-mruknął z małym uśmiechem.
-Myślisz,że gwałcenie nieletnich dziewczyn jest takie fajne? Powinieneś gnić w pudele,skurwielu!
-Wzajemnie Bieber...Popełniłeś tyle zbrodni.Smaż się w piekle,ze swoją dziewczyną-obrzydliwy uśmiech wypełnił jego usta-Pamiętam jak krzyczała i płakała,żebym przestał.Ale przecież wiedziała,że nikt jej nie pomoże,biedna.
Zwinąłem dłoń w pięść i nie minęła sekunda kiedy na nim leżałem obkładając go pięściami.
Pluł krwią we wszystkie strony,chciał mnie z siebie zepchnąć,chciał walczyć. Z całej mojej siły uderzyłem pięścią w jego nos i kiedy mocno chrupnął uśmiechnąłem się dumnie na wieść,że jest złamany.
-Mógłbym Cię teraz zabić!-krzyknąłem.
-T-to...zró-zrób to-wykrztusił.
Wstając z niego kopnąłem go w jelito raz,drugi i trzeci.
-Spierdalaj stąd! I jeszcze raz spotkam Cię w pobliżu Stratford, nie przeżyjesz tego!
-Pieprz się,dzieciaku-uśmiechnął się po czym wstał. Chwiejąc ruszył w stronę ulicy.
Czekając aż odejdzie ruszyłem do drzwi gdzie czekała tam już zapłakana Jazz.
-Chodź tu,piękna-szepnąłem.
Dziewczyna podbiegła do mnie wystraszona i już chciała mnie przytulić,kiedy zobaczyła krew na moich dłoniach i rozciętych ustach.
-N-nie!-krzyknęła.
-Jazz,nie bój się.
-Najpierw umyj krew!
Wiedząc,że Jazzy bała się krwi poszedłem do łazienki na dole zmyć z siebie ten cały bałagan.

-On już więcej tu nie przyjdzie.Nie bój się-pogłaskałem jej włosy,kiedy kurczowo mnie przytulała.
-Justin,nie chcę zostać tu sama.Rodzice gdzieś pojechali,ja nie wiem gdzie są.Nie chcę być ty sama-powtarzała w kółko.
-Spokojnie,zostanę z tobą.Chyba,że chcesz jechać do mnie.
-Nie chcę,żeby chłopaki mieli coś przeciwko.
-Daj spokój.Mógłbym zostać tutaj z tobą,ale lepiej będzie tobie u nie-uśmiechnąłem się po czym posłałem jej krótki uśmiech i złapałem ją za rękę prowadząc ją na górę do jej sypialni.

Po godzinie byliśmy już na podjeździe przy domu.
Zgarnąłem z bagażnika torbę Jazz i razem weszliśmy do domu.
Kiedy już przekroczyliśmy frontowe drzwi krzyknąłem.
-Chłopaki! Mamy dziś gościa!
-To Julia?-spytał zaciekawiony Daniel.
-Nie,idioto! Mówiłem coś o niej!-wywróciłem oczami-To Jazz.
-Justin kto to Julia?-spytała z uśmiechem siostra-Czy to ta dziewczyna o której myślę?
Nie odpowiadając jej rzuciłem jej torbę na kanapę obok chłopaków.
-Siema Jazz-wszyscy przytulili moją siostrę i już wiedziałem,że dziś będzie jej tu dobrze.
-Cześć,chłopcy.
Wchodząc do kuchni słyszałem jak chłopaki rozmawiają z Jazz o Julii...Zapowiada się ciekawie...
Poczułem,że mój telefon w kieszeni się rusza.
To sms od nieznajomego numeru.
''Pamiętaj,że obserwuję twoją ślicznotkę-Julię :)-anonim''

~~
PRZEPRASZAM!!!! jak już niektórzy z was wiedzą dość sporo czasu minęło,kiedy wena przyszła...
Mam nadzieję,że rozdział się podoba. Pisany 1 dzień...cały dzień...+jest dość krótki,bo jest już po 20 a ja jeszcze muszę się uczyć na 2 sprawdziany i tak jakby 2 kartkówki :)))
Miłego czytania.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=DAJESZ MOTYWACJĘ!
ask -http://ask.fm/BieberBigLove


wtorek, 13 maja 2014

Nine

Z samego rana dostałam dwa telefony-jeden od Kate a drugi od rodziców.
Kate oczywiście pytała gdzie jestem,co robię,jak cię czuje,ale odpowiedziałam jedynie tyle,że powiem jej wszystko jak będę w mieście.A mówiąc wszystko...powiem jej o związku z Justinem.Moja najlepsza przyjaciółka od piaskownicy,która zna każdy szczegół mojego życia musi znać prawdę.
Rodzice pytali czy dogaduję się z Ryan'em,co robimy z Kate i czy nie pijemy alkoholu.Banalne.
Teraz jesteśmy w drodze po następne spotkanie Justina.
Dzisiejszego dnia było...dziwnie.Po wczorajszym moim ''nagim'' wieczorze byłam tak skrępowana jak nigdy.Jeszcze spałam nago.Kurwa ile można?
-Jeśli chcesz możesz iść ze mną.Ale ostrzegam cię,kurwa.Odezwiesz się jednym nieproszonym słowem...
-Tak zrozumiałam!-warknęłam przerywając mu.Albo ktoś wsadził mu kija a tyłek albo po prostu wstał lewą nogą.
Wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do jakiegoś magazynu.Okej,przyznaje Justin szedł kurewsko szybko i momentami nie nadążałam.
-Pamiętaj,bądź cicho i stój za mną-przypomniał jeszcze raz.
Wywróciłam oczami i pozostałam cicho.
-Proszę,proszę.Czyżby Bieber się zjawił?-spytał bardzo ponury głos-A kogo masz tam za sobą?Twoja nowa zabaweczka?Pokaż się śliczna.
Zdrętwiałam.
-Pierdol się!Po prostu daj mi to po co tu przyjechałem!-syknął Justin napinając mięśnie.
-Oh,z chęcią to zrobię...z twoją suką-śmiech tego kogoś rozniósł się po całym magazynie.Usłyszałam kroki,które zbliżały się ku nas-To jest ten wasz pieprzony i potrzebny Bóg wie po co skrawek papieru.
Justin przesunął się lekko dając mi widoczność na tego typa.Był w młodym wieku na całym ciele miał pełno tatuaży...Justin również ma dużo tatuaży ale tamten facet robił to chyba nałogowo.
-Czemu tak się śpieszysz Bieber!Możemy pogadać-mruknął i wykrzywił swoje usta w obrzydliwym uśmiechu-Jak tam w Stratford? Nadal jedziesz na prochach?
Moje oczy wyglądały właśnie jak nogawki w moich szortach.Justin ćpa?
-Zamknij się kurwa i daj mi tą jebaną kartkę!-krzyknął i zrobił krok ku ''wytatuowanej małpie''.
-Justin...-zaczęłam ale mnie zignorował.
-Aww,twoja dziwka próbuję cię uspokoić a ty jesteś takim chujem...Cóż pewnie nie potrwa to długo jeśli kopnie cię w dupę tak jak zrobili to twoi rodzice i dziewczyna kilka lat tamu-uśmiechnął się złowieszczo.
Po sekundzie usłyszałam chrupnięcie z nosa...tego kogoś.Justin był lekko mówiąc wkurwiony.
-Następnym razem nie zawaham się przed zabiciem ciebie!-syknął i oderwał mu z ręki już zgnieciony papierek po czym odwrócił się do mnie-Idziemy!
Stałam tam jak wryta...dosłownie.Patrzałam ciągle na..hm niego patrzącego na nie obrzydliwym wzrokiem jakbym była dziwką.
-Kurwa!-Justin syknął za mną.Już po chwili przerzucił mnie sobie przez ramię idąc w kierunku samochodu.
-I do tego ma taką dupę!-zagwizdał za nami.
-Skurwysyn-warknął Justin nadal kontynuując drogę do samochodu.

Wyszłam spod prysznica owinięta ręcznikiem-tym razem przywiązałam go mocno do mojego ciała.
Całą drogę do hotelu Justin ignorował mnie.Miałam taką cholerną nadzieję,że przytuli mnie czy coś...
Nie wiem dlaczego my jesteśmy razem...Na pewno nie z miłości,bo gdyby coś do mnie czuł nie zachowywałby się tak jak teraz.
Z podniesioną głową wyszłam z łazienki zastając Justina siedzącego na skraju łóżka z głową w dłoniach.
Ten widok sprawił,że zakręciło mi się w głowie.
Chciałam się odezwać ale postanowiłam ruszyć przed siebie do walizki.
-Chodź tutaj-szepnął dość niewyraźnie.
-Co?-spytałam udając głupią.
-Powiedziałem podejdź tutaj-mruknął patrząc na mnie.
Chwiejnym krokiem podeszłam do niego.Chłopak położył dłonie na moich biodrach i przysunął mnie do siebie i stałam teraz między jego nogami.
-Słuchaj muszę Ci coś powiedzieć-powiedzieliśmy w tym samym czasie po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-Mów pierwsza-zachęcił.
-Więc myślałam,żeby ten nasz ''związek''-zrobiłam cudzysłów przygryzając wargę-Po prostu myślę,że nie jesteśmy na to gotowi...
Justin lekko kiwnął i spuścił głowę.Jego ręce,które spoczywały na moich biodrach lekko opadły.
-Jus...
-Nie,jest w porządku-posłał mi krzywy uśmiech-Chciałem powiedzieć...Po prostu chciałem wytłumaczyć o co chodzi z tymi prochami.
-Ale wiesz,że nie musisz.Nie wymagam tego od ciebie-położyłam rękę na jego policzku.
-Ale chcę.Widzisz...2 lata temu dołączyłem do chłopaków...a to dlatego,że rodzice nie chcieli mnie znać po tym jak miałem ciągłe wezwania na policję za bójki i za narkotyki.I zanim spytasz,tak brałem.Jedynie kto został mi z rodziny to Jazzy-skrzywił się,po czym lekko posadził mnie na swoich kolanach-Jednego dnia poszedłem na imprezę i tam Scoot zobaczył jak biję się z pewny typem.Pogadaliśmy i spytał czy chcę dołączyć do jego grupy.Nazajutrz spotkałem się z resztą grupy i tam stworzyliśmy jedność.Demon.Od tamtego czasu jesteśmy niezniszczalni i oni...są moją rodziną.I dają mi kopa w dupę kiedy ćpam co zdarza się dość rzadko...Ale zdarza.
On mi zaufał...Chyba żałuję tego,że powiedziałam o naszym już byłym związku.
-J-ja nie wiem co powiedzieć...
-Nie musisz nic mówić-szepnął-Pocałuj mnie-zażądał.
Dwa razy prosić nie musiał.Przybliżyłam się do niego i złączyłam nasze wargi razem.Naparłam dłońmi na jego klatkę piersiową.Justin położył się na łóżko a ja usiadłam okrakiem na nim...W samym ręczniku.To nie zapowiada się dla mnie do dobrze.
Kiedy ciągle się całowaliśmy i brakło tchu odsunęłam się od niego i chwyciłam za górę mojego ręcznika chcą uwolnić moje ciało dla niego.
Jego oczy testowały moje ciało i w jednej chwili kiedy moje piersi były już prawie na wierzchu położył swoje dłonie powstrzymując mnie przed tym.
-N-nie!
-Dlaczego nie?
-Myślę,że nie jesteś na to gotowa.Po za tym nie chcę Cię skrzywdzić-szepnął i zasłonił moje ciało.
-Ale ja jestem gotowa,Justin!-warknęłam chcąc tego.
-Uwierz mi,nie jesteś.
-Skąd ty kurwa możesz wiedzieć,czy jestem czy nie jestem!-krzyknęłam.
-Nie jestem takim chujem,żeby zrobić Ci to!Chcę tego ale nie mogę!Do cholery jasnej byłaś zgwałcona!
Momentalnie pożałowałam swojego zachowania.Powoli z niego zeszłam.
-P-przepraszam-szepnęłam.
-Nie musisz za nic przepraszać,Julia!-syknął-Po prostu zachowałaś się trochę jak dziwka...
Zeskoczyłam z łóżka tak szybko jak mogłam i o mały włos nie skręciłam nogi.Spojrzałam na chłopaka z czystą wściekłością w oczach.
-Zachowałam się jak dziwka?-spytałam kpiąco.
-A widzisz tu inną dziewczynę,skarbie?-mruknął żałośnie,zakładając ręce za głowę.Sięgnął po pilot i włączył telewizor.
W tym momencie cała wrzałam.
-Nie kurwie się na prawo i lewo,więc kurwa skończ! Jak mogłam Ci zaufać? Jesteś chujem!-krzyknęłam w jego twarz.
-Julia do cholery przestań!Oboje wiemy jak zaraz to się skończy.Podejdziesz bliżej,ja złapię Cię za biodra i będziemy się całować...
-Nie tym razem,Justin. Skończyłam z tobą!
Podeszłam do walizki w celu wyciągnięcia szortów oraz zwykłej luźnej bluzki i szybkim krokiem poszłam do łazienki.
W między czasie wyciągnęłam telefon z szortów i wybrałam numer Ryan'a.
Gdy po 2 sygnale odebrał mogłam wywnioskować,że spał.
-H-halo?!-warknął.
-Ryan? Jesteś w Stratford?
-Nie. Byłem zaproszony na wielką imprezę w Brooklynie. A ty jesteś u Kate? Julia coś się stało?
-Ryan proszę przyjedź po mnie-wyszeptałam na tyle cicho,żeby Justin w pokoju nie słyszał.
-Julia co się do cholery stało? Gdzie ty jesteś?-mogłam usłyszeć zgrzytanie łóżka co oznaczało,że brat na prawdę się przejął.
-J-jestem w Nowym Yorku w hotelu Marriott Martin. Proszę przyjedź po mnie...
-Za 10 minut będę,mała-szepnął i po tych słowach się rozłączył.
Związałam włosy w lekkiego koka,pomalowałam rzęsy maskarą,zabrałam resztę moich rzeczy i wyszłam z łazienki.
Biiiiig.
Otworzyłam wiadomość,która była od nieznajomego nadawcy...
''Uciekasz od Biebera? Kochanie,zapomniałem Ci powiedzieć,że twój braciszek nie jest bez winy:)-anonim''
Co to do cholery miało znaczy? Muszę zmienić kartę,żeby więcej ten ktoś nie robił sobie ze mnie jaj.
Zgarnęłam resztę moich rzeczy i z podniesioną głową wyszłam szybko z łazienki.
Przez całą drogę do walizki czułam chłopaka wzrok na sobie ale zignorowałam to.Upchałam resztę rzeczy do walizki po czym ją zapięłam.Założyłam na nogi czarne conversy,zgarnęłam torebkę.
-Wybieramy się gdzieś?-mruknął Justin.
-Ty najwyraźniej nie.Ale ja tak-warknęłam,po czym chwyciłam rączkę walizki i skierowałam się ku wyjściu.
-Hej,hej,hej!Nigdzie sama nie idziesz!-krzyknął i po chwili znalazł się przede mną,blokując mi drogę ucieczki.
-Jak już powiedziałam z tobą nigdzie nie idę.Wracam do Stratford-powiedziałam na tyle spokojnie,żeby się uspokoić i pokazać Ryan'owi,że wszystko jest w porządku.
-Więc już wracamy?-spytał również spokojnie.Kurwa! To najbardziej bipolarny człowiek jakiego znam!
-Justin,nie mam czasu.Zejdź mi kurwa z drogi!-warknęłam.Myślałam,że jak zrobię krok w jego stronę to odejdzie...Jedynie wpadłam na jego goły tors.
Chłopak lekko zachichotał i oplótł swoje długie ramiona na mojej talii.
-Puść mnie!-krzyknęłam-Nie chce mieć z tobą nic wspólnego! Nie będę twoją dziwką bipolarny skurwysynie!
-Ajj!-Justin mruknął po czym schylił się i przerzucił mnie sobie przez ramie idąc w stronę łóżka.Lekko mnie na nie rzucił i usadowił się obok mnie-Przyjechałaś tu ze mną i ze mną stąd odjedziesz.
-Nienawidzę cię!-warknęłam i ponownie wstałam i wybiegłam z pokoju hotelowego.
Biegłam wzdłuż korytarza,postanowiłam nie czekać na windę. W końcu jestem biegaczką i od czego są schody,prawda?
Po 5 minutach zbiegłam na sam dół i znalazłam się na holu.Dzieliły mnie za ledwie 2 metry,abym wybiegła z hotelu,gdy nagle w drzwiach pojawił się Justin.
-Wiesz skarbie,szybciej byłoby jechać windą-mruknął po czym podszedł do mnie i chciał chwycić mnie w pasie i przerzucić przez ramię.
-Na-nawet się do mnie nie zbliżaj!-wydyszałam  i zrobiłam wielki krok w tył.
Chłopak bez żadnych zahamowań przerzucił mnie przez ramię i szedł do windy.
-Nienawidzę cię!-krzyknęłam-Puść mnie i daj mi święty spokój!Nie chcę cię znać!
Justin lekko się zaśmiał i wszedł do windy.
-Czy ty nie rozumiesz?Nie chce być tutaj z tobą!Zaraz przyjdzie po mnie mój brat!-próbowałam się wyryać czy też kopać ale powoli traciłam siły-Mam kurwa nogi,więc możesz mnie postawić!
-Nie,nie mogę-warknął-Jesteś słodka kiedy się denerwujesz.

-Wyjeżdżamy albo dziś w nocy albo jutro rano.Decyzja należy do ciebie-szepnął i lekko rzucił mnie na łóżku.
Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i nawet nie zamierzałam się odzywać.Justin w tym momencie podszedł do drzwi i je zakluczył po czym schował kartę w tylnej kieszeni spodki.
-Zamierzasz mnie tu więzić?
-Ciesz się,że nie wymyślam kary za twoją ucieczkę.Mam już jedną-szeroko się uśmiechnął i podszedł do mnie-Musiałabyś ciągle chodzić nago...Znaczy wiesz,tylko po pokoju. Nie możemy pozwolić,żeby inny facet oglądał to co moje...
-Twoje?Myślisz,że jestem twoja?-wybuchłam śmiechem i odwróciłam się od niego patrząc w telefon.
-Oh,byłbym zapomniał. Teraz zadzwonisz do Ryan'a i powiesz mu,że wszystko z tobą w porządku i że będziesz już jutro w domu.Zrozumiałaś?
-Pierdol się!-warknęłam po czym wybrałam numer brata.
-Halo? Julia?-odezwał się Ryan.
-Tak.Słuchaj,żartowałam z tym,że jestem w Nowym Jorku. Bawiliśmy się w znajomymi w butelkę i miałam takie zadanie,żeby cię okłamać.
-Czy ty sobie ze mnie kurwa żartujesz?Zabije cię,przysięgam!-krzyczał.Mogłam być pewna,że Justin słyszał wszystko co działo się po drugiej stronie słuchawki.
-Nie mam czasu Ryan.Przeprasz...
-W dupie mam twoje przepraszam,mała suko!
Po tych słowach się rozłączył.Dziękuje Justin.Oficjalnie jestem pokłócona ze swoim bratem.
Usłyszałam cichy chichot więc odwróciłam się,żeby zobaczyć uśmiechniętą twarz Justina.
-Co Cię tak bawi?
-Ty,księżniczko-poruszał sugestywnie brwiami i zniknął za drzwiami łazienki.

W ten sam wieczór opuściliśmy hotel.Justin próbował nawiązać ze mną kontakt ale za każdym razem go ignorowałam.Byłam bardzo śpiąca,ale nie dam mu tej satysfakcji patrzenia na mnie jak śpię.Nie tym razem.
-Potrzebujesz iść do toalety?Właśnie jesteśmy na przystanku-przerwał ciszę.
Przed nami był mały budynek oświetlony neonowymi światełkami.
-Tak,potrzebuje-szepnęłam i wyszłam z samochodu udając się do damskiej toalety.
Gdy weszłam czułam,że nie jestem sama...Ale nie był to Justin.
-Jones?O proszę cóż za miłe spotkanie!-szepnął ktoś z tyłu.
Kiedy się odwróciłam stanęłam twarzą w twarz z facetem,którego już nigdy nie chciałam zobaczyć.
Z facetem,który gwałcił mnie nie zważając na to czy mnie boli czy też nie...
Poczułam słoną ciecz spływającą po moich policzkach i teraz wszystko wróciło.
-Może powtórzymy to co działo się 2 lata temu,żabko?-spytał obrzydliwie przyciskając swoją obleśną rękę do mojego ramienia.
-N-nie dotykaj mnie! Justin!-krzyczałam.
-Kochanie,nie ma tu żadnego Justina.Zamierzam cię pieprzyć i nic na to nie poradzić.
Przycisnął mnie do ściany i włożył rękę w moje majtki...
-Zostaw mnie! Proszę!-krzyknęłam płacząc jeszcze bardziej.
Wierciłam się i po chwili podniosłam kolano w górę celując w jego kroczę.
Facet zawył z bólu. Podniósł swoją prawą rękę i przesunął nią wzdłuż mojego policzka...
-Ty suko!
-Ty chuju!-krzyknęliśmy w tym samym czasie.
Rozerwał moją bluzkę i zaczął składać obrzydliwe pocałunki na moich zakrytych piersiach,kiedy drzwi gwałtownie się otworzyły.
-Julia?-spytał znajomy mi głos-T-ty chuju! Zostaw ją kurwa!
Facet popchnął mnie na ścianę z dużą siłą i szybko wybiegł z toalety.Justin chciał go gonić,ale kiedy zobaczył że zsuwam się po ścianie w dół,cała zapłakana i prawie pół naga podszedł do mnie i klęknął.
-Zrobił Ci krzywdę?Kochanie,boli cię coś?Wszystko w porządku?
Zaczęłam mocniej płakać i spojrzałam w oczy Justina.
-Proszę zabierz mnie stąd...Proszę...
-Już,księżniczko.Już.
Zdjął z siebie skórzaną kurtkę i ubrał ją na mnie,po czym wziął mnie w ramiona i wyszedł.Skierował się do samochodu po czym otworzył  drzwi pasażera i lekko mnie tam posadził.
Zanim odszedł uklękną przede mną i pogładził mój policzek.
-Przepraszam-szepnął po czym lekko cmoknął moje czoło.
~~
przepraszam,przepraszam że tak długo mnie nie było...nie mam nic na swoje usprawiedliwienie..:(
spodziewaliście się takiej dramy? ja pisałam to na poczekaniu serrio haha, rozdział ogólnie miał wyglądać duuuużo inaczej ale coż.:)
miłgo czytania ! xoxo
http://ask.fm/BieberBigLove tutaj możecie mnie znaleźć
LOOOVE!



sobota, 5 kwietnia 2014

Eight

-Dzień dobry,księżniczko-usłyszałam ochrypnięty głos w moim uchu.
Dobrze było usłyszeć z rana głos...swojego chłopaka.
Zawsze myślałam,że uważa mnie za zwykłą dziewczynę i nigdy nie przyszłoby mi na myśl,że podobam mu się w ten sposób.
W jego ramionach czuje się bezpieczna i mam dziwną świadomość,że z nim przy boku nie grozi mi niebezpieczeństwo.
-Hej-mruknęłam i odwróciłam się przodem do chłopaka-Która jest godzina?
-Cóż oczekiwałem na początku buziaka albo coś...-szepnął robiąc przy tym najsłodszą minę szczeniaczka na świecie.
Pochylając się lekko tak,że nasze usta dzieliły milimetry,postanowiłam się z nim podroczyć.Kiedy miałam zamknąć oczy i napierać swoimi wargami na Justina,zeskoczyłam z wygodnego łóżka zostawiając tam oszołomionego Justina.
-Co do cholery?-warknął.
-Przykro mi,skarbie.Nie będziemy chyba marnować całego dnia na leżenie w łóżku.
Chłopak wyczołgał się z łóżka i stanął niebezpiecznie blisko mnie.
-Masz rację,musimy się przygotować i zaraz wychodzimy-szepnął do mojego ucha.Jest coś tak dziwnego w jego głosie,że za każdym razem gdy wypowie chodź jedno słowo mam ciarki.
Kiedy miałam zapytać gdzie wychodzimy Justin ominął mnie i poszedł do łazienki zostawiając mnie samą.
Westchnęłam i podreptałam do walizki,którą Justin wczoraj położył w salonie.Kucając od razu wybrałam krótkie spodenki zważywszy na to,że jest dziś gorąco, a do tego zwykłą luźną szarą bluzkę z wielkim dmuchawcem.Położyła ciuchy na górę krzesła i już chciałam iść po coś do picia,kiedy przerwała mi wibracja telefonu.
Odblokowałam Iphona i ujrzałam sms od nieznajomego numeru.
''Jestem tylko krok za wami,suko-anonim''
Moje serce automatycznie przestało bić jednocześnie wprowadzając mnie w oszołomienie.
Przeczytałam jeszcze raz wiadomość i pomyślałam,że to są jakieś jaja,że ktoś robi sobie ze mnie żarty...Bo kto mógłby wiedzieć gdzie jestem?
Upadłam na łóżko wpatrując się w jeden punkt.Nawet nie zauważyłam Justina,który wyszedł z łazienki już w spodniach z luźnym krokiem.
Kiedy podszedł do swojej walizki i wyciągnął z niej białą bluzkę spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem,ale ja nie chciałam mówić o tej wiadomości.
-Czy wszystko w porządku?-spytał podchodząc powoli do mnie.
Pokręciłam głową i odpowiedziałam cicho-T-tak.
Chłopak kucnął między moimi nogami i uspokajająco masował moje uda.
-Nie znam Cię dwa dni-szepnął delikatnie-Powiedz co się stało.Jeszcze przed tym jak poszedłem pod prysznic byłaś inna.
-Justin,proszę odpuść-nalegałam.
-Powiedz.mi.co.się.stało-powiedział stanowczym i groźnym głosem.
Poddałam się i wyciągnęłam telefon przed siebie aby mógł zobaczyć treść sms'a.
Kiedy przeczytał jego brwi złączyły się w jedną i szybko wstał.
-Podawałaś komuś nieznajomemu numer?
-Raczej nie.
Wtuliłam głowę w jego tors a chłopak pocałował mnie w czubek głowy.
-Już dobrze,skarbie.Jestem tutaj.Pamiętaj,że nie pozwolę aby ktoś Cię skrzywdził-szepnął.
Pewnie moje policzki oblały się rumieńcem ale zignorowałam to.
-Dziękuje,Justin.
-Wszystko dla mojego słonka.A teraz idziemy pod prysznic.
Justin w sekundę podniósł mnie w swoje ramiona i zaczął iść do łazienki.
Po chwili moje ciało zdrętwiało.A co jeśli...
-Ej,spokojnie.Przecież nie chcę Ci nic zrobić-musnął mój policzek i posadził mnie na szafce obok zlewu.
Złapał za dół mojej koszulki i bezgłośnie zapytał o pozwolenie.
Lekko ale niepewnie pokiwałam głową.
Już po chwili siedziałam przed Justinem w samym staniku i dresach.Justin spojrzał na moje piersi i oblizał usta.Przysięgam,że w tym momencie byłam tak czerwona jak pomidor.
Niekontrolowanie przysunęłam się bliżej Justina i naparłam swoimi wargami na jego dostając od niego  słodki jęk.Położył ręce po obu stronach moich ud,na co ja owinęłam nogi wokół jego bioder.
Justin sunął dłońmi po moich plecach,aż w końcu zatrzymał się przed zapięciem stanika.Przez chwilę bawił się nim i rozpiął go dopiero wtedy,kiedy wysunęłam biodra do przodu i przygryzłam jego wargę.Po kilku sekundach chłopak zsunął stanik z moich ramion uwalniając moje piersi.
Kiedy jedna z jego rąk dotknęła mojego brzucha coś we mnie stanęło.
-Justin,nie chcę-wyszeptałam.
Justin odsunął się ode mnie z uśmiechem i podał moją bluzkę aby mogła się zakryć.
-W porządku.Więc masz około 10 minut na przygotowanie się-puścił mi oczko i kiedy miałam zamiar zapytać gdzie idziemy on opuścił łazienkę.
Zeskoczyłam z szafki,zdjęłam ubrania i weszłam do kabiny.

-Tutaj!-wciągnęłam Justina do Topshopu najlepszego sklepu w tym centrum handlowym. Ogromny uśmiech pojawił się na jego twarzy,kiedy przyglądał się dziwiarskim szortom przez główne drzwi.
-Nie mam żadnych zastrzeżeń do kupienia Ci takich-mruknął,pokazując parę bardzo małych szortów z kolcami,które gdybym założyła,mój tyłek praktycznie by z nich wypływał.
Chwyciłam jego policzki starając się ściągnąć z jego twarzy ten uśmieszek.Jednak to spowodowało,że jeszcze bardziej się uśmiechnął.
-Podoba mi się-przyjrzałam się bordowej bluzce,zakończenie było pofarbowane na biało.Wzięłam ją z wieszaka i przyłożyłam do swojego ciała-Co myślisz?
Justin oblizał usta i namierzył mnie wzrokiem z góry na dół-Myślę,aby wziąć cię do tej przymierzalni i...
-Mówię poważnie!-skarciłam go,odchylając głowę go tylu w irytacji odkładając bluzkę na wieszak aby poszukać czegoś innego.
Kiedy spojrzałam na Justina,ten ściągał każde ubranie z wieszaka wieszając je sobie niedbale na ramieniu.
-Justin,co ty robisz?Nie możesz po prostu brać wszystkiego co popadnie-syknęłam stanowczo,kładąc dłonie na jego ramionach aby uniemożliwić mu podejście do stoiska ze spodniami.
-Mogę robić co chcę jeśli chcę to wszystko kupić-odwrócił głowę w moją stronę aby puścić mi oczko,po czym wrócił do ściągania ciuchów-Byłaby na ciebie dobra-uśmiechnął się delikatnie pokazując mi bardzo krótką czerwoną sukienkę.
-Czyli nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie?-jęknęłam i założyłam ręce na piersi.
-Ja płacę więc nie.Idź do przymierzali-nakazał mi przez ramię,znikając za rogiem.Decydując się zrobić co powiedział,leniwie weszłam do przymierzalni gdzie usiadłam na białym krzesełku i oparłam głowę o lustro przymierzalni.Czy on chce wykupić cały sklep?Topshop nie należy do najtańszych sklepów w Nowym Jorku.Po za tym nie chcę aby wydawał pieniądze na zbędne mi rzeczy.
W końcu przyszedł ze stertą ubrań na ramieniu.Wstałam aby Justin mógł położyć na krześle ubrania.
-Justin?Jak długo zamierzamy być w Nowym Jorku? Ja mam ze sobą ubrania-moje oczy powiększyły się,kiedy patrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Wiesz,że chciałabym na zawsze.Chcę odciągnąć cię od tego wszystkiego-Justin uśmiechnął się smutno,chowając zagubiony kosmyk moich włosów za ucho-Tak czy inaczej,chcę traktować swoją dziewczynę jak księżniczkę,to za dużo?-oparł się o białą ścianę,unosząc kolano i podpierając się pod nim stopą.
-N-nie,po prostu...Nie chcę żebyś wydawał na mnie aż tak dużo pieniędzy.
Justin podszedł do mnie i umieścił swoje dłonie na moich biodrach.
-Nie gadaj,tylko przymierzaj bo nie mamy całego pieprzonego dnia-mruknął.
Kiwnęłam głową i spojrzałam na stertę ubrań,gdzie była mieszanka kolorów.Różne rodzaje szortów,sukienek które były w moim stylu.Szczerze mówiąc myślałam że chłopcy nie mają poczucia styl-ale Justin je ma.
Kiedy chciałam podnieść swoją koszulkę do góry poczułam na sobie parę oczu,patrzącą na moją nagą skórę na plecach.
-Justin,możesz już wyjść-szepnęłam,po czym chłopak zrobił to o co go poprosiłam.
Ściągnęłam szarą koszulkę ze swojego płaskiego tułowia oraz spodenki i chwyciłam za szorty z ćwiekami wciągnęłam je na nogi i zakręciłam się przed lustrem.
Chciałam zawołać Justina,ale usłyszałam rozmowę.
Wychyliłam lekko głowę przez zasłonę i spostrzegłam Justina rozmawiającego przez telefon.
-Czyli mam tylko zgarnąć papierek i przesyłkę?-usłyszałam głos Justina.Z kim mógł rozmawiać?-Julie jest ze mną...Nie mów tak kurwa na nią!-warknął dość głośno,a ja dosłownie wpadłam na ścianę jednocześnie upadając na ziemie.
-Kurwa.Musze kończyć...Tak będziemy w kontakcie-usłyszałam głos Justina,który się zbliżał.
-Julie?-spytał.
-Nie pieprzona Madonna!-warknęłam dość zirytowana.
-Ktoś Ci włożył kij w dupę czy obiłaś sobie głowę przy upadku?
Spuściłam głowę w dół i natknęłam się na białą sukienkę,która była biała z wyciętym serduszkiem na plecach.Była idealna.
-Możesz wyjść?-szepnęłam smutno.Cóż...przed chwilą pewnie Justin rozmawiał z jego ''chłopakami'' i najwyraźniej oni mnie nie lubią.
-Nie-odszeptał i stanął przy ścianie przymierzalni.Spodziewałam się,każdej odpowiedzi tylko nie tej-Słuchaj,to nie tak,że oni cię nie lubią...
Albo on czyta w moich myślach albo mój umysł szwankuje.
-Julie,błagam cię.Pogadamy o tym później.Jak chcesz to przymierz jeszcze tą sukienkę i musimy iść-mruknął i wyszedł.
Wsuwając ciało w delikatny materiał,nasunęłam grube ramiączka na ramiona,sięgając do zamka z tyłu.Starając się go złapać,wydałam ciche westchnienie,przyciągając sukienkę bliżej swojego ciała by zapiąć zamek.Po raz kolejny nie udało mi się i wydałam dźwięk frustracji.Spojrzałam na swoje bose stopy i poczułam  jak dwie chłodne ręce owijają się wokół mojej talli.Drżąc od jego dotyku, jego wargi zaatakowały mój kark,a palce szybko wyszukały zamka sukienki.Poczułam jak szczelina się zamyka a jego usta nawet na chwilę nie opuszczały mojej wrażliwej skóry.
-Jesteś piękna-odetchnął,po czym posłał na moje ucho chłodne powietrze.
-N-nie jestem-wymamrotałam zakłopotana,pochylając głowę ze wstydu.
Justin potrząsnął głową,odwracają mnie aby stanęła z nim twarzą w twarz,jego ramiona owinęły się ciasno wokół moich bioder.
-Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie,skarbie-musnął moje czoło.
-Nie...
-Julie-powiedział stanowczo,biorąc moje drobne ciało w swoje objęcia-Nie musisz się przede mną ukrywać czy czuć się zakłopotana.Rozumiesz jak piękna jesteś dla mnie?
Lekko skinęłam głową,nie mogąc wydusić z siebie oni słowa.Miał zawsze na mnie wpływ,nadal byłam nie świadoma czy mi się to podoba czy nie.W jednej minucie mógł być irytującym dupkiem, a następnie był najbardziej opiekuńczym chłopakiem na świecie.
Bing Bing
Schyliłam się szybko do mojego telefonu i stanęłam jak słup.
Znów nieznany numer...
''Nie ładnie pieprzyć się w przymierzalni,kotki-anonim''
-Kurwa!-krzyknęłam i po chwili tego pożałowałam.
Justin zabrał mi telefon z ręki i mało brakowało a by nim rzucił.
-Zbieraj ubrania i idziemy!-warknął.
Zrobiłam jak mi rozkazał,i zgarnęłam połowę ubrań a drugą połowę wziął Justin.
Położyliśmy wszystko na ladę i czekaliśmy aż młoda kasjerka skasuje.
Justin nerwowo stukał butem w ziemię dość zirytowany.
-Gotówka czy ka...
-Karta-wyprzedził ją Justin.
Dziewczyna lekko zatrzepotała rzęsami i zabrała od Justina kartę płatniczą.
Chłopak szybko wpisał pin i zabrał aż 4 torby z Topshopu.
Szybko wyszliśmy ze sklepu i udaliiśmy się do samochodu.
-Jedziemy do hotelu?-spytałam.
-Zapnij pas!-mruknął.
Zrobiłam co mi rozkazano i wpatrywałam się gdzie jedziemy.
-Kurwa,muszę udać się do magazynów żeby zgarnąć przesyłkę.W końcu po to tu przyjechałem.

Po około 20 minutach niezręcznej ciszy dotarliśmy do bloków,gdzie wszędzie byli palący i pijący ludzie a na wielkim budynku było grafiti 'Bronx''.
-Jesteśmy na Bronoxie.Siedź w samochodzie-rozkazał.
Spojrzałam ostatni raz na Justina,który wychodząc z samochodu włożył sobie za pasek spodni naładowaną broń.
Po chwili zza bloku wyszło 2 napakowanych mężczyzn z czymś w rękach.
Justin podszedł do nich przybił piątkę jakby byli przyjaciółmi i zaczęli o czym rozmawiać a już po kilku minutach podali Justinowi paczkę i jakiś papierek.
Pokiwali sobie głowami po czym Justin wrócił do samochodu.
Myślałam,że będzie to wyglądać o wiele gorzej...
-To już koniec?-spytałam.
-Koniec czego?-spojrzał na mnie jakbym miała co najmniej pięć głów.
-Czy to już koniec twoich ''interesów'' i czy wracamy do Stratford?
Justin przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał na ulicę.
-Teraz jedziemy do hotelu bo jeśli się nie zorientowałaś jest już 20.A jutro musimy jechać po jeszcze jeden papierek.
***
Obudziło mnie przedzierające się przez zasłony światło.Justina nie było już obok mnie.
Przetarłam oczy po czym związałam włosy w niechlujnego koka i podreptałam do łazienki by wykonać poranną toaletę.
Po 20 minutach wyszłam już odświeżona i spostrzegłam Justina siedzącego przed telewizorem tyłem do mnie z telefonem w ręku.
-John tak...Jestem z nią-szepnął do telefonu-Ale najwidoczniej Scootowi nie podoba się to...Kurwa John,jakby mi się nie podobała to bym z nią nie był!Czy z tobą wszystko w porządku?Myślisz,że jestem z nią po co?Dla seksu?...Ta.Do zobaczenia-warknął i rzucił telefonem.
Poprawiłam ręcznik,który miałam owinięty wokół swojego ciała i podreptałam do walizki.
-Nie wiedziałem,że wyszłaś-mruknął odwracając się do mnie.
-Cóż,nie wiedziałam,że będziesz tu siedział.
-Masz zamiar być taką suką przez kolejne dni?-warknął wstając i idąc w moją stronę.
-A ty zamierzasz być takim bipolarnym hujem?
Justin szybko podszedł do mnie i przycisnął mnie mocno do ściany.Jęknęłam z bólu.
-Nie obchodzi mnie to!Następnym razem uprzedź kiedy będziesz miała zamiar się skradać!
-Justin...
-Nie obchodzi mnie to kurwa!-wzmocnił swój uścisk tak mocno,że widziałam już czerwone ślady.
Chciałam,żeby przestał i wiedziałam jak to zrobić.
-Ranisz mnie,Justin!-krzyknęłam i obróciłam się tak,że spadł mi ręcznik i stałam przed nim naga-Kurwa!
Justin puścił moje ręce po czym podszedł szybko i zakrył moje ciało swoim.
Jednocześnie chciało mi się śmiać i płakać.
Moja twarz była cała czerwona a serce biło szybciej niż wcześniej.Byłam zła sama na siebie.
-Przepraszam,skarbie-szepnął do mojego ucha,gładząc moją nagą skórę na plecach-Nie masz się czego wstydzić,jesteś piękna.
Poczułam słoną ciecz spływającą po moich policzkach.
-W taki sposób trzymał mnie ten facet gdy mnie gwałcił-szepnęłam.
-Julie...Przepraszam,nie wiedziałem...Nie chcia...-urywając wziął mnie w ramiona,położył na moim ciele ręcznik i zaprowadził mnie do łóżka zakrywając mojego nagie ciało pościelą.
-Przepraszam-wyszeptał po czym położył się blisko mnie oplatając swoimi silnymi dłońmi moje ciało-Nie chciałem zrobić Ci krzywdy.
Spojrzałam w jego twarz  i miałam chęć położenia dłoni na jego policzek.
-Po prostu nie puszczaj mnie teraz-wyszeptałam i swoim nadal gołym i skrępowanym ciałem przytuliłam się cała do niego.
-Nie opuszczę,księżniczko.Obiecuje-sapnął do mojego ucha i złożył tam pocałunek.

~~
Dość emocjonalny rozdział? :)
Więc,jak zawsze nie wiem co na sam koniec pisać...haha.
tutaj zadawajcie pytania -
http://ask.fm/BieberBigLove
Miłego czytania i miłej nocy,miśki ;)
JEŚLI CZYTASZ POSTAW W KOMENTARZU ZWYKŁĄ KROPKĘ,ŻEBYM WIEDZIAŁA ILE OSÓB CZYTA :)

sobota, 29 marca 2014

Seven

Julie
12 dni...Całe 12 dni,w których miał mnie centralnie w dupie.Próbowałam  z nim rozmawiać ale...jego oczy zdradzały cały jego nastrój.Były cholernie czarne,mięśnie ciągle były napięte.Dwoma słowami-bałam się.
Siedząc i odliczając 5 minut do końca lekcji wpadłam na pewien głupi pomysł,którego za pewne będę żałować.
Widziałam dziś w szkole Justina co oznaczało,że na niego wpadnę.Zresztą muszę na niego wpaść.
Ding.
Wkładając książki do torby wybiegłam z klasy kierując się do szafki,z której musiałam wyjąć potrzebne mi książki do robienia referatu.
-Cześć,piękna-szepnął ktoś do ucha.
Wzdrygnęłam się i szybko odwróciłam,kiedy stanęłam twarzą w twarz z Bryan'em.Był on szkolną ''gwiazdą''.Na jego widok połowa dziewczyn ze szkoły mdlała,nie wspominając o tym,że większość zabiłaby za chodzenie z nim.
-W czymś Ci mogę pomóc?-spytałam grzecznie.
Chłopak przysunął się do mnie niebezpiecznie blisko,kładąc ręce po obu stronach mojej głowy.Cholera.
-Wiesz,spieszę się i...
-Skarbie,shhh-położył palec na moich ustach,jednak ja gwałtownie go zdjęłam-Chcę tylko,abyś poszła ze mną na dyskotekę.
Przez jego bliskość mogłam poczuć na twarzy jego gorący,obrzydliwy oddech.
-Skarbie-powtórzyłam jego słowo,po czym odtrąciłam jego ręce-masz mnóstwo dziewczyn,które aż się proszą żebyś do nich zagadał.
-Serio Jul?One nie są ta gorące jak ty-pokazał palcem wskazującym na mnie.
Miałam chęć przygryzienia wargi,ale nagle ktoś pociągnął chłopaka w tył.
-Ej,Romeo spierdalaj gdzie twoje miejsce!-ktoś syknął.
Przechyliłam głowę w prawo i ujrzałam...Justina?
-Co do cholery?-mruknął znudzony Bryan.
O co Justinowi chodziło?
Po chwili usłyszałam cios i chrupnięcie.
Obejrzałam się i zobaczyłam Bryana z ręką na twarzy całego we krwi.
-Jeszcze się huju policzymy!-syknął po czym poszedł w stronę łazienki.
Po chwili spojrzałam na Justina,który stał bez wyrazu twarzy-wpatrywał się w stronę,którą poszedł Bryan.
-Dlaczego to zrobiłeś?-przerwałam niezręczną ciszę.
Chłopak prychnął i spojrzał w moje oczy.
Otworzył usta,aby coś powiedzieć ale go wyprzedziłam.
-Zanim coś powiesz...Możemy gdzieś iść?Musimy pogadać-szepnęłam bawiąc się palcami.
-Ta,możemy-odszepnął i skierowaliśmy się ku wyjściowi.

Zaprowadziłam nas na ciche bezludne miejsce-zwane polanką.
Byłam tu zaledwie  3 razy kiedy byłam w rozsypce.Zazwyczaj nikt tutaj nie chodzi,bo można powiedzieć że to opuszczone miejsce...
-O czym chciałaś pogadać?-wypalił Justin.
-Więc-zaczęłam-pewnie pamiętasz ten dzień,w którym chciałeś mnie...''przelecieć''-zrobiłam cudzysłów,a kiedy kiwnął głową zebrałam się na odwagę aby wyrzucić z siebie to wszystko-Chodzi o to że...Ja się bałam.
Justin spojrzał na mnie jakbym miała co najmniej pięć głów i się zaśmiał.
-Bałaś się?Czego?Błagam Cię.
-Kilkalattemuzostałamzgwałcona!-wypowiedziałam to tak szybko,że sama siebie nie rozumiałam.
Chłopak zatrzymał się i potrząsnął głową.
-Poczekaj...Możesz powtórzyć,ale tym razem powoli?
Westchnęłam i spuściłam głowę w dół.
-Dwa lata temu zostałam zgwałcona.
Usta Justina utworzyły się w szerokie O.
-C-co?Możesz powiedzieć jak to się stało?-nalegał.
Wypuściłam wstrzymywane powietrze i zaczęłam mówić.
-Więc,pamiętam,że wtedy wracałam od Kate był już wieczór.Byłam zaledwie dwa bloki od mojego mieszkania.Nie spostrzegłam nic podejrzanego,kiedy obok mnie zatrzymało się czarne auto a z niego wyszedł umięśniony facet-przypomniałam sobie cały obraz tamtej drastycznej sytuacji,kiedy łzy zaczęły formować się w moich oczach-On zakrył mi usta dłonią i chyba wciągnął mnie do samochodu.Obudziłam się w lesie,przywiązana do drzewa.Wtedy obok mnie stało 2 facetów.Zaczęli mnie rozbierać,a dokładnie zrywać ze mnie ubrania.Prosiłam ich,aby mi tego nie robili,płakałam,krzyczałam,wierciłam się ale bez skutku.Powiedzieli że zamierzają mnie pieprzyć i nic na to nie poradzić.I tak zrobili...robili to na zmianę.Wtedy nie chciałam nic innego niż śmier...
Justin podszedł szybko do mnie i przytulił mnie do swojego wielkiego torsu.Nawet nie zorientowałam się że tak mocno płacze.
-Cii-uciszał mnie-Już dobrze,nie płacz,skarbie.Już jest dobrze,nie pozwolę żeby ktoś Cię skrzywdził-chłopak gładził moje plecy w celu uspokojenia mnie,a ja wypłakiwałam się w jego bluzę.
-Dlatego już wiesz czemu się bałam-wypaliłam.
-Przepraszam,nie widziałem...
-Oczywiście,że nie wiedziałeś,skoro prawie nikt o tym nie wie-przyznałam nieśmiało wycierając maskarę z twarzy.
Justin odtrącił moje ręce,jednocześnie kładąc swoje duże dłonie na moich policzkach i delikatnie pocierał,aby oczyścić mnie od słonych łez.
-Skarbie?
Spojrzałam w górę i odszeptałam.
-Hmm?
-Wiesz może kto Ci to zrobił?
-Mój ojciec zajął się tą sprawą i ich zamknął,ale podobno jeden z nich uciekł niedawno z więzienia...Nie chcę,żeby to się powtórzyło-szepnęłam złamanym głosem i przycisnęłam się do klatki Justina.On opiekuńczo owinął mnie ramionami.
-Nie przejmuj się tym,piękna.Nie pozwolę,żeby ktoś zrobił Ci krzywdę,obiecuję.
Justin odsunął moją mokrą twarz i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Będzie mi tego brakowało-szepnął.
-Co masz na myśli mówiąc,że będzie Ci tego brakowało?
Chłopak przybliżył mnie jeszcze bliżej siebie-jeśli to było możliwe.
-Wyjeżdżam do Nowego Jorku,ale to tylko kilka dni-wzruszył ramionami.
Stałam tam w jego ramionach osłupiała.
Zostawia mnie?
-C-co?Żartujesz sobie?
Justin lekko się zaśmiał i wzruszył ramionami.
-Nie mam powodu,żeby żartować,skarbie.Muszę załatwić kilka przesyłek,papierów i wracam.
Nie myśląc racjonalnie wypaliłam;
-Czy mogę jechać z tobą?
-Nie ma mowy,skarbie-uśmiechnął się.
-Dlaczego nie?Kiedy jedziesz?
-Za kilka dn...
-O,widzisz?To dobrze się składa,bo za kilka dni moi rodzice jadą na krótkie wakacje a ja muszę zostać z Ryan'em.
-Julie,to nie jest zwykły wypad do NY,tam w każdej chwili może być wyjęta broń a uwierz,ja nie chcę narażać cię na niebezpieczeństwo-skubnął mój policzek.
-A jeśli obiecuje,że będę grzeczna i będę siedzieć w samochodzie?
Justin przewrócił oczyma i westchnął.
-Przemyślę to.

Kilka dni później moi rodzice pakowali się już na swój zasłużony wypoczynek.
Poszłam do sypialni rodziców,w którym obecnie przebywała moja mama.
-Julie,słonko doradź mi-pokazała na dwie różne sukienki na wieszakach-Którą wziąć?
-Weź obie-uśmiechnęłam się.
-Też tak myślałam-rodzicielka posłała mi buziaka.
-Mamo,podczas waszej nieobecności będę u Kate,dziś idziemy pod namiot-skłamałam.Dziś rodzice wyjeżdżają,aktualnie jest 11 rano,więc jaką jakieś 2 godziny na spakowanie się i dotarcie na lotnisko a ja? Ja wieczorem jadę z Justinem do Nowego Jorku.
-Kochanie,twój brat będzie również w domu i pomyślałam,że spędzisz z nim czas-uśmiechnęła się wkładając sukienki do walizki.
-Tak wiem mamo,ale obiecuje,że nic złego się nie stanie.Będę kilka nocy w domu a uwierz mi,Ryan będzie czuł się beze mnie lepiej.Wiesz...domówki i imprezy.
Mama po kilku minutach kiwnęła głową.
-Ale kochanie bądź ostrożna,nie chcę aby pod moją nieobecność coś Ci się stało-szepnęła i cmoknęła mnie w czoło.
-Obiecuje-odszeptałam i wyszłam do mojej sypialni.
Moja torba podróżna była już spakowana.Czekałam tylko do wieczora.
W mojej głowie roiło się od pytań jak tam będzie i co będziemy robić.
Usłyszałam dźwięk mojego dzwonka,który ogłaszał,że ktoś dzwoni.
-Halo?-spytałam.
-Cześć,mała.Jakie masz plany?-odezwała się Kate.
Muszę wymyślić dobrą wymówkę,albo jestem martwa.
-Kate,słuchaj mnie teraz uważnie-zniżyłam swój głos do szeptu-Wyjeżdżam na kilka dni,a ty masz mnie kryć,załapałaś?
Po drugiej stronie usłyszałam ogromny wybuch śmiechu.
-Jones,mówisz poważnie?
-Kupie Ci tą niezwykłą torbę z Chanel,którą musisz mieć-uśmiechnęłam się w duchu wiedząc,że ją mam.Zgodzi się na bank.
-Kocham cię.Masz do mnie dzwonić!-odezwała się.Wyczuć w jej głosie można było radość i podekscytowanie.
-Ja ciebie też,a teraz przepraszam ale muszę kończyć.Będziemy w kontakcie.Love-szepnęłam nie czekając na odpowiedź kiedy po prostu się rozłączyłam.
-Julie!-usłyszałam krzyki ojca z dołu-Chodź musimy się pożegnać!
Więc już wyjeżdżają?
Schodząc z łóżka pobiegłam na dół,gdzie rodzice stali już ubrani przed drzwiami.
-Kochanie,masz nie wracać do domu po 21...
-Skarbie,omówiłam z nią już ten temat-ojcu przerwała mama,która puściła mi oczko.
-Ależ Clary,to jest normalne,że się o nią martwię.Nie będzie nas 2 tygodnie i wątpię,że Ryan będzie chciał spędzać z nią wolny czas.Co przypomina mi,że nadal są pokłóceni.
-Mark!-krzyknęła sfrustrowana-Ona nie ma 10 lat tylko 16...Już niedługo 17.Po za tym ma przerwę w nauce na całe  tygodnie i ma również Kate...
-Mamo tato,mamy niecałe 30 minut na dostanie się na lotnisko,więc lepiej dla was żebyście się nie spóźnili-mruknął mój znudzony brat,który stał z kluczykami samochodu gotowy do wyjścia.
-Oh,jasne-szepnęła mama i podeszła do mnie gwałtownie biorąc mnie do ciasnego uścisku-Uważaj na siebie.
Kiwnęłam głową następnie czekając na mocny uścisk ojca.
-Żadnych imprez i nie myśl sobie,że nie będziemy Cię sprawdzać.Twój telefon ma być ciągle naładowany i masz trzymać go przy sobie.
-Tak,tato wiem.Nie jestem  na tyle głupia,żeby to zapomnieć kiedy wspominaliście mi to przez całe tygodnie przed wyjazdem-posłałam mu uśmiech-Bawcie się dobrze!
-Kochamy Cię!-krzyknęli razem i wyszli.
Kiedy Ryan miał już opuścić dom odwrócił się do mnie pożerając mnie wzorkiem.
Prychnęłam i pobiegłam na górę gdzie czekała mnie dość miła niespodzianka.
-Cześć,piękna-szepnął Justin stojąc obok mojego łóżka.
-Co ty tu robisz?
-Cóż,miłe przywitanie-zaśmiał się po czym podszedł do mnie i złożył na moich ustach krótki pocałunek-Jesteś gotowa?
-Więc mogę jechać?-spytałam pełna nadziei.Cóż...fakt faktem,byłam już spakowana ale Justin nic nie powiedział o swojej zgodzie.
-Jesteś już spakowana,więc chyba nie warto wypakowywać ubrań,prawda?

Po jakiś 2 godzinach siedzenia i oglądanie bezsensownych powtórek w moim pokoju usłyszałam otwierane drzwi.
-To pewnie Ryan.W razie co,idź do łazienki.Muszę mu powiedzieć,że będę z Kate przez kilka dni-szepnęłam, po czym popchałam Justina w kierunku łazienki.
-Chętnie poszedłbym do niego z tobą-szepnął i zatrzymał się w połowie drogi.
-Błagam Cię Justin,muszę iść z nim pogadać SAMA-wysyczałam.
Chłopak niechętnie skinął głową i poszedł.
Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu,w którym obecnie przebywał Ryan.
-Ryan ja właśnie wychodzę do Kate nie będzie mnie kilka dni,gdyby coś się działo znasz mój numer.
Blondyn podniósł się szybko po czym stanął obok mnie przeszywając mnie wzrokiem.
-Kate czy ten Bieber?-spytał.
-Oczywiście,że Kate,za jak głupią mnie uważasz?
-Na prawdę chcesz,żebym odpowiedział na to pytanie?-spytał unosząc brwi.
-Ugh!Nie mam na to czasu,po prostu idę!-fuknęłam i wbiegłam po schodach na górę.
Justin najwidoczniej posłuchał mnie i siedział w łazience.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam chłopaka z moim stanikiem w ręku.
-Ładny-puścił mi oczko a ja po chwili płonęłam ze wstydu-Dobra jeśli jesteś już gotowa,to musimy już wyjeżdżać.
-Gdzie są twoje rzeczy?
-W samochodzie-posłał mi mały uśmiech i wyszedł z łazienki,podnosząc moją torbę z łóżka-Oszalałaś?Nie jedziemy tam na pół roku tylko na góra 4 dni.
Wzruszyłam ramionami jednocześnie wkładając moje conversy na nogi.
-Nigdy nie wiesz jaka będzie pogoda,skarbie.

Kiedy dojechaliśmy do NY było już ciemno-a inaczej była noc.
W trakcie drogi Justin musiał robić kilka przystanków,ponieważ mój pęcherz jest wielkości orzeszka.
Dowiedziałam się również kilka rzeczy na temat jego rodziny...Jest z nią skłócony,ale oprócz swojej siostry-Jazzy,z którą ma bardzo dobre kontakty.
-Dzień Dobry,miałem zarezerwowany pokój z nazwiskiem Bieber-uśmiechnął się miło do młodej dziewczyny recepcjonistki.
-T-tak,już podaje klucz-wyjąkała po czym drżącą ręką sięgnęła po kartę.
Kątem oka zobaczyłam jak Justin puszcza jej oczko a ta robi się czerwona-jak kolor pomidora.
Dziewczyna szybko podała Justinowi kartę,jednocześnie szybko poprawiając swoją kusą spódniczkę.
-Zrób zdjęcie,przetrwa dłużej-mruknął po czym puścił jej oczko.
Miałam chęć wydrapania jej oczu.Jednak podążyłam za Justinem do windy.
Po kilku minutach dotarliśmy do naszego pokoju.Na środku stało wielkie łóżko przyozdobione różnymi materiałami.Po prawej stronie znajdowała się wielka łazienka,a obok stały fotele wraz z wielką plazmą.
-Nie przeszkadza Ci to,że będziemy spać razem?-spytał nie pewnie Justin,odkładając nasze torby na ziemie.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że będę spać z Justinem w jednym łóżku.Na moje policzki wkradł się mały rumieniec,ale  szybko go zamaskowałam.
-Ej,nie masz się czego wstydzić-szepnął po czym przybliżył się do mnie-Idź wziąć prysznic i radzę,żebyśmy poszli spać.Jutro zapowiada się ciekawy dzień.
-Okej-szepnęłam i pobiegłam po dresy,w których mogłam spać i udałam się pod prysznic.

Już po 30 minutach i dwóch szybkich prysznicach byliśmy gotowi aby iść spać.Obydwoje byliśmy cholernie zmęczeni.
-Z której strony chcesz spać?-spytał sennie.
Lekko zaśmiałam się i podreptałam do prawej strony łóżka.
Przytłaczało mnie jedno pytanie,o które muszę zapytać bo inaczej zwariuje...
Justin położył się obok nie w samych bokserkach.Jego abs był...perfekcyjny.Nie mogłam odlepić wzroku ud jego umięśnionego brzucha.
Chłopak zauważając to zaśmiał się do siebie,ale postanowił tego nie komentować.
Nagle poczułam,że jego ręce owijają się wokół mojej talii i przybliżają mnie bliżej do siebie.Moje serce zaczęło bić szybciej.
Położyłam ręce na jego,które spoczywały na moich brzuchu i złączyłam je razem.
Dalej Julie,teraz albo nigdy!Pytaj!
-Justin?
-Hmmm?
-Bo...J-ja...
-Po prostu to powiedz-wymamrotał w moje włosy.
-Ja zastanawiałam się...Czy te p-pocałunki i to wszystko...To czy to było oficjalne czy...
-A chcesz być ze mną?-spytał.
Tak.
-C-chyba.
-Więc teraz jesteśmy oficjalnie razem-szepnął.
Odwróciłam się do Justina przodem i przywarłam swoimi ustami do jego.
Więc teraz jesteśmy oficjalnie razem...
Przytuliłam głowę go jego torsu i chyba usnęłam.

****
jest już. więc......teraz nie wiem co napisać haha. ale tak...Julie i Justin są razem...ale to początek kłopotów.:)
Jestem cholernie zmęczona na więcej pisania haha,więc wszelkie pytania tutaj- 
ask- @BieberBigLove
twitter-@PrincessxJustin
Czytasz= komentujesz.postaw nawet zwykłą kropkę,żebym wiedziała ile osób czyta :)
Good night.:)
#Love
#off





sobota, 15 marca 2014

Six

-Gdzie byłaś młoda damo? Kate dzwoniła i pytała o ciebie!-syknęła mama stojąc w korytarzu.
Przeklinam swoje życie.
-Robiłyśmy plakat,posprzeczałyśmy się i um...-przerwałam chcąc wymyślić dobre kłamstwo- po prostu wyszłam z jej domu.
W myślach modliłam się,aby mi uwierzyła.
-Pokłóciłyście?-spytała unosząc brwi w znaku ''lepiej powiedz prawdę''-Julie,znacie się praktycznie od piaskownicy,więc jak mogłyście się pokłócić?
Westchnęłam.
-Mamo,to są jak zawsze nasze ''małe sprzeczki'',czy mogę teraz wrócić do pokoju,zadzwonić do Kate i ją przeprosić?-spytałam niewinnie się uśmiechając.
Teraz jedyne czego potrzebowałam to moje wygodne łóżko.Jeszcze czułam alkohol w moim ciele.
-No dobra,ale pamiętaj,że twój szlaban nadal trwa.Masz szczęście,że twój ojciec ma dziś służbę,inaczej byłoby po tobie-puściła mi oczko. Tak to właśnie moja mama Clary.
Pochylając się do niej aby cmoknąć jej policzek,lekko mnie odsunęła uważnie przyglądając się moim oczom.
-Julie Megan Jones!Czy ty coś piłaś?
Przeklinam swoje życie po raz drugi...
-Twoje źrenice są powiększone-kontynuowała-Plus to,nie chcę byś chodził sama gdy jest ciemno.Jest już 23...
-Mamusiu przepraszam.Nic mi się nie stanie,obiecuje-podniosłam dwa palce w górę na znak obietnicy- I nic nie piłam.Czy myślisz,że rodzice Kate pozwoliliby jej trzymać alkohol w pokoju?
Powinnam dostać Oscara za tak dobre udawanie.
-Masz rację.Idź już spać-szepnęła-Dobranoc.
Uśmiechnęłam się i odszeptałam-Dobranoc.
Po czym zdejmując buty pobiegłam na górę rzucając torebkę z telefonem na łóżko następnie zdejmując ubrania i przebierając się w coś wygodnego.Nie miałam sił na branie prysznica.
Podbiegłam do mojego łóżka i wśliznęłam się pod koce.
Oczywiście nie mogłam myśleć o niczym innym jak  o Justinie.
Te pocałunki.
On cały.
Coraz bardziej coś mnie do niego ciągnie.
Chciałabym do niego zadzwonić i usłyszeć jego głos...ale...Jest coś czego się boje...''dziwki na jedną noc''. A jeśli ja jestem następną z jego ''dziwek''?
Nie ważne.
Muszę usnąć,jutro  z samego rana mam trening.

Justin
Śmiesznie było patrzeć na  Jul,która chwiejnym krokiem ruszyła do domu. Mam nadzieje,że nie wpakuje swojego małego tyłka w kłopoty.
Ruszając przed siebie,błądziłem po okolicach aż w końcu nawet nie wiem kiedy zatrzymałem się pod klubem.Słychać było głośną muzykę.
To jest to-pomyślałem.
Wyciągając kluczyki ze stacyjki ruszyłem w stronę wejścia.
-Siema Boby!-przywitałem się z wielkim czarnym ochroniarzem.
-Cześć,Justin-kiwnął-miło Cię znów tu widzieć.Nie widziałem Cię jakoś 3 tygodnie,gdzie się podziewałeś?
-Praca.
-No jasne,miłej zabawy,synu.
Posłałem mu lekki uśmiech i ruszyłem w głąb klubu.
Nie zabrakło oczywiście prawie półnagich lasek,które chciały oczywiście tylko jednego.
Ciekawe.
Podszedłem do baru i zamówiłem piwo.
Oparłem się o bar i wpatrywałem się we wszystkich.
Laski ocierające się o siebie...Szczerze,to kiedyś w jakiś sposób mnie to kręciło,ale po poznaniu Jul,wydaje mi się to dość dziwne.Powinny mieć do siebie szacunek.Jak każda inna porządna dziewczyna.
-Piwo,Bieber-odezwał się barman za mną.
Odwracając się sięgnąłem po kufel z piwem i lekko do niego skinąłem.
Kiedy odwróciłem się ponowie, obok mnie siedziała jakaś blondyna-nie ukrywając seksowna.
-Cześć Justin-szepnęła,nerwowo poprawiając swoją kusą różową sukienkę.
-Znamy się?-spytałem,biorąc łyka piwa,nadal się w nią wpatrując.
Zachichotała.
-Nie,ale zawsze możemy się poznać-wstając,zaczęła do mnie podchodzić,a po chwili położyła rękę na moim torsie-co ty na to?
Zanim mogłem coś powiedzieć podeszła jeszcze bliżej,przyciskając swoje usta do moich.
Chciałem oddać pocałunek,ale przypomniałem sobie,że jej usta nie dorównają ustom Julie.
Oderwałem się od niej i zmieniłem nastawienie co do niej.
Chciała jedynie się ze mną pieprzyć,ale już z tym skończyłem.
-W co ty próbujesz grać,mała?
-Wiesz-zrobiła krok ku mnie na co ja zrobiłem krok do tyłu-słyszałam,że zabierasz dziewczyny do domu i...
-...I pomyślałaś,że ty będziesz jedną z nich?-zaśmiałem się bez krzty humoru.
Na ustach dziewczyny pojawił się grymas.
-Skarbie,miej do siebie szacunek.Zmień postępowanie wobec siebie,bo uwierz to co chciałaś ze mną robić nie jest w życiu najważniejsze-nawet nie zorientowałem się,że jestem przy niej tak blisko i szepcze jej do ucha.Dziewczyna stała tam jak słup.
Lekko się śmiejąc odłożyłem piwo na bar i opuściłem klub.
-Tej nocy bez laski?-spytał głos za mną.
Odwracając się spostrzegłem Bobiego.
-Skończyłem z tym-posłałem mu skromny uśmiech.
-To wyjdzie Ci na dobre.W końcu poznasz jakąś dobrą dziewczynę,której oddasz całe swoje zaufanie.
-Pewnie tak.Do zobaczenia,Boby-przybiłem z nim piątkę i ruszyłem do auta.

Przez całą drogę do domu myślałem o Julie.Jest w niej coś tak kurewsko pociągającego...
Leżąc już odświeżony w łóżku spojrzałem na ekran telefonu,który wskazywał 12 w nocy.
W książce kontaktów wyszukałem numer dziewczyny i nawet nie wiem kiedy ale przycisnąłem  napis ''dzwoń''.
Robiłem to bezmyślnie,nie pomyślałem,że dziewczyna może już spać.
Po kilku sygnałach odebrała.
Na początku słychać było szelesty,ale w końcu odezwała się sennym głosem.
-Halo?
-Cześć,skarbie-szepnąłem.
-Coś się stało?-spytała tak cholernie słodkim głosem,że miałem ochotę jechać tam do niej i ją pocałować.
-N-nie.Po prostu chciałem usłyszeć twój głos-przyznałem nieśmiało.
Usłyszałem cichy śmiech i szelest.
-Jesteś niemożliwy.
-Słyszałem to już kiedyś...Księżniczko.
-Nigdy mnie tak nie nazywałeś.
-Nie pamiętasz?
-Czego?-spytała.
-Na imprezie,powiedziałaś że uwielbiasz jak mówię do ciebie księżniczko, skarbie...
-O mój boże...Ja to mówiłam?Nie pamiętam...
-Pewnie nie pamiętasz też tego,że jakiś facet wkładał rękę tam gdzie nie powinien-szepnąłem.
Zapadła długa cisza i nie wiedziałem co się dzieje.
-Jesteś tam?
Po kilku próbach pytania czy jeszcze tam jest,rozłączyłem się.
Pewnie zasnęła.I to samo powinienem zrobić.

Rano obudziło mnie przedzierające się przez zasłonę słońce. Z głośnym jękiem wstałem z łóżka.
Wykonując poranną toaletę ubrałem się w szare dresy i zbiegłem na dół.
W kuchni siedział jedynie John.
-Cześć-powiedziałem,nalewając do szklanki soku pomarańczowego i siadając obok przyjaciela.
-Siema,stary-klepnął mnie po plecach i kontynuował-Jak tam?Wczoraj byłeś z tą dziewczyną,prawda?
Nie chcąc odpowiadać na to pytanie zanurzyłem usta w szklance soku.
-Nie ignoruj mnie..
-Kurwa,John!Tak! Tak,byłem z nią.Co to ma do rzeczy?
-Widzę,że to dziewczyna na dłuższą metę?-spytał,wypalając dziurę w boku mojej głowy.
Zacząłem się wiercić,nie wiedząc co powiedzieć.Nigdy nie rozmawialiśmy o TYCH tematach...
-Gdzie są chłopaki?-spytałem zjeżdżając z toru tej rozmowy.
-Załatwiają interesy-wzruszył ramionami i kontynuował-I nie zmieniaj tematu...Lubisz ją.
-Kogo?
-Japierdole,Bieber!Chyba nie mówię o jebanej Madonnie tylko o tej dziewczynie,jeśli się nie mylę to Julie.
-Może i lubię,co z tego?
-Możesz przestać zachowywać się jak dzieciak?
-Pierdolenie...Możesz przejść do rzeczy?-spytałem dość zirytowany.
-Podobno poznałeś ją jakoś około miesiąc temu.Od tamtego czasu nie przyprowadzasz do siebie dziwek na jedną noc.Musi coś między wami być.Jesteś dla mnie jak brat i uwierz,cieszę się,że kogoś sobie znalaz...
-Ło!Ło!-zawołałem podnosząc ręce w górę-Nic nas nie łączy.
-Kogo próbujesz oszukać?Odkąd skończyłeś z Kelly,nie myślałeś o niczym innym jak o seksie z pierwszą lepszą...
-Jezu John! Kelly to skończony temat! Nie wymawiaj imienia tej suki,gdy ja jestem w pobliżu.
-Zależy Ci na niej?
Wiedziałem że nie odpuści.
Kropelki potu zaczęły spływać po moim karku.
-Nie wiem...Lubię ją,tyle.
Spojrzałem na zegarek,który wskazywał 10 rano.Kurwa!
-Muszę lecieć-mruknąłem pośpiesznie wstając.
-Okej,ale pamiętaj o dzisiejszej nocy!-krzyknął kiedy byłem już na schodach prowadzących do mojej sypialni.

Julie
-No,Julie coraz większe postępy!-krzyknął mój trener Lucas,kiedy ja biegałam na torze.
Przebiegłam dziesięć okrążeń i miałam dość,ale skoro mam być najlepsza...
Kiedy biegłam po torze kontem  oka spostrzegłam chłopaka podobnego do Justina...Dopiero po kilku minutach zorientowałam się,że to właśnie on.
Zwolniłam i podbiegłam do niego.
-Cześ...
-Nie powinno Cię tu być!-powiedziałam na przywitanie.
Chłopak lekko się uśmiechnął i podszedł do mnie bliżej.
-Miłe przywitanie,ciebie też dobrze widzieć-powiedział z sarkazmem.
Wywracając oczyma,złapałam go za umięśnione przedramię i pociągnęłam w stronę pobliskiego mniej widocznego dla trenera drzewa.
-Przed kim się chowasz?-spytał unosząc brwi.
-Mam wystarczająco dużo kłopotów-mruknęłam rozglądając się w poszukiwaniu  Lucasa.
Justin podążając za mną wzrokiem zauważył trenera.
-Czekaj...To jest twój trener?
Patrząc na niego spod rzęs wzruszyłam.
-Tak,czemu pytasz?
-Uważaj na niego-szepnął przybliżając się do mnie,taż że moje plecy zderzyły się z drzewem za mną.
-Co masz na myśli,mówiąc żebym uważała?To jest starszy facet,który po prostu mnie trenuje,żebym dobrze wypadła na zawodach,tyle.
-Po prostu...bądź ostrożna-było coś w tym cholernie słodkiego..Martwił się o mnie?
Nawet nie wiem kiedy przybliżyłam się do niego i złączyłam nasze usta w krótkim pocałunku.
-Mmmm-odezwał się kiedy już się oderwałam-Długo jeszcze będziesz biegała?
-Zrobię jeszcze kilka kółek,a potem idę do domu.Już wysiadam.
-Zabieram Cię gdzieś-szepnął do mojego ucha,co wywołało na moim ciele gęsią skórkę.
Już otworzyłam usta,żeby coś powiedzieć ale mi przerwano.
-Julie?!-usłyszałam krzyki Lucasa-Gdzie jesteś? Musisz dokończyć trening!
-Justin,spotkamy się innym razem...
-Nie chcę kurwa innego razu!-syknął.
Albo on ma bipolarną psychikę albo ja wariuje.
-O co Ci teraz chodzi?-spytałam,odsuwając się od niego-Jakbyś nie wiedział,muszę wrócić...
-Nic nie musisz!Biegać możesz zawsze kiedy indziej.
-Mam robić coś pod twoje dyktando?Chyba pomyliłeś adresy!-warknęłam i zaczęłam odchodzić.
-Jesteś suką,wiesz?
Na te słowa odwróciłam się do niego i stanęłam z nim twarzą w twarz.
-A ty popierdolonym dupkiem!
Odwracając się ruszyłam w stronę toru,aby dokończyć okrążenia i mieć to z głowy,jednocześnie wyrzucając Justina z myśli.

-Jesteś moją jedną z najlepszych biegaczek-przyznał Lucas-Niedługo odbędzie się turniej i mam nadzieję,że weźmiesz w nim udział.
-Raczej tak.
-Coś się stało?Jesteś taka...smutna?
-Wszystko w porządku-posłałam mu skromny uśmiech,zbierając do torby dresy i ręczniki.
Mężczyzna przybliżył się do mnie bardzo blisko i szepnął do ucha.
-Może chcesz,żebym Cię odwiózł?
Czując jego wzrok na całym swoim ciele,gwałtownie odskoczyłam.
-N-nie,nie ma takiej potrzeby! Muszę już iść.Do widzenia.
Facet lekko zaśmiał się bez krzty humoru i odpowiedział ciche-Do widzenia.
Może Justin miał rację co do tego,żebym na niego uważała?
Nie ważne.
Zakładając swoje białe słuchawki na uszy włączyłam playliste.
Chciałam znaleźć się jak najszybciej w domu.
Szłam nerwowo przekręcając pasek wielkiej treningowej torby,gdy usłyszałam głośne gwizdnięcie.
Spojrzałam w prawą stronę i zobaczyłam nikogo innego jak Justina Biebera,w swoim pięknym czarnym samochodzie.
Wyjęłam słuchawki z uszu,stanęłam i mruknęłam-Czego znowu chcesz?
-Wsiadaj,podwiozę Cię.
-Jesteś śmieszny myśląc,że usiądę obok ciebie w twoim samochodzie.
-Jones,nie rób scen na środku ulicy.Po prostu wsiądź!-warknął,zatrzymując samochód.
-Już powiedziałam,nigdzie z tobą nie jadę!-odpyskowałam.
Chłopak wyszedł  samochodu głośno trzaskając drzwiami.
Podszedł do mnie i nawet nie wiem kiedy przerzucił mnie sobie przez ramię prowadząc do samochodu.
-Jesteś stuknięty!-uderzyłam go pięścią w plecy,ale zgaduje,że bardziej to zabolało mnie niż jego.
Otwierając drzwi od strony pasażera,praktycznie mnie tam wrzucił.Zabrał ode mnie torbę i włożył ją na tylne siedzenia.
Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na to co ma mi powiedzieć.
Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył prostą drogą nie wiadomo dokąd.
-Jesteś zła?
-Skąd-prychnęłam patrząc przez okno w dal.
-Kurcze...Przepraszam,okej?Czasem mówię niepotrzebne słowa...
-Musisz sam siebie zacząć kontrolować!-zmusiłam się,aby spojrzeć w jego profil.Miał mocno zaciśniętą szczękę.
-Po prostu...Nie bądź zła-sięgnął po moją rękę,a ja nie zawahałam się przed złączeniem naszych palców.
-Nie jestem-mruknęłam i posłałam mu skromny uśmiech.
Po chwili komfortowej cichy odezwałam się po raz kolejny.
-Nie wiem gdzie mnie zabierasz,ale muszę udać się do domu żeby wziąć prysznic.
-Oh,okej.Za chwilę będziesz w domu...Za jakieś 20 minut.Więc rozsiądź się wygodnie i czekaj-ścisnął moją dłoń,przez co wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł przyjemny prąd.
Zachciało mi się ziewać,więc wolną rękę przyłożyłam do ust.
-Jesteś śpiąca?-spytał z troską w głosie.
-Trochę-przyznałam.
Chłopak skinął głową,zwolnił auto i puścił moją dłoń jednocześnie szukając czegoś na tylnych siedzeniach.
Po chwili położył na moich kolanach dużą białą poduszkę,która nawet z daleka pachniała idealnie..Perfumami Justina.
-Po co Ci poduszka w samochodzie?-spytałam śmiejąc się.
-Mam nieraz zlecenia na kilka dni,więc poduszka przydaje mi się do małych drzemek-wzruszył ramionami, gazując-Po prostu rozsiądź się i spróbuj się trochę przespać.
Zrobiłam tak jak kazał,poprawiłam poduszkę pod głową i w mgnieniu oka zasnęłam.

Poczułam jak ktoś trzęsie mnie za ramie.
-Ej,śpiąca królewno wstawaj!
Pocierając pięścią oczy zmusiłam się do wyprostowania pleców.
-Jesteśmy-szepnął szatyn.
Szybko poderwałam się i wyprostowałam bluzkę.
-Mówiłeś,że chcesz mnie gdzieś zabrać,to nadal aktualne?-spytałam.
Chłopak lekko wzruszył ramionami i posłał mi skromny uśmiech.
-Może-mruknął,przeciągając ''o''.
-I pomyśleć,że masz 18 lat.
Po tych słowach otworzyłam drzwi i wyszłam.
-Słuchaj,nie wiem czy ktoś jest w domu więc,idź od tyłu i tam zobaczysz moje okno-mruknęłam-dasz sobie radę.
Spojrzałam na telefon ,który wskazywał 15.
Podbiegłam do drzwi i przekręciłam kluczyk.
Wchodząc do środka krzyknęłam
-Jest ktoś?!
Żadnej odpowiedzi.Więc,jestem-a raczej jesteśmy sami.
Pobiegłam na górę do pokoju i pierwsze co zrobiłam to poszukałam zwykłej białej luźnej bluzki i pary czarnych rurek.Zabierając ubrania ze sobą poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Pośpiesznie zdjęłam ubrania i bieliznę wrzucając rzeczy do kasza na brudy.
Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i weszłam pod bieżącą wodę.
Woda spływająca po moim ciele niesamowicie mnie zrelaksowała.

Justin
Zrobiłem tak jak powiedziała i podążyłem do wielkiego okna,którym wszedłem do jej pokoju.
Na środku stało łóżko ładnie wyścielone z dużą ilością poduszek.Ogólnie cały jej pokój był biało-fioletowy z różnymi babskimi ozdobami.
Mój wzrok powędrował na komodę ze zdjęciami.Nie marnując czasu podszedłem bliżej.
Na jednej fotografii była ona sama a na drugiej chyba z rodzicami i z Ryan'em.
Byli tacy szczęśliwi,uśmiechy na ich twarzach...

-Nie tak cię z matką wychowaliśmy!-krzyczał ojciec przy boku mojej matki-Narkotyki
i bójki!Tylko to się dla ciebie liczy!Jaki przykład dajesz swojej siostrze?Jaki
przykład dasz swoim dzieciom?Pewnie nie będziesz miał dziewczyny na dłuższą
metę,bo się ciebie wystraszy!
-Jeremy!Przestań już-warknęła rodzicielka.Cóż...Ja nie miałem nic na swoje usprawiedliwienie...
-Pattie,Czy ty siebie słyszysz?W naszej rodzinie nigdy nie było problemów i wybacz,ale nie chcę mieć 
pod dachem dilera narkotyków!
-Więc nie będę dla ciebie dłużej ciężarem,nie jesteś potrzebny mi do tego jebanego życia-syknąłem,
stojąc z nim twarzą w twarz.
Spojrzałem na mamę,która stała ze łzami w oczach.
-Przepraszam mamo-podszedłem do niej i krótko przytuliłem.
-Justin synku proszę nie rób mi tego!Nie odchodź!-krzyczała za mną.
-Zostaw go!To bestia!Tylko ciężar na naszych barkach!-mrukną Jeremy.
-Justin!Proszę...Kocham cię...

-Justin?-spytał znajomy głos za mną-Wszystko w porządku?
Pośpiesznie odstawiając zdjęcie na miejsce odwróciłem się do dziewczyny przyciągając ją do siebie za biodra.
-W porządku-szepnąłem jej do ucha-Wiesz co?
-Co?-spytała,zarzucając ręce za moją szyję.
-Chłopaki mieli racje.
Julie uniosła brwi,co robi dość często gdy jest zdezorientowana.
-Co do czego?
-Że Cię lubię-przyznałem.
-Cóż...Ja też cię lubię-szepnęła z śmiechem i przybliżyła się do pocałunku,który oczywiście oddałem z taką samą pasją.
Chciałem uciec myślami od zioła i od przeszłości...Ale nie mogłem.
Popychając dziewczynę lekko w  tył tak,że jej łydki zderzyły się z łóżkiem.Nadal ją całowałem.Lekko wsadziłem dłoń pod jej bluzkę odnajdując jej zasłonięte części ciała.
Julie oderwała się,aby zaczerpnąć powietrza,żeby za chwilę znów przybliżyć się do gorącego pocałunku.
Bez kontrolowania wśliznąłem swój język do jej i tak toczyliśmy nimi zawziętą walkę.
Chciałem się z nią pieprzyć i nie miałem zahamowań.
Odwinąłem rąbek jej bluzki do góry,kiedy jej ręce mnie powstrzymały.
-J-Justin-powiedziała na wydechu-Nie mogę.
Zdezorientowany uniosłem brwi w górę.
-Dlaczego nie?
Dziewczyna pośpiesznie odsunęła się ode mnie,praktycznie stając na drugiej części pokoju.
-Powinieneś już iść.
-Mogłem się tego spodziewać-mruknąłem podchodząc do okna-Sztywna suka,która nie umie się zabawić.
-Nie będziesz mnie obrażał w moim domu!Do widzenia,Justin!
Prychnąłem i wyszedłem kierując się do samochodu.
Przekręciłem kluczyk w stacyjce i z piskiem opon wyjechałem na drogę.
Wyciągnąłem iPhona z kieszeni i wybrałem numer Depa.
Po kilku sygnałach odebrał.
-Halo?
-Siema,Dep.Mam dla ciebie interes.
-Więc zamieniam się w słuch...

Po 10 minutach byłem na terytorium starego przyjaciela.
-Czołem Bieber-gwizdnął za mną-Miło Cię znów widzieć!
-Masz towar?-spytałem chcąc szybkiej odpowiedzi.
Dep wyciągnął z kurtki małą paczuszkę zioła. Na sam widok uśmiechnąłem się sam do siebie.
-To dla ciebie?-spytał,podając mi torebeczkę.
-Czy to ważne?
-Myślałem,że już nie bierzesz-mruknął-To nie jest rozwiązanie problemów pamiętaj,Bieber. Już straciłeś ważną część swojego życia.
-Kurwa Dep,nie rób mi tutaj kazania.
Facet uniósł ręce w geście poddania.
-Dzięki za towar i do zobaczenia-pożegnałem się z przyjacielem i nie oczekując odpowiedzi wsiadłem do samochodu kierując się w stronę domu.
Droga nie była długa,więc gdy stanąłem przy podjeździe chwyciłem narkotyki i...po prostu się naćpałem.
Tak cholernie zajebiste uczucie.
Nie czujesz,bólu smutku...Nic.Po prostu jesteś w innym świecie.Swoim świecie.
Otwierając drzwi udałem się do domu.
Jak to moje szczęście bywa,wszyscy byli w salonie pijąc piwo.
Głupi myślałem,że udam się bezszelestnie i niezauważalnie do pokoju.
-Gdzie byłeś?-spytał Scott.
Odwróciłem się na pięcie i lekko zachichotałem
-Aa t-tu i tam.
Jeden z chłopaków wstał i szybko do mnie podszedł.
Wszystko słyszałem jak we mgle.
-Pamiętasz,że o północy masz zadanie?
-Oczywiście,że pamiętam-przyznałem kołysząc się w nieznanych mi ruchach.
-Kurwa mać!-złapał moją twarz w dłonie i rozszerzył oczy-Ćpałeś!
-Może tak,może nie.Wyluzuj chłopie!-zaśmiałem się,chcą rozładować atmosferę.
-Japierdole!
Teraz wszystko widziałem za mgłą.Głosy,twarze-wszystko rozmazane.
-P-przecież i tak jestem potworem-po tych słowach urwał mi się film.
~~
Przepraszam z całego serca,że nie dodałam rozdziały tydzień temu.Przepraszam.! :(

Ale bez dram i wgl.rozdział jest,pomogła mi w nim Gabi,mówiąc prościej to o narkotykach...Szczerze,to tego miało nie być,:) 
Nie mam siły już się rozpisywać więc,miłej nocy i niedzieli. :) 
Przypominam - KOMENTUJEMY,OBSERWUJEMY I UDOSTĘPNIAMY BLOGA :)
Miłego czytania :) ♥

ask - http://ask.fm/BieberBigLove


piątek, 28 lutego 2014

Five

Julie
-Kate!-zawołałam,widzą przyjaciółkę wyjmującą książki ze szkolnej szafki-Czekaj!
Dziewczyna spojrzała na mnie i wywróciła oczami.
-Więc po tygodniu nagle sobie o mnie przypomniałaś?-spytała naiwnie.
-Kate-zaczęłam-wiesz,że to nie tak.
-Julie,nie rób ze mnie idiotki!Spotykasz się z przestępcą,czy ty tego nie widzisz,że on jedynie chce Cię wykorzystać?!-uniosła ręce w górę na znak frustracji-Albo czekaj...Może już się z nim przespałaś,huh?
Moje oczy szeroko się rozszerzyły a szczęka dotknęła ziemi.
-Czy ja Ci wyglądam na kogoś,kto wskakuje do łóżka nieznajomego faceta?-szepnęłam smutno.
Prawdopodobnie Kate teraz tego pożałowała,przypominając sobie o zdarzeniu sprzed 2 lat.
-Jul...Przepraszam-szepnęła robiąc krok ku mnie-Nie powinnam.
-Jest okej.Wiem,że nie miałaś tego na myśli.I jeśli chcesz wiedzieć nie przespałam się z nim i nie prześpię.
-Trzymaj się od niego z daleka,dobrze?
-Dobrze,mamo-zachichotałam i wtuliłam się w ramiona przyjaciółki.
Kate lekko się zaśmiała i odsunęła się z powrotem do szafki.
-Um,dziś piątek i Ashley-największa suka w szkole planuje imprezę na plaży.I uważaj teraz-udała zdziwioną-zaprosiła nas.
-I co?Zamierzamy tam iść?-spytałam nie pewnie-Po za tym...Mam szlaban.
Przyjaciółka spakowała rzeczy i ruszyłyśmy prosto korytarzem do wspólnej sali angielskiego.
-Julie Megan Jones!-dziewczyna praktycznie wykrzyczała przez co połowa szkoły odwróciła się w naszą stronę ale dziewczyna to zignorowała-To chyba pierwszy raz w życiu kiedy masz szlaban!Co nawywijałaś?
-Ryan nagadał moim rodzicom Bóg wie co,ale spokojnie-położyłam rękę na jej ramię-Wymknę się lub powiem,że mamy do zrobienia razem projekt i nie mogą mi odmówić.
Kate głośno się zaśmiała.
Po chwili zadzwonił dzwonek ogłaszający pierwszą lekcję.
Z głośnym jęknięciem ruszyłyśmy do sali.

Justin
-Bieber!-ktoś wykrzykiwał z drugiej strony drzwi-Otwórz te pierdolone drzwi!
Jezu Chryste człowiek już w spokoju nie może spać!
Z jękiem wstałem z łóżka.
-Drzwi są otwarte,kurwa!-syknąłem i udałem się do łazienki.
-Nie możesz opuszczać szkoły następne tygodnie!-syknął Scott.
-Kolejne pierdolenie.Scott! Jest wcześnie rano!-jęknąłem.
-Za niecałe 20 minut masz szkołę,więc lepiej się streszczaj-wysyczał i wyszedł zatrzaskując drzwi.
Ktoś jest nie w humorze.

Po wzięciu szybkiego prysznica,osuszyłem całe ciało i perfekcyjnie  ułożyłem grzywkę.
Założyłem parę czystych bokserek,wybrałem białą koszulkę wyciętą w serek,jeansy niskie w kroku a na to wszytko czarną szeroką bluzę i fullcap na głowę.
Popsikałem się perfumami,zgarnąłem telefon,portfel,kluczyki i zbiegłem na dół.
-Justin-usłyszałem znajomy głos za moim plecami.
Odwróciłem się by zobaczyć Daniela.
-Ta?-uniosłem brwi czekając na odpowiedź.
-Nasza wczorajsza rozmowa...Nie powinienem mówić żebyś nie widywał się z tą dziewczyną...po prostu-przerwał oblizując usta-Nie mów Scottowi.Jestem pewien,że wścieknie się na wiadomość,że już następna dziewczyna wie o tym co robimy.
-Jasne-posłałem w jego stronę mały uśmiech,poklepałem go po plecach i ruszyłem do garażu.
Scott coś kombinował,przegrał zakłady i oddał trzy cenne auta.Zajebiście.
Wsiadłem do czarnego Range Rovera i ruszyłem.

Po około 10 minutach byłem już  w szkolnym korytarzu.
Akurat zadzwonił dzwonek i wszyscy frajerzy- kujoni strasznie śpieszyli się do klas,aby nie dostać spóźnienia-idiotyczne.
Moje oczy napotkały brązowowłosą dziewczynę przytulając się z inną laską,którą gdzieś już widziałem.
I tak kurwsko seksowne pomyślałem.
Muszę  z nią pogadać.
Ruszyłem do mojej pobliskiej sali historii i wygodnie się rozsiadłem czekając na ciągłe brednie nauczycieli.
Wyjmując swój telefon ze swojej kieszeni i wybrałem numer Jul.
Postanowiłem wysłać jej sms proszący o spotkanie w trakcie lunchu.
Po chwili telefon zawibrował.

Od Julie:
Um,dobrze.Więc przy wejściu do szkoły.x

Kiedy młoda praktykantka odwróciła się w moją stronę widząc mój telefon na wierzchu podeszła do mnie.
-Panie Bieber,chyba nie chce pan,żeby ten telefon wylądował u dyrektora.
Lekko się zaśmiałem chowając urządzenie do kieszeni.
-Nie-puściłem jej oczko-Nie widziałem Cię tu wcześniej.Wyglądasz na młodą i chce Ci się jeszcze uczyć?
Dziewczyna lekko się zarumieniała.
-Nie sądzę,że przeszliśmy na ty.Dla ciebie Pani Lopez-machnęła blond włosami i wróciła do biurka.
Cała klasa idiotów wpatrywała się we mnie,a szczególnie dziewczyny robiąc maślane oczka.
Westchnąłem.
Dziewczyna siedząca obok mnie,stuknęła mnie obcasem w kolano,jadąc nim wyżej i wyżej.
Pochyliłem się lekko w jej stronę,wpychając jej włosy za ucho.
-Uwierz,skarbie-jęknąłem-Gdyby nie Ci wszyscy ludzie z chęcią bym Cię przeleciał.Ale jest lekcja więc-posłałem jej oczko i widząc jej napaloną reakcję uśmiechnąłem się sam do siebie.
Tak już działam na dziewczyny.

Julie
-Przyszłaś-odezwał się znajomy głos zza moich pleców.
Odwracając się szybko stanęłam twarzą w twarz z Justinem.
-Pisałam,że będę-odezwałam się,upewniając się,że Kate nie ma nigdzie w pobliżu.
-Uciekasz przed kimś?-chłopak spojrzał na mnie jakbym miała co najmniej pięć głów.
Westchnęłam.
-Słuchaj,po prostu możemy iść gdzieś indziej?-spytałam.
-Zabiorę Cię gdzieś,gdzie nikt nigdy nie chodzi-mruknął mi do ucha,wywołując tym gęsią skórkę na moim ciele.
Już po chwili siedzieliśmy w jakimś czarnym samochodzie.
-Ile masz jeszcze tych samochodów?-pytania same z siebie leciały z moich ust.
-Cóż,Scott przegrał jakieś zakłady,o których nic nie wiedziałem-wzruszył ramionami.
Moje brwi złączyły się na nowe usłyszane imię.
-Scott?-spytałam z zmieszaniem.
-Jeden z chłopaków-szepnął.
Wyciągnął ze schowka paczkę Malboro,wyjął jednego papierosa i go odpalił.
-Nie przeszkadza Ci to?-spytał nagle.
-Co masz na myśli?
-Że spotykasz się z gangsterem-mruknął,zaciągając się po raz kolejny.
Nie zdążyłam odpowiedzieć,kiedy samochód stanął.
Chłopak wyszedł z auta kończąc papierosa.
-Idziesz czy mam otworzyć Ci drzwi?-zadrwił.
Wywracając oczyma złapałam za klamkę i otwierając drzwi wyszłam.
Staliśmy przed częścią opuszczonego miejsca Stratford,w której nigdy nie byłam.
Był to rozwalony mały, opuszczony domek.Myślałam,że to właśnie tutaj przywiózł mnie Justin...
-To nie tutaj-albo on czyta w myślach albo ja świruje-Chodź za mną.
Zrobiłam co rozkazał i szłam za nim krok w krok.
Szliśmy jakąś stromą ścieżką,na której łatwo można się potknąć.
Po chwili moim oczom okazało się malutkie czyste jeziorko,z małą wysepką.
-O mój boże-pisnęłam-Tu jest pięknie,Justin.
Chłopak schował ręce w kieszenie spodni,pozwalając kciukom wystawać.
-Wiem-szepnął-Mówiłem,że zabiorę Cię gdzieś,gdzie nikogo nie ma.
-Ale wiesz,że to nie potrwa długo?-spytałam.
Chłopak złączył brwi nie wiedząc o co chodzi.
-...Jak wiesz,mam szlaban-kontynuowałam.Justin pokazał miejsce,w którym możemy usiąść i tak też zrobiliśmy.Usiedliśmy blisko wody.
Chłopak cicho się zaśmiał,rzucając kamyki do wody.
-Niegrzeczna dziewczynka dostała szlaban-poruszał sugestywnie brwiami a ja wybuchałam śmiechem.
-W gruncie rzeczy przez ciebie i mojego brata-wzruszyłam.
-Co nagadał twoim rodzicom?
-Cóż,jak opuściliśmy park,wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam do domu a Ryan zaraz ze mną,zaczął gadać,że-zrobiłam w powietrzu cudzysłów-''ich mała córeczka'' spotyka się z gangsterem.
-Ja jestem gangsterem,skarbie.
Jęknęłam.Ten człowiek doprowadza mnie do szału!
-Ale nie uważasz,że oni nie powinni o tym wiedzieć?-spytałam.
Chłopak lekko kiwnął głową.
-A teraz powiesz mi o co chodzi z Ryanem,bez żadnych wybryków-ostrzegłam.
-Nie odpuścisz,prawda?
-Nie.
-Jak wiesz,miałem dziewczynę Kelly.Nie będę opowiadał od początku bo wszystko już znasz-wytłumaczył-Więc,pewnej nocy postanowiłem ją śledzić.Wsiadła do samochodu jakiegoś typa,oczywiście pojechałem za nimi.Pamiętasz ten magazyn w dzień wyścigu?-gdy kiwnęłam głową kontynuował-Tam zawsze ją zabierałem,bo podobał jej się widok.To było moje miejsce.
Chłopak urwał zamykając oczy.
Nieświadomie złapałam jego dłoń i lekko ją ścisnęłam,na co Justin szybko otworzył oczy wpatrując się w nasze ręce.
Dałam mu znak żeby kontynuował.
-...Wyszli z samochodu,ja zaparkowałem w bezpiecznej odległości i chwile po tym podążyłem za nimi.Ona już zdążyła być naga-warknął-A teraz przejdę do najlepszej części-spojrzał w moje oczy-Zgadnij kto był tym chłopakiem,który głupio śmiał się z mojej reakcji.
Moje oczy szeroko się otworzyły.
To mógłby być mój brat?Nie...
-To twój braciszek...
-Co?To nie może być prawda-potrząsnęłam głową puszczając jego dłoń.
-Jeśli nie wierzysz,nie musisz.
-Justin,przepraszam za niego.On...On ostrzegał mnie przed tobą,że ty tylko chcesz dobrać się do moich majtek...
Chłopak głośno się zaśmiał.
-Pierdolony niech uważa na słowa.

Nadal nie mogąc się otrząsnąć po tym co usłyszałam,powtarzałam sobie w kółko że muszę z nim ostro pogadać.
Nawet nie zauważyłam jak blisko Justina siedzę,ale nie przeszkadzało mi to.
-Która godzina?-wypaliłam nagle.
-za piętnaście druga,czemu pytasz?
Szybko wstając strzepałam piasek ze spodni.
-Cholera,moi rodzice pewnie są już w domu-syknęłam.
-Sweetie,spokojnie-Justin cicho się zaśmiał również wstając i idąc w moją stronę.
Cholera.
Moje plecy zderzyły się z czymś twardym-prawdopodobnie z drzewem.
-Za chwilę będziesz w domu-wyszeptał do mojego ucha.
Położył ręce po obu stronach mojej głowy.
Moje serce zaczęło bić szybciej niż zwykle.
Justin jedną ręką złapał delikatnie zagubione pasmo moich włosów i wsunął je za ucho.
-P-powinniśmy już iść-szepnęłam.
Przybliżając się do mnie,jego usta milimetry od moich.
-Pokaż z czego jesteś zrobiona,kotku-wyszeptał a już po chwili,pewnie naprał wargami na moje,zanim zdążyłam to rozszyfrować czy go powstrzymać.
W moim brzuchu pojawiło się stadu motyli.Pierwszy raz czułam coś tak wspaniałego.Minęła chwila gdy moja głowa zaczęła powili rozumieć co właśnie się dzieje.
Chłopak przysunął się jeszcze bliżej,aż jego biodra przyciskały mnie bardziej do drzewa.
Oplatając ręce na jego szyi przyciągnęłam go jeszcze bliżej sobie.
Justin złapał moje biodra w dłonie,jego palce wbijały się w moją skórę.
Głośno jęknęłam kiedy lekko przygryzł zębami moją wargę.
Nie przerywając pocałunki mierzwiłam palcami jego idealnie ułożone włosy.Ugh,wspaniałe uczucie.
Zjechał dłońmi z moich pleców,a później na tyłek raptownie zaciskając na nim dłonie.Mocno zaczerpnęłam powietrza jednocześnie dając mu dostęp do mojego języka.
Wślizgując się językiem do moich ust,oboje jęknęliśmy kiedy nasze języki walczyły o dominacje.
Oderwał się ode mnie wciąż trzymając dłonie na moim tyłu.Oparł czoło o moje głośno oddychają czułam na sobie jego świeży oddech.
Chłopak łobuzersko się uśmiechnął a ja przygryzłam wargę
-Teraz możemy iść-szepnął,przygryzając płatek mojego ucha.

Cała droga minęła w komfortowej ciszy.Żadne z nas się nie odezwało od chwili tej namiętnej chwili.
To było...Gorące.
Nawet się nie obejrzałam kiedy byliśmy już pod moim domem.
-Chyba śpieszyłaś się do domu,ale jeśli chcesz możemy pojechać do mnie-chłopak puścił mi oczko.
-Po moim trupie,Bieber.
Justin głośno się zaśmiał.
-A dostanę chociaż buziaka?-zrobił minę szczeniaczka na co teraz ja się zaśmiałam.
Niepewnie pochyliłam się w stronę chłopaka i musnęłam jego usta.
Justin głośno jęknął.
-Będziesz dziś na imprezie?-spytał.
-Jeśli nie będę nadal więziona we własnym domu to tak.
-Dobra dziewczynka.A teraz idź już.
Przygryzając wargę otworzyłam drzwi i lekko kiwnęłam na niego głową.
-Do później-zawołał.
-Taa.Pa.
Z szerokim uśmiechem weszłam na szczęście do pustego domu.

Justin
4 godziny po tym jak odwiozłem Jul.do domu postanowiłem wziąć prysznic i przebrać się na tą całą ''imprezę''.
Przypominając sobie to co zdarzyło się w lesie uśmiechnąłem się do siebie.Nie oszukując siebie...Całowała zajebiście.Nie zdziwiłbym się gdyby chciała pójść nieco dalej.Ale dziwne  w tym było to,że była spięta...
Z zamyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Wejść-krzyknąłem.
-Siema,stary-odezwał się Marco.
Chłopak przybił ze mną piątkę i usiadł obok mnie na łóżku.
-Wybierasz się gdzieś?-spytał.
-A co?Któryś z chłopaków wysłał Cię tutaj,aby spytać co zamierzam robić,czy co?
-Bieber,po prostu jestem ciekaw-wzruszył-Jutro o północy będzie twój dzień, pamiętaj.Scott dzwonił do McCann i umówił się na spotkanie.Jeśli nie odda kasy zabijasz gnoja.
Uśmiechnąłem się na tą wiadomość.
-Nareszcie robota dla mnie-mruknąłem-A teraz sory ale wybieram się na imprezę.
Wstając zarzuciłem swoją skórzaną skórę na ramię.
Marco również wstając lekko westchnął.
-Chłopie,wyluzuj z tym.Prawie codziennie przyprowadzasz jakieś panienki na jedną noc-syknął-Co mi przypomina,gdzie dzisiaj byłeś?
-W szkole?
-Mnie stary nie oszukasz,więc radzę się teraz przyznać-ostrzegł.
-Ugh...Wtedy w parku,kiedy zabijałem Lego jakaś dziewczyna to słyszała,wtedy zniknąłem,żeby wytłumaczyć jej wszystko...cóż nie wszystko-poprawiłem się.
-Zabiłeś Lego kilka tygodni temu,a teraz umawiasz się z tą dziewczyną?-uniósł brwi-Kurwa,Bieber nie wiesz w co się pakujesz.Ona może zadzwonić na gliny...
-Nie mam na to czasu,idę-warknąłem.
Zabrałem potrzebne mi rzeczy i zbiegłem do garażu,gdzie wsiadłem do samochodu i z piskiem opon wyjechałem na drogę w stronę plaży.
Nie umawiam się z Julie.Wiem,że jej ojciec jest gliniarzem.Zresztą...to moje sprawy.

Po 10 minutach byłem na miejscu.Wszędzie pijani ludzie,dziewczyny ubrane jak dziwki...
Ale moje oczy od razu znalazły jedną brązowowłosą dziewczynę,ubraną w jeansy i bluzkę w kwiaty ze skórzaną kurtką.Wyglądała kurewsko seksownie.
Miała w ręku piwo i widząc jak szybko to wypiła widać było,że robiła to pierwszy raz.Widząc to wybuchłem śmiechem.
-Cześć,skarbie-wyszeptałem jej do ucha.
Dziewczyna podskoczyła kładąc rękę na klatce.
-Idioto!Wystraszyłeś mnie!-syknęła.
-Julie?-zawołała jakaś dziewczyna,tak jakby jej szukając.
-Zaraz wrócę!Udawaj że z kimś rozmawiasz!-rozkazała i podbiegła do przyjaciółki,prowadząc ją w nieznajomy mi kierunek.Zaśmiałem się na jej niewinność.Po chwili straciłem ją z oczu.
-Podać coś?-usłyszałem głos barmana za plecami.
-Piwo.
-Się robi-uśmiechnął się facet,który wyglądał na co najmniej 30 lat.
Po chwili facet postawił przede mną puszę  piwem.
-To twoja dziewczyna?-spytał po chwili.
Rozglądając się zmrużyłem oczy.
-Kogo ma pan na myśli?
-Oh,nie udawaj-zaśmiał się-Ta dziewczyna,która piła tak szybko piwo,jakby chciała się wpasować w imprezę.Znam ją.
-Czyżby?-posłałem mu mały uśmiech.
-Tak.Uważaj z nią.Ona jesteś świetną laską,ale bądź delikatny.
-Delikatny?
Odwracając wzrok z barmana zauważyłem Julie z jakimś obcym mi chłopakiem...Nie wyglądali jakby się znali.
-Dzięki za radę,muszę iść-warknąłem-Obić komuś ryja-tej części barman nie dosłyszał.
-Puść mnie!-usłyszałem słaby głos Julie,która za wszelką cenę chciała wydostać rękę tego śmiecia ze swoich spodni.
-Ej,kolego?!-syknąłem/
W chwili kiedy chłopak się odwrócił dostał pięścią w twarz.
Splunął krwią nadal mając przy tym uśmiech na twarzy.
-To za wsadzanie łap tam gdzie nie potrzeba!-oberwał następny raz,ale teraz w nos.Usłyszałem chrupnięcie,co oznaczało złamanie.
Spojrzałem na zszokowaną Jul.Była kompletnie nawalona.
Kiedy chłopak się wyprostował,wycelowałem w jego jelito aż syknął z bólu.
-A to za bycie idiotą-splunąłem.
Podszedłem do dziewczyny przerzucając ją sobie przez ramię.
-Nie było cię zaledwie 10 minut i już zdążyłaś się tak schlać?-spytałem nie dowierzając.
Dziewczyna cicho zachichotała.
-Jesteś taki silny,Justin-wyszeptała,zwisając głową w dół.
Będąc już przy samochodzie,otworzyłem drzwi i wrzuciłem dziewczynę na przednie siedzenie,sam po chwili siadając za kierownicą.
Chciałem już przekręcić kluczyk w stacyjce ale powstrzymał mnie jej głos.
-Pocałuj mnie-jęknęła.
W myśli się zaśmiałem.
Kładąc rękę na jej udo pochyliłem się do jej ucha.
-Z chęcią ,skarbie.
Pochylając się jeszcze bardziej złączyłem nasze usta w słodkim pocałunku.
Julie zarzuciła ręce za moją szyję,bawiąc się krótkimi włosami.
Przejechałem językiem po jej  dolnej wardze prosząc o dostęp,który z chęcią mi dała.Po chwili nasze języki toczyły walkę.
Odsuwając się ode mnie z głośnym mlaskiem,Julie jęknęła.
-Całujesz tak dobrze.
-Jestem pewien,że połowy z tych rzeczy,co mówisz teraz jutro nie będziesz pamiętać-zaśmiałem się.
Julie lekko się nadymała,krzyżując ręce na piersi.
-Będę pamiętać wszystko,skarbie.

-Gdzie jedziemmmmy?-spytała ziewając.
W tej samej chwili wjechałem na parking mojego domu.
-Idziemy na chwilę do mnie,muszę zgarnąć jedną rzecz-wytłumaczyłem-Idziesz ze mną,czy czekasz?
-Idę-uśmiechnęła się.
Wyszła z samochodu o własnych siłach,więc nie było z nią tak źle,od rzeczy też nie gadała,też plus.
Przytrzymałem jej drzwi,po czym wszedłem za nią.
Spojrzałem w stronę salonu,który był na szczęście pusty.
-Chodź za mną-kiwnąłem na górę.
-Wielki masz dom-szepnęła za mną.
Zaśmiałem się z jej niewinności.
Po chwili otworzyłem drzwi sypialni.

Julie
Kurwa...Jego pokój jest chyba 2 razy taki jak mój...
-Co?-odezwał się nagle.
Znów myślę na głos...
-Nic...Po prostu mówiłam sobie,że twój pokój jest 2 razy taki jak mój-zachichotałam.
-Bieber,w końcuu!-ktoś gwałtownie otworzył drzwi,przez co podskoczyłam.
Odwróciłam się by zobaczyć,wysokiego ciemnowłosego o niebieskich oczach chłopaka.
-Kolejna?-spytał.
Uniosłam brwi ku górze nie wiedząc o co chodzi.
Justin odszedł o jakiejś szafki i podszedł do mnie otwierając drzwi.
-John,żadna kolejna!-wysyczał i praktycznie wypchał mnie ze swojego pokoju.
-O co chodziło temu facetowi?-spytałam.Justin wciąż pchał mnie po schodach,aby po chwili wsiąść do auta.
-Pewnie pomyślał,że jesteś kolejną laską do pieprzenia-mruknął wyjeżdżając z podjazdu.
Moje oczy się rozszerzyły.
-Więc-urwałam,uświadamiając sobie co właśnie powiedział-Jestem dla ciebie kimś do pieprzenia?
-Nah,Julie.To nie tak.
Poczułam jak słona ciesz spływa po moim policzku.Postanowiłam się przed nim nie rozklejać.
-Więc teraz będziesz mnie ignorować?-syknął.
Zignorowałam to.
Po chwili samochód stanął.Nawet nie zorientowałam się,że tak szybko jechaliśmy,bo staliśmy już kilka metrów od mojego domu.
-Kurde,no przepraszam-odezwał się sięgając po moją dłoń.Nie zabrałam jej.
-On serio uważał mnie za dziwkę?
Chłopak westchnął.
-Co? Skrabie...To nie tak...Chodzi o to-przerwał oblizując usta-Chodzi o to,że cytuje prawie codziennie przyprowadzasz sobie panienki na jedną noc.
Moje oczy się rozszerzyły
-Więc ja będę jedną z nich?-spytałam.
-Nie-uśmiechnął się,i musnął mój policzek.
-P-pójdę już.
-Buziaka na dobranoc dostanę?-jęknął.
Zachichotałam pochylając się by musnąć jego wargi.
-Umm-oblizując usta westchnął-teraz już idź.Dobranoc,księżniczko.
Księżniczko.
Pochylając się po raz kolejny dałam mu kolejnego całusa.
-Uwielbiam jak mówisz do mnie księżniczko lub skarbie-mruknęłam z uśmiechem.
-Gwarantuje,że tego też nie będziesz pamiętać-zaśmiał się.
-Dobranoc,Justin-szepnęłam i wyskoczyłam z jego samochodu.
-Dobranoc,skarbie.
Wysłałam mu buziaka i pobiegłam do domu.
Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do domu,spodziewając się,że wszyscy śpią.
-Gdzie byłaś młoda damo? Kate dzwoniła i pytała o ciebie!-syknęła mama stojąc w korytarzu.
Przeklinam swoje życie.
~~
To mamy 5 rozdział :)
Julie+Justin moment jest?
rozdział przed weekendem jest?
aww
wydaje mi się że wyszedł dość długi :) pisałam bez niczyjej pomocy :)
więc...nie będę się rozpisywać... +nie jestem genuszem z matmy ale jak mi się wydaje to za 1h i 30 min,Justin skończy 20 lat...20 lat...ta strasznie szybko...:((
Miłego czytania,miśki :)
http://ask.fm/BieberBigLove - ask :)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ



Obserwatorzy