sobota, 26 lipca 2014

Fifteen

Staliśmy pod drzwiami domu rodziców Justina.Widziałam,że lekko się denerwował.
-No-poganiałam go-Dalej.
Szatyn w końcu odważył się i zadzwonił.Dzwonek rozniósł się po całym domu.
Po chwili w drzwiach stanęła kobieta,średniego wzrostu.Była piękna.
-Synku!-szepnęła i położyła dłoń na ustach-W końcu!
Podbiegła do chłopaka i mocno go przytuliła.
-Tęskniłem-przyznał.
-Ja również.
-Um,mamo?-odezwał się szatyn kiedy oderwał się od rodzicielki-To jest Julia.
-Dzień dobry-szepnęłam z uśmiechem.
-Witaj kochanie-przytuliła mnie.Zrobiło mi się strasznie miło-Jestem Pattie.A ty musisz być...dziewczyną mojego syna?-uśmiechnęła się szeroko.
Przytaknęłam.
-Justin?-usłyszałam słodki głos Jazzy-O mój boże!-pisnęła i wleciała w jego ramiona prawie zwalając go z nóg.
-Ja też się cieszę,że cię widzę,siostrzyczko-wyszeptał.
-Wejdźcie dzieci do środka-zaproponowała pani Bieber.
Wszyscy weszliśmy do wielkiego domu i skierowaliśmy się do salonu.
-Gdzie tata?-spytał szatyn.
-Na górze-szepnęła Pattie-Pakuje się.Dziś w nocy wyjeżdża do wojska.
Spojrzałam na Justina,z jego twarzy zszedł uśmiech. Stał się momentalnie cały blady.
-Justin, w porządku?-spytałam niepewnie,kładą mu dłoń na ramieniu.
-M-mogę się z nim przyw...-zaczął ale po chwili do salonu wszedł mężczyzna,Justin jest chyba jego młodszą kopią.
-Justin?-ton głosu jak zakładam ojca Justina był donośny.Jakby nie mógł uwierzyć,że jego syn stoi zaledwie 10 kroków od niego.
-Tato-zachrypł Justin.
Już po chwili obydwaj wpadli sobie w ramiona i powitali się mocnym uściskiem i klepnięciem w plecy.
-Nadal nie wierzę,że tu jesteś. Tak dawno Cię nie widzieliśmy. Razem z twoją matką nie mieliśmy odwagi,żeby do ciebie zadzwonić i przeprosić-szepnął patrząc prosto w oczy szatynowi.
Ja,Pattie i Jazzy przyglądałyśmy się scence przed nami.Zauważyłam również,że mama Justina próbuje ukryć słoną ciecz spływającą jej z oczu.
-W porządku tato-wyszczerzył się Justin-Cóż, między innymi to ja powinienem przeprosić was. Wiem,że chłopaki źle na mnie wpływali.Dlatego przyjąłem waszą propozycję i zamieszkam znów z wami.
-O mój boże! Justin! Nawet nie wiesz jak się ciesz! Aw kocham cię!-rzuciła się na chłopaka Jazzy.Objęła go nogami w pasie a Justin się tylko śmiał.
-Kochanie,daj bratu złapać powietrza-stwierdziła Pattie-Chodźmy.Obiad zaraz będzie gotowy.
Jazzy złapała Justina pod ramię i zaczęła coś opowiadać,Jeremy szedł za nimi.Ja zaś z Pattie podążyłam do kuchni gdzie unosił się już znakomity zapach.
-Mogę w czymś pomóc?-spytałam.
-Oh,Julia-uśmiechnęła się serdecznie kobieta-Skoro już tu jesteś możesz dokroić pomidor do tej sałatki,poproszę.
-Oczywiście-skinęłam głową i zabrałam się za robotę.
-Zgaduję,że to ty namówiłaś Justina do przeprowadzki tutaj-zachichotała nadal się uśmiechając.
-Nie,właśnie o to chodzi,że to on sam doszedł do wniosku,że najwyższy czas się pogodzić-uśmiechnęłam się spoglądając na kobietę-Powiedział mi to dziś.Jakieś 2 godziny temu zanim tu przyjechaliśmy.
-Chciał,żebyś dodała mu odwagi.Justin cały czas zgrywa twardziela i nie mówię,że nim nie jest ale...czasem w środku czuje coś zupełnie innego...Smutek czy złość.Nieraz wyładowuje złość na kimś lub na czymś a czasem po prostu skrywa to w sobie.
-Tak,już to zauważyłam.Niektórzy uważają Justina za złego człowieka...Ja uważam,że jest on bardzo słodkim,opiekuńczym i troskliwym chłopakiem.
-Coś Ci powiem kochanie-przybliżyła się do mnie i złapała za moją dłoń-Zmieniłaś mojego syna,słonko.Dziękuje Ci za to z całego serca.Miał kiedyś dziewczynę,ale była straszną zdzirą-zachichotała na co jej zawtórowałam-Chciała tylko pieniędzy,drogich prezentów...Widzę po tobie,że taka nie jesteś.Dziękuje Ci kochanie.
Po naszych policzkach popłynęły łzy i szybko się do siebie przytuliłyśmy.Uważam,że chyba każda dziewczyna chciałaby usłyszeć od mamy swojego chłopaka takie miłe słowa.
-Witam lejdis-wparował Justin na co od razu od siebie odskoczyłyśmy i wytarłyśmy policzki z łez-Płakałyście?
-Nie!-powiedziałyśmy jednocześnie i zaczęłyśmy się śmiać.
Justin podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. Pattie wróciła do swojego poprzedniego zajęcia i nie zwracała na nas uwagi. Ja zaczęłam kończyć walkę z pomidorami.Justin nadal mnie obejmował.
-Skarbie,powiesz mi o czym rozmawiałyście?-szepnął do mojego ucha lekko je przygryzając.
-Justin odejdź,jestem teraz zajęta-zachichotałam.
Szatyn lekko ścisnął mój tyłek na co jęknęłam i lekko podskoczyłam.
-Chcesz,żebym się skaleczyła?-warknęłam. I jak na zawołanie przejechałam nożem po palcu wskazującym.
-O kurwa!-krzyknął Justin,szybko się ode mnie odrywając i chwytając za mój ranny palec.
-Justin! Język...Co się stało?-spytała Pattie podbiegając do nas.
-Kochanie,przepraszam.Na prawdę nie chciałem.Mamo daj mi apteczkę.
Justin złapał mnie za dłoń i poprowadził do krzesła w jadalni,prosząc abym usiadła.
-Justin,nic mi przecież nie jest-zaśmiałam się-To tylko draśnięcie.
-Tylko się nie wykrwaw..-szeptał do siebie myśląc,że tego nie słyszę.
Cholernie bałam się krwi więc nie patrzałam na skaleczony palec.Po chwili przyszła Pattie z czerwonym pudełeczkiem,na którym widniał biały krzyż.
Szatyn polał mi palca czym odkażającym po czym przykleił tam plaster.
-Boli? Skarbie,na prawdę nie chciałem.Myślałem,że aż tak cię nie rozproszę,przepraszam. Skarbie,przep....
Pochyliłam się do chłopaka i przycisnęłam swoje wargi do jego ust i mocno go pocałowałam.
-Nic mi nie jest-zachichotałam.
-Przepraszam-szepnął i jeszcze raz mnie pocałował.
-Yhm!-ktoś odchrząknął z tyłu-Nie chcę wam przerywać tej romantycznej chwili dzieciaczki,ale obiad gotowy-zaśmiał się Jeremy.

Po skończonym obiedzie poszliśmy z Justinem do jego dawnego a zaraz już niedługo nowego pokoju.
Leżeliśmy na jego wielkim łóżku,moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej.Liczyłam bicie jego serca.Nagle przytuliłam go mocno do siebie.Nie patrzałam na to czy go dusze czy nie.Tak bardzo tego potrzebowałam.
-Ej,skarbie.Nigdzie nie idę-zaśmiał się-Nie puszczę cię.
-Nie puszczaj-szepnęłam.
Szatyn zaczął bawić się moimi włosami.Co chwilę całował mnie w głowę.To było strasznie przyjemne.Tak bardzo mi na nim zależy.
Po chwili odpłynęłam w głęboki sen.
-Chodź tu mała jędzo!-usłyszałam głos ojca.Znów był napity.
Zaczęłam uciekać na górę.Wpadłam do mojego pokoju,zamknęłam drzwi i usiadłam po drugiej stronie.Nie mogłam przestać płakać.
-Otwieraj drzwi,dziwko!-krzyczał
Boże dopomóż!
Wiedziałam,że ojciec w tym stanie może zrobić nawet najgorszą rzecz na świecie.Nienawidziłam go.
Nagle poczułam mocny ból w plecach.Leżałam już na brzuchu.Ojciec wyważył drzwi.
-Słoneczko,chcę tylko porozmawiać-wyszeptał.
Wiedziałam,że zaraz mnie zgwałci.
-Idź stąd! Zostaw mnie! Jeśli chcesz kogoś przelecieć idź na dziwki! Nie do mnie! 
-Oh popatrz.Przede mną siedzi jedna dziwka-uśmiechnął się sztucznie-Czas na małą lekcje.Klękaj!
Po chwili jego spodnie były już przy ziemi.
-Klękaj dziwko!
-Julia?-ktoś szepnął-Julia obudź się!
-Nie krzywdź mnie!Proszę!-łkałam.
-Skarbie,to tylko ja.Nie zamierzam Cię skrzywdzić. To tylko sen.Skarbie proszę,obudź się.
Kiedy usłyszałam głos Justina poderwałam się na równe nogi.
-Kochanie,to tylko sen-szatyn stanął obok mnie.
Nie mogłam oddychać. Miałam atak paniki....
-Julia?-szepnął i złapał moją dłoń-Julia oddychaj! Skarbie!
2 wdechy, 3 wydechy! Julia oddychaj!
-Błagam cię! oddychaj!-warknął lekko mną potrząsając.
Mój oddech wrócił do normy.Przetarłam policzki i poczułam,że są mokre.
-W porządku?-spytał z troską i mocno mnie do siebie przytulił-Płakałaś przez sen.Opowiedz mi,co Ci się śniło.
Co miałam powiedzieć? Oh to zwykły sen.Śniło mi się tylko,że mój tatuś chciał mnie zgwałcić. To przecież nic takiego.
-Um.Nie chcę o tym gadać.Nie gniewaj się...
Poczułam wibrację w telefonie.Dzwoniła mama.
-Julia?-szepnęła,nie dając mi dojść do słowa-Julia skarbie,błagam cię przyjdź szybko! Twój ojciec wpadł w szał-płakała.
-J-już idę-szepnęłam zakrywając usta dłonią przygotowując się do tego,co miało stać się jak wrócę do domu.Schowałam telefon do kieszeni i rozpaczliwie ciągnęłam za końcówki włosów.
-J-ja muszę iść-szepnęłam.
-Powiedz mi o co chodzi. Nie puszę Cię w takim stanie.
-Muszę p-pomóc mamie-złapałam się za głowę zmierzając ku wyjścia.
-Kurwa mać! powiedz mi co się stało! 
-Mój ojciec...Wpadł w szał,Justin!
-Jadę z tobą-warknął i wyparował z pokoju a ja zaraz za nim. Nie sprzeciwiałam się. Nie wiedziałam jak źle jest z ojcem.Bałam się.
Rzucił mamie,że zaraz wróci i pojechaliśmy pod mój dom. Nasze domy były bardzo blisko siebie, więc w mgnieniu oka już byliśmy.
-Mark,błagam cię uspokój się!-usłyszałam rozpaczliwy głos mamy.
Pobiegłam w stronę salonu gdzie zastałam ojca kompletnie pijanego...Jeszcze gorzej niż wcześniej.
-Ty!-zwrócił się do Justina stojącego za mną-To ty mały chuju tak zmieniłeś moją córkę! Co przeleciałeś ją,że tak się ciebie trzyma?
-Przestań!-krzyknęłam.Nie potrzebnie. Poczułam ból na lewym policzku.
-Odbiło Ci? To twoja córka!-krzyknął Justin i zasłonił mnie teraz swoim ciałem.
-Oh, tak jej bronisz? Prawdziwy książę na białym koniu!-zaśmiał się ojciec.
Spojrzałam w stronę mamy.Siedziała na kanapie, trzęsąc się i płacząc. Chciałam do niej podbiec ale wiedziałam,że muszę pilnować,żeby ojciec nie zrobił krzywdy Justinowi.
-Przyznaj się,że dobrałeś się mojej córce do majtek!
-Ona nie jest małą dziewczynką! Ma już prawie 17 lat! I to co robi ze swoim ciałem nie jest pana sprawą!
Ojciec wymierzył cios w stronę twarzy szatyna. Justin był szybszy i chwycił nadgarstek ojca wykręcając mu rękę do tyłu.
-Straszny z ciebie policjant,skoro nie umiesz się obronić-prychnął Justin.
Justin złapał ojca za drugą rękę i wyprowadził do drzwi.
-Nie chcę widzieć cię obok nich! Rozumiesz?-usłyszałam cichy głos Justina za mną-Wynoś się stąd!
-T-ty gówniarzu!-krzyknął ojciec dobijając się do drzwi.Justin jedynie przekręcił je na klucz.
-Oh,Julia!-szepnęła mama zalewając się jeszcze głośniejszym płaczem.
Podbiegłam do niej i mocno ją przytuliłam.Chciałam również się rozpłakać,ale postanowiłam zostać silna.Muszę.
-Shhh,nie płacz.Justin do wygonił.Już tu nie przyjdzie.Spokojnie-masowałam jej plecy w celu ukojenia.
Poczułam,że Justin na nas patrzy ale jak na razie to zignorowałam.
-Jak twój policzek? Ten sukinsyn położył na ciebie rękę. Pokarz się-złapała moją twarz przyglądając się czerwonemu śladu na moim policzku.
-Nic mi nie jest.Wszystko w porządku-szepnęłam i odsunęłam się od niej-Spróbuj się przespać.Niedługo do ciebie wrócę.Będziemy na górze.Śpij.

Kiedy już byliśmy w moim pokoju,Justin siedział na łóżku wpatrując się w jeden punkt.
Ja usiadłam na krześle przy biurku wpatrując się w szatyna.
-Justin?-spytałam.
-Hmm?
-Jeśli chcesz,możesz iść-uśmiechnęłam się i podeszłam do lustra przy toaletce-Damy sobie radę.
Po chwili Justin znalazł się obok mnie przytulając mnie od tyłu.Położył dłoń na moim policzku i lekko go przetarł.
-Boli?-spytał z ogromną troską w głosie.
-N-nie.Już nie.
-Zabiłbym go.Przysięgam.Mimo,że to twój ojciec.Jak mógł położyć rękę na swoją jedyną córkę?
-Justin proszę...
-Nie! Kurwa!-odsunął się ode mnie o przeczesał  frustrująco włosy.
Nagle zesmutniałam jeszcze bardziej i usiadłam na łóżku.
Justin szybko do mnie podszedł i uklęknął przede mną.
-Teraz kiedy będziesz gdziekolwiek wychodzić z domu, masz do mnie zadzwonić,dobrze?Nie wiadomo co twojemu ojcu uderzy do głowy.
Przytaknęłam głową i po prostu wskoczyłam w jego ramiona cicho płacząc.
-Shhh,nie płacz kochanie.Jestem tu-szepnął cmokając mój policzek-Nie płacz.Jesteś zbyt piękna,żeby płakać,skarbie.
Justin zaniósł mnie do łazienki i posadził na szafce obok zlewu.
-Odświeżymy cię teraz,dobrze?-spytał patrząc głęboko w moje oczy.
Przytaknęłam głową.Byłam zbyt zmęczona,żeby wydusić z siebie chodź jedno słowo.
-Chcesz,żebym Ci pomógł?
Spojrzałam na niego osłupiała.Ma widzieć moje nagie ciało?
-Spokojnie-uśmiechnął się.Obiecuje,że nie będę patrzał.
Niepewnie skinęłam głową po raz drugi.
Chłopak cmoknął moje usta i zaczął ściągać moją bluzkę.
Kiedy zostałam w samej bieliźnie postanowiłam,że to za wcześnie.
-Poradzę już sobie-uśmiechnęłam się po czym stanęłam na palach i cmoknęłam usta Justina.
Szatyn lekko szczypnął mój tyłek i wyszedł z łazienki.
Tak bardzo go kocham.Mam u to powiedzieć? Czy poczekać,aż sam mi to powie?
~~
Tak więc mamy już 15 rozdział :)
Dziękuje Nikoli za wspieranie mnie hahah <3
Pisałam rozdział 4 godziny.Mam nadzieje,że jesteście ze mnie dumni haha ^^
Dziękuje za 10 motywującch komentarzy i tyle miłych słów. To serio miłe :) Jesteście kochani :)
Jaak zwykle nie wiem co dalej napisac hahahhahaahha ;)
Jest już 00:20. specjalnie na napisanie tego rozdziału wypiłam energetyka i kawę,żeby mieć siłę na dalsze pisanie,ponieważ zależało mi na tym żeby jeszcze dzisiaj dodać rozdział :) włala, oto on ;)
http://ask.fm/BieberBigLove <- tu zadawajcie wasze pytania :) nie odpowiadam na pytania pod rozdziałami!!!!!!! :)
Miłego czytania i dobranoc miśki <3



środa, 23 lipca 2014

Fourteen

Julia
Obudziłam się przez ciągłe pocałunki na szyi.
Spojrzałam zdezorientowana w lewo i trochę w górę ziewając.
-Cześć,piękna-usłyszałam znajomy głos.
Leżałam prawie całą sobą na ciele Justina.Nawet nie wiem jak to się stało.Na prawdę.
-Hej-musnęłam lekko jego wargi-Hm,która godzina?
Justin spojrzał na szafkę nocną gdzie leżał jego telefon po czym odwrócił się z nim do mnie.
-Przed 11-uśmiechnął się.
-Niedługo będę musiała wracać-zszedł mi jak i Justinowi uśmiech z twarzy.Po chwili o czymś pomyślałam i uradowana prawie spadłam z łóżka.Dosłownie-Mój tata dziś od 6 rano do 15 jest w pracy więc nic mi nie szkodzi.
-A co z mamą?
-Cóż,zapomniałam Ci powiedzieć,że odbyłam wczoraj z mamą rozmowę,przy której nie było ojca.Najpierw powiedziała mi o Nowym Yorku, a kiedy zaczęłam płakać i mówić,że nie mogę jego zostawić zaczęła...
-Jego?-zapytał-jego czyli kogo?-słychać w jego głosie niepewność.
Zachichotałam,po czym zarumieniłam się i przeniosłam wzrok na drugą stronę pokoju tylko po to,aby Justin nie patrzał jak się przed nim czerwienie.
-Chodziło mi o ciebie-uśmiechnąłem się mimowolnie,i za chwilę poczułam ciepłą dłoń Justina na moim odkrytym udzie.Poczułam ciarki na całym ciele,chłopak to wyczuł i po chwili zaczął chichotać.
-Jesteś tak poddana na mój dotyk-szepnął mi do ucha-Kontynuuj.
-W-więc mama zaczęła dopytywać.Spytała czy jesteś seksowny-wybuchałam śmiechem i spojrzałam na rozpromienioną twarz chłopaka.
-Zakładam,że powiedziałaś 'oczywiście'-mruknął do mojego ucha i lekko je przygryzł.
-Tak-szepnęłam i położyłam głowę na jego klatce.Oddychał spokojnie.Słuchałam bicie jego serca.Mój chłopak już oficjalnie.
-Kochanie?Proszę,abyś teraz wolno,jak najwolniej odwróciła się w moją stronę-szepnął w taki sposób jakby od tego miało zależeć jego życie.Zadrżałam.
Powoli tak jak mi rozkazał odwróciłam się w jego stronę.Nie spodziewałam się tego,że w tym momencie zrobi mi zdjęcie.
-Justin! Usuń to!-krzyczałam-Jesteś niemożliwy!
-Słyszałem to kiedyś-ciągle się śmiał a to doprowadzało mnie do szaleństwa.Zaczął klikać jeszcze kilka razy i przystawił mi swój telefon przed oczy,alby pokazać moje zdjęcie na jego tapecie.
-Błagam cię,usuń to-prosiłam ale on był zbyt uparty.

Kiedy się odświeżyliśmy i zjedliśmy śniadanie Justin odwiózł mnie do domu.Była już godzina 13.Mama pewnie traci zmysły.
-Kiedy się zobaczymy?-spytał trzymając moją dłoń i lekko ją muskając.
-Nie wiem,Justin...
-Cóż,chyba nie będziemy parą na odległość prawda?-mruknął.
-Spotkajmy się albo jeszcze dziś albo jutro-uśmiechnęłam się i pochyliłam,aby musnąć jego wargi.
-Do zobaczenia-dodałam.
-Pa-uśmiechnął się i pomachał w moją stronę.
Weszłam do domu, ściągnęłam buty i kiedy już chciałam wejść na górę do swojego pokoju przerwał mi głos ojca.
-Podejdź tu w tej chwili-warknął.
To po mnie.
-Możesz mi powiedzieć gdzie byłaś przez całą noc?-ryknął kiedy stałam już w salonie.
Wzdrygnęłam się.
-Dlaczego nie jesteś w pracy?-wypaliłam.
-Nie zmieniaj tematu!-krzyknął po czym wstał i zaczął iść w moją stronę. Nigdy nie widziałam ojca w takim stanie. Zważywszy na to,że tata szedł chwiejnym krokiem można było uznać,że pił.Wystraszona cofnęłam się o kilka kroków.
-Gdzie.Do.Kurwy.Nędzy byłaś?-ryknął po raz kolejny.
-B-byłam u Kate-skłamałam.
-Kiedy powiesz w końcu swojemu tatusiowi prawdę?-zapytał sarkastycznie-Powiedz prawdę mała suko!
-Mark! Jeszcze raz zwrócisz się do naszej córki w taki sposób przysięgam,że...
-Że co?-zaśmiał się-Jaka matka taka córka.
Ojciec podszedł do mamy i ją spoliczkował.Nie wiedząc co się dzieje,zakryłam dłonią usta,zaczęłam płakać i podbiegłam do mamy mocno ją przytulając.
-T-ty potworze!-warknęła rodzicielka.
-Shhh-uciszałam mamę a sama głośno płakałam.
Ojciec zaczął się do nas zbliżać.
-Odejdź! Rozumiesz? Zostaw nas! Jesteś pijany!-krzyczałam.
Ojciec podszedł do mnie po czym złapał mnie mocno za włosy na co głośno pisnęłam.
-Puść mnie!
-Mógłbym kazać Ci teraz klęczeć i robić to,co robiłaś zapewne dzisiaj w nocy,dziwko-mruknął po czym rzucił mną i ziemie i odszedł.Po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych.
-Kochanie-podbiegła do mnie mama-W-wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? Zrobił Ci krzywdę?
Otarłam policzki i próbowałam się uśmiechnąć ale wyszedł z tego grymas.
-Wszystko dobrze. A tobie? Wszystko ok?-spytałam przytulając się do niej.
-Tak.Julia...Przepraszam.Mogłam powstrzymać go szybciej.Nie wiem co w niego wstąpiło-wybuchła płaczem.Mocno mnie ściskając.
-Mamo nie płacz,proszę-uciszałam ją-Pokłóciliście się?
-N-Nie.Poszłam do mamy Kate sprawdzić czy Cię tam nie ma,a kiedy Kate powiedziała,że nie widziała Cię cały dzień zaczęłam się martwić i Rose zaprosiła mnie na kawę.Kiedy po 2 godzinach wróciłam do domu,zastałam twojego ojca kompletnie pijanego.Zaczął krzyczeć i wmawiać mi,że byłam u kochanka i mam romans-wydukała-Julia to nie jest pierwszy taki raz.Zaczynam się go bać.A co najważniejsze,najbardziej boje się o ciebie.Co mi przypomina gdzie byłaś w nocy?Martwiłam się.
-Byłam u Justina,mamo.Było już późno a on zaproponował,żebym zanocowała u niego.
-Nie spaliście w jednym łóżku prawda?-spytała.
Lekko się zaśmiałam.
-Oczywiście,że nie-znów skłamałam.
-Coraz częściej się widujcie.Co jest pomiędzy wami?-spytała podnosząc się i siadając na kanapie po czym gestem zaprosiła,aby usiadła obok niej.
-Wczoraj zapytał czy zostanę jego dziewczyną-lekko zachichotałam i poczułam rumieniec na twarzy.
-Skarbie.To wspaniale-pocałowała mój policzek-Kiedy będę mogła go poznać?
-Mamo,nie przyprowadzę Justina do domu.Ojciec najwidoczniej nie chce,żebym miała chłopaka.
Poczułam wibracje w kieszeni spodni.
-H-Halo?-spytałam.
-Skarbie?Co się dzieje?-spytał Justin.
-Nic.
-Powiedz mi,co się dzieje-nalegał.
-Justin to nie jest rozmowa na telefon-wybrnęłam-Dlaczego dzwonisz?Coś się stało?
-Chciałbym z tobą porozmawiać.Teraz-mruknął-Jest taka możliwość?
-Tak.Oczywiście.
-Zaraz po ciebie przyjadę-odpowiedział po czym się rozłączył.

Otworzyłam drzwi sportowego samochodu Justina i weszłam do środka czując zapach jego perfum połączony z zapachem papierosów.
-Hej-pocałowałam chłopaka w policzek.
-Cześć-odpowiedział po czym odpalił silnik i ruszył wzdłuż ulicy.
-Gdzie jedziemy?-spytałam.
-W jakieś ustronne miejsce.Musisz mi doradzić-szepnął.Chwilę później całkowicie skupił się na kierownicy.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce po prostu siedzieliśmy w samochodzie.Denerwowała mnie ta cisza więc postanowiłam ją przerwać.
-Justin co się dzieje?
-Chcę pogodzić się z rodzicami i wprowadzić się do nich.
-A chłopaki? i wasz-zrobiłam cudzysłów-biznes?
-Nie chcę mieć dłużej z tym nic wspólnego-mruknął-Dzisiaj dzwoniła moja mama,wiesz?
-To chyba dobrze,prawda?
-Powiedziała,że razem z ojcem chcą abym ich odwiedził-powiedział smutno.
-To raczej też jest dobra wiadomość-poskoczyłam na siedzeniu i złapałam rękę chłopaka.
-Sam nie wiem,Julia-szepnął i zaczął bawić się moimi palcami-Chcesz pojechać ze mną ich odwiedzić?
Spojrzałam na niego lekko zmieszana i widziałam w jego oczach smutek,żal i tęsknotę.
-Pewnie-posłałam mu skromny uśmiech-Kiedy?
-Nawet dzisiaj.
-Okej.A chłopaki wiedzą?
-Szczerze?Nie obchodzi mnie to jak zareagują. Zamierzam się od nich wyprowadzić-uśmiechnął się-I przyjąć propozycję mamy.
-Mam nadzieje,że wszystko będzie dobrze-uśmiechnęłam się na myśl,że Justin będzie znów z rodzicami.
-Spójrz na mnie-rozkazał łagodnie.
Wykonałam jego polecenie.
-Skarbie co się stało?Kiedy zadzwoniłem miałaś bardzo zmartwiony głos.
-Oh,to nic takiego.Nie przejm...
-Julia!
-Naprawdę nie masz się czym mart...
-Julia!-warknął szatyn.
-Tata nazwał mnie dziwką.
-On co?
-Kiedy mnie odwiozłeś spodziewałam się mamy,chciałam się pochwalić związkiem z tobą kiedy usłyszałam głos ojca,który wołał mnie do siebie.Poszłam do salonu i zastałam go upitego.Zaczął na mnie krzyczeć.Spoliczkował moją mamę,która starała mnie obronić.Później złapał mnie za włosy i wykrzyczał,że mogłabym teraz klęczeć i robić to co robiłam z tobą zapewne w nocy i wtedy nazwał mnie dz...
-Chodź tu-usłyszałam głos chłopaka.Po chwili siedziałam na niego kolanach cicho szlochając.
-Shh.Nie płacz,skarbie-gładził moje plecy.
Kiedy się uspokoiłam,Justin otarł moją twarz z łez i jeszcze chwilę mnie pocieszał.Później ruszyliśmy chyba do jego rodziców.
-Justin boje się...
-Czego?-spojrzał na mnie zdziwiony.
-Że zrobię na nich złe wrażenie.
Justin wybuchł śmiechem a ja skarciłam go wzrokiem.
-Kochanie,wystarczy że będziesz sobą a oni od razu cię pokochają-cmoknął moje usta.
-Więc miejmy to już za sobą-jęknęłam i zagryzłam dolną wargę.
Justin nagle lekko się podniósł,złapał za moje nadgarstki i łapczywie wbił się w moje usta.
-Nie jęcz-zagryzł moją wargę-kiedy jesteś w moim pobliżu!
~~
Wiem że większość z was długo czekała na ten rozdział.
Wiem też,że jest krótki. 
I robie zwrot akcji.Justin zmieni się o 180 stopni.W prawdzie cały blog zmieni się o 180 stopni :)
Miałam jeszcze dziś zacząć nowy rozdział ale zaczne go jutro :)
Miłego czytania miśki :)
+Miałabym do was ogromną prośbę.Udostępniajcie bloga,żeby każdy się o nim dowiedział.
Komentujcie jak podoba wam się moje opowiadanie :)
Komentujesz=motywujesz!
Dziękuje za dobre słowa.Jesteście kochani!
DOBIJECIE DO chociaż 10 KOMENTARZY? LICZĘ NA WAS!
LOVE



sobota, 12 lipca 2014

Thirteen

-Julia?-usłyszałam głos Justina gdzieś w oddali.
-Justin! Justin pomóż mi!-krzyczałam.
-Nie ma tu żadnego Justina złotko.Zamierzam się przelecieć na swoje stare lata.

Justin
Czekając na Julię w samochodzie,aby po jej treningu zabrać ją do siebie, usłyszałem wołanie o pomoc.Postanowiłem to ignorować ale ciągłe 'Ratunku' nie dawało spokoju mojemu sumieniu.
-Ratunku!-usłyszałem głos dziewczyny...Dziewczyny,która miała identyczny głos do Julii...Kurwa!
-Julia?-krzyknąłem idąc w kierunku kortu.
-Justin!-odkrzyknęła moje imię i słyszalny był jej szloch.Przyśpieszyłem-Justin pomóż mi!
Zacząłem biec i kiedy byłem już na tym pieprzonym korcie zobaczyłem widok,który zmroził mi krew w żyłach.
Stary chuj Lucas leżał na trzęsącym się ciele Juli,mając rękę w jej spodniach i całując ją w szyję.To wywołało u mnie instynkt mordercy.
-Ty skurwysynie! Masz 5 sekund na zejście z niej albo kurwa zabije Cię właśnie w tym miejscu gdzie stoisz!
Lucas odwrócił się spoglądając na mnie swoim łapczywym wzrokiem,oblizał usta po czym spojrzał na płaczącą Julię.
-Twój kochaś przyszedł Cię uratować?-spytał po czym musnął jej policzek co dało mi szanse do skopania jego ryja.
Podszedłem do niego i chwyciłem go za jego szmaty.
-Będę patrzał stary chuju jak przede mną umierasz!-warknąłem po czym uderzyłem pięścią w jego nos.Powtórzyłem czynność jeszcze kilka razy i kiedy zobaczyłem,że Lucas nie ma już sił aby się bronić kopnąłem w jego jelito kilka razy i odpuściłem.
-Jeszcze kurwa raz zobaczę,że przez ciebie moja dziewczyna cierpi zginiesz skurwysynie!-mruknąłem i kopnąłem go jeszcze raz w brzuch-Karma jest suką!
Odwróciłem się do Juli i ujrzałem ją już stojącą całą we łzach z poszarpanymi ubraniami.Cała się trzęsła a mnie zalała fala smutku na ten widok.Podszedłem do niej powoli i chciałem ją przytulić na co ona szybko odskoczyła i szepnęła.
-Nie chcę zostać znów skrzywdzona...
Kiedy wtedy zalała mnie fala smutku,wyobraźcie sobie co czułem teraz.
-Skarbie,nie skrzywdzę cię. Chcę Cię stąd zabrać-wyciągnąłem ku niej dłoń a ona na nią spojrzała-No dalej.
Dziewczyna chwyciła moją ręką i szybko się do mnie przytuliła,płacząc jeszcze bardziej.
-Nie płacz,dziecinko. Wszystko jest już dobrze-szepnąłem do jej ucha,masując jej plecy-Pojedziemy teraz do mnie,dobrze?
Julia tylko skinęła głową i gdy miałem już wziąć ją w swoje ramiona ona chicho szepnęła.
-Justin w szatni są moje rzeczy.Muszę po nie wrócić.
-Ja to zrobię-uśmiechnąłem się-Idź do samochodu zaraz wrócę.

Próbowałam się uspokoić na tyle,żeby nie wystraszyć bardziej Julii.Zaciskałem mocno ręce na kierownicy.Sięgnąłem po fajkę do schowka i szybko ją zapaliłem. Zaciągnąłem się i wypuściłem kilka idealnych kółek z dymu.
Czułem,że dziewczyna bacznie mi się przygląda.
-Mogę?-usłyszałem jej cichy głosik.
Spojrzałem na nią zdezorientowany.
-Możesz co?-spytałem unosząc brwi.
-Spróbować-pokazała na papierosa.
-Nie-mruknąłem patrząc nadal na jezdnie.
-W takim razie sama wezmę.
Patrząc na Julię,zobaczyłem,że wyciąga ze schowka paczkę białych Malboro.
-Poczekaj-westchnąłem i zjechałem na pobocze.
Dziewczyna najwyraźniej mnie posłuchała bo odłożyła paczkę i patrzała w dal.
-Chodź-mruknąłem i wyszedłem z samochodu zabierając ze sobą papierosy.
Julia wykonała moje polecenie i wyszła z samochodu zaraz za mną. Poszliśmy w głąb polany aż trafiliśmy do małego lasku. Ujrzałem wielki kamień i postanowiłem,że tam przysiądziemy.
-Justin nie wejdę na niego-szepnęła za mną a ja tylko cicho się zaśmiałem.
-Spokojnie,skarbie. Pomogę Ci.
Podsadziłem dziewczynę a ta na czworaka się wpełzała dalej na kamień.Zacząłem się niekontrolowanie śmiać,ponieważ miała na sobie krótkie spodenki,przy których było widać jej tyłek kiedy się wypięła.To wyglądało komicznie.
-Co cię tak bawi?-warknęła kiedy już usiadła.
Spojrzałem na nią krótko.
-Ty.
Kiedy już wspiąłem się na kamień przysiadłem obok niej.Wyjąłem jednego papierosa z paczki,wsadziłem go do ust i odpaliłem.
-Jesteś pewna,że chcesz?-spytałem patrząc jej w oczy.
-Justin to tylko papieros.
Wzruszyłem ramionami i podałem jej go.Bacznie ją obserwowałem.Kiedy się zaciągała...Kiedy wypuszczała dym...I kiedy na koniec lekko zakasłała próbując to kontrolować...Przyglądałem się jej jeszcze chwilę kiedy coś do mnie dotarło...Zakochałem się w niej...Nie to nie jest sen. Zakochałem się w Julii Jones. Zakochałem się w niej na zabój.To przerażało mnie najbardziej.

Przez całą drogę do mnie nie odezwaliśmy się ani słowem.Julia siedziała z podkulonymi nogami oparta o szybę.Denerwowało mnie to,że nie mogę jej teraz pomóc.To aż zżerało mnie od środka.
Miałem ciągłe myśli ''A co jeśli bym nie przyszedł jej na ratunek i ten skurwiel by ją zgwałcił?''.Muszę przestać.
Kiedy byliśmy już nad podjeździe chciałem już poinformować Julię,że jesteśmy.Wtedy zobaczyłem jak słodko śpi. Miała lekko rozchylone wargi.Nie mogę jej obudzić.
Wyszedłem z samochodu,lekko zatrzaskując drzwi,po czym obszedłem samochód i otworzyłem drzwi gdzie spała dziewczyna.Delikatnie wsunąłem ręce pod jej nogi i z dziewczyną w ramionach wszedłem do domu.
Chłopcy od razu skierowali na mnie wzrok i bezgłośnie spytali 'co się stało?' pokiwałem tylko głową i poszedłem do sypialni.Położyłem ją na łóżku i lekko przykryłem kocem.Pocałowałem ją w policzek i wyszedłem z pokoju lekko zamykając drzwi.
-Yo,stary co się stało?-spytał John.
Zrezygnowany padłem na fotel masując skronie.
-Lucas,stary trener.Znacie go.Julia ma z nim treningi w biegach.Byłem tam z nią,ale ona biegała na korcie a ja siedziałem w samochodzie.Nagle usłyszałem krzywki wołające o pomoc-przerwałem po czym przygotowałem się na to,co powiem dalej-pobiegłem sprawdzić co się dzieje.Zobaczyłem Lucasa,który prawie pieprzył Julię.Dodam do tego,że ona mając 14 lat została zgwałcona.
-Dlaczego nie zadzwoniłeś?Bylibyśmy tam w sekundę i zabili śmiecia-odezwał się Scott.
-Pobiłem go prawie do nieprzytomności-mruknąłem.
-Ale go nie zabiłeś-westchnął Daniel.
-Zależy Ci na niej?-spytał Marco.
Spojrzałem na wszystkich w pokoju i w końcu przyznałem się do tego na głos.
-Tak,a nawet bardzo.
-Więc na co czekasz? Powiedz jej to-uśmiechnął się John.
-Nie musi,już to usłyszałam-odezwał się cichy głos za nami.
Wszyscy odwróciliśmy się w jej stronę.Stała przy schodach przechodząc z jednej nogi na drugą.Denerwowała się.
Wskazałem głową,żeby do mnie podeszła i tak też zrobiła.
-No Bieber.Chyba musisz jej coś powiedzieć-puścił mi oczko Marco.
-Przecież słyszała,że mi na niej zależy.
-Kurwa Bieber! Jesteście razem czy nie?-zaśmiał się Daniel.
Spojrzałem na dziewczynę,która oblała się rumieńcem i spojrzała mi w oczy.
-Cóż...Jesteśmy?-spytałem głaszcząc jej dłoń.
-Raczej tak-uśmiechnęła się promiennie na co ja spojrzałem na chłopaków również uśmiechnięty i powiedziałem.
-Jesteśmy.
-No na reszcie,gołąbeczki-gruchał John.
Kiwnąłem głową Julii,żeby usiadła na moje kolano.Zrobiła to niepewnie ale usiadła i w ten czas się odezwała.
-Ja raczej do końca was nie znam.I nigdy się nie przedstawiłam.Jestem Julia-uśmiechnęła się w ich stronę.
Pierwszy wstał Marco.Podszedł do nas i złapał Julię za rękę na co ona wstała.
-Jestem Marco,ślicznotko-puścił jej oczko i pocałował dłoń.
-Brown łapy przy sobie!-syknąłem.
Wszyscy zaczęli się śmiać.Chłopcy przedstawili się Julii.Wiedziałem,że już się lubią i zaakceptowali Julię bardzo dobrze.Cieszyło mnie to.
Była już 2 w nocy i Julia zrobiła się śpiąca.Przeprowadziliśmy kłótnię przy chłopakach,że zostanie u mnie na nic.Ta się nie zgadzała.Chłopaki mieli niezły obaw.W końcu straciła siły i się zgodziła.
Około godziny 3 nad ranem usnęliśmy wtuleni w siebie.

~~
Spodziewaliście się takiej akcji? Muszę przyznać,że to z tym zwiążkiem było spontaniczne haha
Justin jako dzielny bohater uratował Julię przed Lucasem.
Czy to będzie koniec problemów? dowiecie się wkrótce.
LOVE
@BieberBigLove -ASK




piątek, 4 lipca 2014

Twelve

Następnego dnia po imprezie wstałam jak poranny ptaszek o 6 rano,co było dość dziwne.Zazwyczaj w wolne dni śpię do południa...
Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam przytrzaśniętą zasłonę,która zazwyczaj była w moim pokoju a nie poza nim. To było dość dziwne...Zważywszy na to,że nie pamiętam jak wróciłam wczoraj do domu.Pamiętam tylko tyle,że gadałam z jakimś chłopakiem,którego imienia nie pamiętam a później poszłam z Justinem do jego sypialni.Po tym film mi się urwał.
Spojrzałam na telefon,gdzie od razu wyświetliła mi się wiadomość od...Justina.
''Strasznie słodko śpisz,księżniczko''
Mimowolnie się uśmiechnęłam.Muszę później porozmawiać z nim o wczorajszej nocy.Co się wydarzyło i co robiłam. Serio,nie jestem typem dziewczyny,która lubi pić.
-Julia! Proszę,abyś zeszła na dół!-zawołała moja mama z dołu.
-Daj mi  minutę!-odkrzyknęłam.
Westchnęłam.
Związałam włosy w niechlujnego koka i zbiegłam na dół.
Zauważyłam mamę,która siedziała przy stole jak zwykle pijąc kawę i będąc uśmiechnięta.
Dobry Boże, miej mnie w swojej opiece.Mama chyba nie zauważyła,że nie było mnie w nocy.
-Siadaj,kochanie-wskazała na krzesło.
Wykonałam jej polecenie i położyłam ręce na stół.
-Słuchaj wiem,że dla ciebie nie będzie to łatwe,dla nas też nie jest. Mam dla ciebie dwie przykre wiadomości...-mama posłała mi sztuczny uśmiech i spuściła głowę.
-Mamo?
-Twój ojciec dostał propozycję na szefa policji.Prawdopodobnie musielibyśmy wyprowadzić się do Nowego Jorku...
-CO?Żartujesz sobie ze mnie prawda? Mamo nie kłam!-krzyknęłam po czym wstałam oszołomiona.Co będzie z Justinem? Co będzie ze...Czy ja właśnie spytałam sama siebie co będzie z Justinem? Czy własnie wychodzi na jaw,że mi na nim zależy? O mój boże.
-Druga zła wiadomość to...McCann uciekł z więzienia i czai się w Stratford-szepnęła moja rodzicielka i podeszła do mnie aby mnie przytulić.
-Nie obchodzi mnie głupi McCann! Mamo,ja nie mogę go zostawić!-krzyknęłam krztusząc się łzami.
Mama odsunęła mnie od siebie i spojrzała w zmieszaniu na moje już spuchnięte oczy.
-Zostawić? Zostawić kogo? O czym ty mówisz?
-Justina mamo! Nie chcę wyjeżdżać,proszę-łkałam-przeprowadzę się do Kate, jej rodzice nie będą mieli nic przeciwko.
-Skarbie o jakim Justinie mówisz?-spytała ocierając moje łzy-To ktoś ważny?
Odsunęłam się od niej i patrzałam na wszystko tylko nie na nią. Czułam jak robię się czerwona.
-Julia,skarbię-zaśmiała się mama-Opowiedz mi o nim...Seksowny?
Nie dowierzając w to co właśnie usłyszałam spojrzałam na mamę i wybuchałam śmiechem.
-Mamo?!
-Wiesz,że chcę wiedzieć o wszystkim. Nawet o chłopaku-puściła mi oczko-Czekaj...Czy to ten Justin,o którym opowiadał mi Ryan?
-Mamo,nie wierz w nic co powie Ci Ryan. Wiem,że jest moim bratem,i że chce dla mnie jak najlepiej ale nie będzie mi wybierał osób,z którymi mam się zadawać-przyznałam,siadając na kuchennym blacie. Wiedziałam,że mamę doprowadza to do szaleństwa,że siadam na miejscu gdzie przygotowuje posiłki ale była zbyt zajęta myśleniem.
-Okej,rozumiem-uśmiechnęła się-Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Opisz mi go.
Zaśmiałam się przez zachowanie mojej matki i zaczęłam opisywać Justina.
-Cóż...Jest bardzo seksowny.Ma niebiańskie czekoladowo-miodowe oczy, włosy,które chciało by się dotykać cały czas.
-Podoba Ci się prawda?-spytała rodzicielka.
Popatrzałam na nią smutno i przytaknęłam.
-Dlaczego jesteś smutna,kochanie?
-Ponieważ,on może mieć każdą.
-Więc na co czekasz? Nie pozwól,żeby jakaś suka sprzątnęła Ci go spod nosa!-klasnęła w dłonie po czym podeszła blisko mnie i położyła swoje dłonie na moje kolana.
-Ale co to da,skoro tata ma nową propozycję pra...
-Już jestem!-usłyszałam donośny głos ojca,który właśnie prawdopodobnie wrócił z zakupów.
Zeskoczyłam szybko z blatu i złapałam mamę za ramiona.
-Błagam Cię, nie mów nic tacie...On mnie zabije-szepnęłam.
-Nie powiem,słoneczko-odszepnęła i pocałowała mnie w policzek.
Powiedziałam prawie bezgłośne dziękuję i wyszłam z kuchni.
-Dzień Dobry,tato.
-Witaj,słonko.Rozmawiałem z twoim trenerem i dziś chcę Cię widzieć na korcie za jakąś godzinę.
-Okej.Pogadałabym z tobą dłużej,ale muszę iść się przygotować.
-Pewnie.Jeśli chcesz mogę Cię zawieść-mruknął.
Mój ojciec zawsze był oschły.
-Poradzę sobie.Dzięki.

Kiedy wzięłam szybki prysznic i ogarnęłam włosy poszłam pakować potrzebne mi rzeczy na trening.
Łzy same cisnęły mi się do oczu ale pozostanę silna.
Ubrałam na siebie luźne spodnie,bokserkę a na to katanę.
Zgarnęłam potrzebne mi rzeczy i zbiegłam na dół.
Nikogo nie było w kuchni więc to był plus dla nie,ponieważ nie chciałam już do końca dnia z nikim gadać.
Zjadłam szybko dwa tosty i wyszłam z domu.
Zaczęłam myśleć o tej całej wyprowadzce.O tym,że już nie zobaczę Justina,Kate...O tym,jakie będzie teraz moje życie.I nie wiem kiedy zaczęłam cicho płakać.To był nie kontrolowany płacz.
Usłyszałam,nadjeżdżający samochód z tyłu moich pleców,który zaczął zwalniać.Przyśpieszyłam tempo i zaczęłam iść szybciej i szybciej.
Po chwili usłyszałam głośny klakson.Odwróciłam się powoli i ujrzałam Range Rover Justina.
-Hej,piękna-puścił mi oczko-Wsiadaj podwiozę Cię.
-Dam sobie radę-sztucznie się uśmiechnęłam,wycierając resztki łez.
-Płaczesz?
-Nie.
-Julia wsiadaj do samochodu.
-Nie.
-Wsiadaj!
-Nie!
-Sama tego chciałaś-warknął i wyszedł z samochodu idąc w moją stronę.Przerzucił mnie sobie przez ramie i za chwilę posadził po stronie pasażera w swoim samochodzie i sam po chwili usiadł za kierownicą jadąc uliczką.
-Co się stało?-spytał spokojnie,kiedy ja bawiłam się swoimi palcami.
-Nic.
-Kurwa!Możesz mnie w końcu przestać okłamywać?-warknął przez co kilka łez uciekło z mojego oka.
-Mój tata ma pracę w Nowym Yorku i prawdopodobnie będziemy musieli się wyprowadzić...
-CO?-krzyknął
-Nie każ mi tego powtarzać!-szlochałam coraz mocniej.
-Skarbie przepraszam.Nie płacz-nagle gwałtownie skręcił i się zatrzymał.Po czym przytulił mnie do swojej piersi-Nie płacz.
-Justin jak mam nie płakać? Wyprowadzam się kilka godzin stąd.Nie będę widzieć ani ciebie ani Kate. Tam nie znajdę takiego miejsca jak to!
-Będziesz za mną tęsknić?-poruszał brwiami-Nie martw się skarbie.Mogę się założyć,że to nie wypali.Mój kolega kiedyś też miał zostać szefem z Nowym Yorku...Dzień przed wyprowadzką powiedzieli mu,że znaleźli kogoś innego.I tak było już kilka razy,więc otrzyj łzy ze swojej pięknej twarzy i głowa do góry.
-Dziękuje Justin-uśmiechnęłam się.
Chłopak kiwnął głową i złączył nasze usta razem.

-Dzień dobry,trenerze.
-Witaj Jones-uśmiechnął się stary dupek.
-Tata mówił,że mam się dziś zjawić na korcie. Czy to ważne? Jest wolne...
-Idź przebierz się w strój i widzę cię za chwilę!-warknął
Kiwnęłam głową i poszłam. Nie wiedziałam co się z nim stało.Zawsze był miły...
Przebrałam się w strój i gdy weszła na kort on już siedział na swoim krześle i bacznie mnie obserwował.
-Na rozgrzewkę 1 kółko-rozkazał.
Wykonując jego polecenie zaczęłam biec wokół kortu.Było strasznie gorąco i nie dawałam już rady  więc zwalniałam.
-Ruszaj się Jones! To nie wybieg mody tylko kort!-krzyknął.
Chciałam krzyknął,żeby się pieprzył ale cóż...
Kiedy byłam już przy mecie zauważyłam,że już nie ma go na krześle...Zdziwiłam się...
Chwilę po tym poczułam parę męskich wielkich rąk,które obejmują mnie łapczywie w pasie.
-Co do cholery?-krzyknęłam.
-To ja maleńka-usłyszałam głos trenera.
-O kurwa...Pomocy!-krzyczałam.
Wyobrażałam sobie tylko najgorsze...
-Nikt Cię nie usłyszy skarbie-mruknął do mojego ucha.Zaraz potem poczułam jego rękę w moich majtkach.
-Puści mnie ty stary chuju! Zostaw mnie! Pomocy!-wyrywałam się-Ratunku!
-Nie wyrywaj się suko!-zaczął muskać moją skórę na szyi a ja zaczęłam płakać i dalej się wyrywać,zaczęłam kopać go ale bez skutku.
-Julia?-usłyszałam głos Justina gdzieś w oddali.
-Justin! Justin pomóż mi!-krzyczałam.
-Nie ma tu żadnego Justina złotko.Zamierzam się przelecieć na moje stare lata.

~~
przepraszam,że rozdzial dopiero teraz, wybaczcie mi...
Zamierzam zrobić nowy szablom i pozmieniać wygląd...
po za tym...miłych i udanych wakacji miśki ♥
LOVE
 PS. udostępniajcie,komentujcie!

niedziela, 15 czerwca 2014

Eleven

Julie
''Jest impreza.Wiem,że minęły 2 dziwne tygodnie odkąd wyszłaś z domu i wiem też,że twoi rodzice są w domu.Masz 30 minut na uszykowanie się,mała.Nie dziękuj.Będę pod oknem!-Kate''
Kurwa!
Zastanawiając się przez chwilę co zrobić,postanowiłam raz w życiu zabawić się do nieprzytomności...No dobra nie aż tak,ale wiecie o co chodzi. Nie widziałam się z przyjaciółmi całe 2 tygodnie po ostatnim widzeniu się z Justinem.To jest chore ale nie mogę przestać o nim myśleć...To w jaki sposób mnie całował,dotykał...Ale jedyne czego też chciał to dobranie się do moich majtek, a ja nie chciałam dać mu tego czego chciał.Muszę przyznać,że był strasznie gorący i mógłby mieć każdą...Po prostu muszę o nim zapomnieć. Na tym świecie żyje dużo chłopaków.
Zeskakując z łóżka podeszłam do wielkiej szafy w celu wybrania jakiegoś zestawu.Postanowiłam wybrać czarne rurki, czerwoną koszulę w kratę a do tego czarna skóra i czarne conversy.
Gdy skończyłam się ubierać podeszłam do mojej toaletki nakładając delikatny makijaż.Nie byłam typem dziewczyny,która siedziała godzinami przy swoim makijażu. Dla mnie wystarczy lekka mascara oraz odrobina pudru. To wszystko.
Usłyszałam lekki gwizd z zza okna. Kate. Śmiejąc się lekko zgarnęłam swój Iphone bez którego nie ruszam się na krok. Podeszłam do okna otwierając je i wystawiając jedną nogę a później drugą. Dziękuje Bogu,że moje okno nie było tak bardzo dalekie od ziemi. Na dodatek za oknem miałam małe schodki,na które wychodziłam prawie każdej nocy więc mogłam swobodnie po nich zejść.
-Cześć,skarbie!-pisnęła lekko Kate przyciągając mnie do bardzo mocnego uścisku.
-Kate! Ja też się cieszę,że cię widzę ale proszę! Udusisz mnie!-zaśmiałam się.
-Przepraszam. Wiesz,jak bardzo za tobą tęskniłam?-uśmiechnęła się ciągnąc mnie wzdłuż ciemnej i pustej ulicy.
-Ja za tobą też-przyznałam.
-Um...Nie widziałyśmy się dość długo.Rozmawiałam z Ryan'em w czas kiedy ''zniknęłaś'' i powiedział,że jesteś w Nowym Jorku z Bieberem.To prawda?
Przyśpieszając tępo czułam jak moje ręce zaczynając się pocić.
-Um...eh...
-Julia! Po prostu to wykrztuś!-warknęła.
-Tak byłam z nim, wystarczy? Wiem,miałam trzymać się od niego z dala ale...Kate ja nie potrafiłam! 
-Zakochałaś się w nim?
-Ja...Nie wiem-wykrztusiłam.
-Nie będę mówiła z kim masz się spotykać a z kim nie...Wiesz,że on jest niebezpieczny,ale cóż zawsze chcę twojego dobra.
-Wiem. Kocham cię!-pisnęłam i przytuliłam przyjaciółkę.
-Ja ciebie beż,słońce. A teraz chodź! Pora się zabawić!
Spojrzałam przed siebie,słysząc głośną muzykę i duży tłum ludzi.Znajomy samochód i znajmy dom.Impreza Justina.
-Kate,zanim zrobię coś nie odpowiedniego chcę,żebyś coś wiedziała-uśmiechnęłam się, stając na przeciw dziewczyny.
-Śmiało,ale śpiesz się. Mam ochotę dziś nieźle się upić-zachichotała.
-To impreza Justina.
-Wiesz co? Nie obchodzi mnie to. Mogłaby być nawet impreza największych suk w szkole to i tak tam pójdę-uśmiechnęła się złośliwie po czym pociągnęła mnie za rękę wchodząc do dużego domu wypełnionego ludźmi.

Wypiłam około 10 kieliszków wódki jeden za drugim...Alkohol przeją nade mną kontrolę.
Widziałam parę razy Justina,który bacznie mnie obserwował ale zignorowałam to.
-Co taka ślicznotka jak ty robi na na takiej imprezie?-spytał ktoś zza mnie.
Odwróciłam się,i cóż zobaczyłam stojącego przy ścianie mężczyznę,który miał około 20 lat.Jego włosy było rozczochrane w kolorze brązu. Oczy miał ciemno niebieskie,które bardzo u pasowały przez co wyglądał seksownie.
-Dlaczego taki facet jak ty,zagaduje do mnie?-uśmiechnęłam się stając przed nim.
-Gregg-wystawił swoją rękę przede mnie.
-Julia
Gregg ''napompował się'' żeby zrobić większe wrażenie po czy sięgnął do małego baru po dwa kieliszki wódki.
-Dla ciebie,maleńka-szepnął.
Kątem oka spostrzegłam Justina,który nas obserwował pijąc drinka.
Patrząc raz na Gregga a raz na Justina zabrałam Greggowi kieliszek z ręki i wypiłam za jednym razem.
-Jesteś niezła-przyznał przysuwając się do mnie, tak że uderzyłam plecami o ścianę za mną-Co powiesz na to,żeby iść pogadać tam na górę?
Nie wiedząc co się dzieje pozostałam cicho.
Zerknęłam na to samo miejsce gdzie siedział Justin ale już go tam nie było...Dziwne.
-Dlaczego zamilkłaś,Julia?-spytał tuż przy moim uchu.
-J-ja...
-Masz 3 sekundy,żeby zabrać z niej te brudne łapy,albo obiecuje Ci że umrzesz w tym samym miejscu gdzie stoisz!-warknął ktoś zza pleców Gregga.
Zadrżałam.
Gregg odwrócił się a ja miałam bardzo dobry obraz Justina stojącego z zaciśniętymi pięściami.
-Whoa! Koleś spokojnie!
-Nie każ mi się kurwa uspokajać,kiedy napajasz ją wódką a ona już jest nieźle wstawiona!-krzyknął Justin przez co kilka osób się odwróciło.
-Justin zostaw go! To mój przyjaciel!-wyklepałam po czym złapałam Gregga za kołnierzyk t-shirtu i przycisnęłam swoje usta do jego. To było niekontrolowane.
-Przegięłaś!-warknął Justin ociągając mnie od Gregga.
Przycisnął chłopaka do ściany i chyba z całej swojej siły walnął Gregga w nos.
-Co to chuja?!-krzyknął Gregg.
-To za to że trzymasz ręce tam gdzie nie powinieneś.Ta pani jest ze mną. A ta  impreza jest moja. Radzę Ci wyjść stąd,chyba że chcesz mieć obite śliczne oczka-mruknął Justin, a po chwili odwrócił się do mnie-A ty chodź ze mną!
Justin złapał mnie za rękę ciągnąc w górę domu jak zgaduję do jego sypialni.
-Justin p-przepraszam-mruczałam ciągle idąc za nim.
Chłopak otworzył drzwi,lekko pchnął mnie do wielkiego pokoju i zamknął drzwi nogą a później pchnął mnie lekko na łózko.
Zaczął mnie namiętnie całować.Założyłam swoje ręce na jego szyi bawiąc się jego krótkimi włosami z tyłu głowy. Uniosłam biodra do góry chcąc więcej. Jak wiecie alkohol przejął władzę.
-J-Justin!-jęknęłam.
Zważywszy na to,że miałam rozpiętą koszulą a pod nią szarą podkoszulką i było mi widać zakryte piersi,Justin zaczął działać.
Wił językiem po mojej rozpalonej skórze powoli doprowadzając mnie do szaleństwa,ponieważ chciałam więcej...
-Justin pieprz mnie!-jęknęłam.
Usiadł na nie prawie okrakiem i szepnął tuż przed moimi ustami.
-Właśnie całowałaś się z facetem,którego ledwo znasz-otarł się o moją strefę na co jęknęłam po raz kolejny.
-J-Justin...
-Dziecinko najpierw przemyśl swoje zachowanie i nastawienie po czym przyjdź do mnie i spełnię twoją prośbę-mruknął posyłając mi oczko.
Po chwili zszedł ze mnie.
-Co?  Co ty robisz?
-Powiedziałem jasno i wyraźnie-uśmiechnął się szyderczo- Najpierw przemyśl to co zrobiłaś a później przyjdź.
Wstałam na równe nogi i stanęłam z nim twarzą w twarz.
-Ugh!-odwróciłam się po czym chciałam już odejść i usłyszałam to...Mocne klapnięcie w tyłek-Ał! kurwa! Co to było Bieber?!
-Karma jest suką,skarbie.

~~
AWW jednak jest! dość krótki ale jest!
nie mam zbyt wiele czasu żeby się rozpisywać, więc :)
dziś mam urodziny ale jakieś dziewne...no nie ważne... miłego czytania :)
ask - BieberBigLove
LOOVE!!

niedziela, 8 czerwca 2014

Ten

Justin

Wiesz jak to jest wiedzieć,że nie możesz komuś pomóc?
Komuś,kto za pewne cię nienawidzi?
Ktoś,kto miał naruszone ciało bez zgody. Ktoś,kto po prostu został zgwałcony w wieku 14 lat, a teraz ta sytuacja się powtarza...
Ale jak mówią-nie igraj z ogniem...A jeśli McCann chce z nim grać to niedługo się poparzy.
Znałem kolesia,który zgwałcił Julię.Cóż,od samego początku się nienawidziliśmy,ale nic z tym nie mogłem zrobić,bo McCann z nami współpracował. Jest-przepraszam był małą częścią naszego biznesu,ale kiedy wydał nas innemu gangu dotarła do niego wiadomość,że chcemy go zabić więc uciekł.Nie myślcie,że ten typ jest młody.Jest grubo po 40-stce i do tego jest obleśny.
Wjeżdżając na podjazd garażu spostrzegłem nieznany mi samochód. Ignorując to pewnym krokiem wszedłem do domu gdzie zobaczyłem znienawidzoną przeze mnie twarz. Ryan.
-Co ty tu robisz?-warknąłem
-Proszę,proszę. Możesz mi kurwa wyjaśnić gdzie jest moja siostra?-odszedł do mnie na co zrobiłem krok w tył.
Zdezorientowany Scott spojrzał na naszą dwójkę.
-Możecie mi wytłumaczyć o co chodzi?
-Proszę Bieber wykaż się. Co zrobiłeś z Julią do jasnej cholery?! Pewnie już ją kurwa przeleciałeś!
Chcąc z nim pograć lekko się uśmiechnąłem,wsadzając dłonie w kieszenie spodni pozwalając kciukom wystawać. Wiedziałem,że to chuja doprowadzi do szaleństwa.
-Ma seksowne ciało-mruknąłem nadal utrzymując znaczący uśmiech na twarzy.
-Ty skurwysynie!-krzyknął i rzucił się na mnie z pięściami.
Wiedząc,że źle się to dla niego skończy złapałem jego rękę i wycelowałem pięścią w nos.
-Następnym razem,gdy odważysz się na mnie skoczyć z pięściami,zginiesz.
Po tych słowach odszedłem od Ryan'a idąc w stronę kuchni.
-Jeszcze się zobaczymy,Bieber!-warknął po czym raczej opuścił mój dom.
-Justin,czy możesz wytłumaczyć o jaką Julię chodzi?-odezwał się Scott.
-To już jest najmniej ważne-przyznałem ignorując go.
-Nie ignoruj mnie,dzieciaku!
-A ty nie nazywaj mnie do cholery dzieciakiem!
-To ta dziewczyna,z którą byłeś w Nowym Jorku?-spytał podchodząc do mnie bliżej.
-Jezus Maria! Tak Scott,to ta dziewczyna! Ale nic nas już nie łączy,prawie nic.
-Hej,Hej.Przecież byliście niby razem-odezwał się John.
-Ale nie jesteśmy. I zanim spytacie nic do niej nie czuje. Jest kompletną suką. Nie potrzebna mi teraz jakaś dziwka,która rozpieprzy moje życie.
-Zobaczymy jak długo będziesz tak uważał-mruknął uśmiechnięty Marco-Widziałem tą dziewczynę raz na oczy...seksowna.
-Zamknij się-warknąłem przewracając oczyma.
-Tak czy inaczej,powiedziałeś,że coś was łączy. Co to?-spytał Scott
-McCann.
-McCann?Co z nim? Nie widzieliśmy go 2 lata.Podobno przesiaduje w Ameryce Południowej,gdzie stworzył własny gang.
-Widzieliśmy go blisko Stratford. Dobierał się do Julii na przystanku w damskiej toalecie-szepnąłem na tyle głośno,żeby wszyscy usłyszeli po czym kontynuowałem-2 lata temu śmieć ją zgwałcił grożąc,że zrobi to ponownie.
-CO?-powiedzieli jednocześnie Marco,Scott,Daniel i John.
-Właśnie dlatego mam potrzebę,aby zabić chuja.
-Stary rozumiemy twoją decyzję,ale w ten sposób udowadniasz nam,że czujesz coś do tej dziewczyny-uśmiechnął się Marco.
-Pierdol się-fuknąłem po czym poszedłem na górę do swojej sypialni.
Rozbierając się podążyłem do łazienki i wszedłem pod prysznic.

Owijając się ręcznikiem wokół bioder po moim 20 minutowym prysznicu, ułożyłem perfekcyjnie włosy po czym wyszedłem z łazienki i ubrałem czyste bokserki oraz ubrania.
Spoglądając na telefon,odczytałem nieodebraną wiadomość od...Julii.
''Justin jak mogłeś pobić mojego brata! Ugh! Nienawidzę cię!''
Śmiejąc się lekko wystukałem krótką wiadomość
''Nie obchodzi mnie,czy mnie nienawidzisz :) xx''
Po czym rzuciłem telefon na łóżko i już zamierzałem zejść na dół kiedy telefon zaczął dzwonić.
Musiała szybko odczytać wiadomość-pomyślałem.
Ale kiedy spojrzałem na ekran mojego Iphona zmieniłem taktykę myślenia.
Jazzy.
-Hej siostrzyczko.Co tam?-spytałem podchodząc do szafki w perfumami.
-Justin!-szepnęła,jakby bała się,że ktoś ją usłyszy-C-Czy możesz tu przyjechać!Proszę!
Wzdrygając się na jej przeraźliwy głos stanęłam jak wryty.
-Ej,ej,ej.Spokojnie.Jazz powiedz spokojnie co się stało...
-Kurwa Bieber! Jestem sama w domu i ktoś chodzi koło drzwi! Błagam cię pośpiesz się,boję się-zaszlochała i w tym momencie byłem za nią bardzo odpowiedzialny.
Biegnąc w stronę drzwi szybko mruknąłem.
-Zaraz tam będę.Nigdzie nie idź! Jeśli coś będzie się działo dzwoń do mnie!
Po czym się rozłączyłem i zbiegłem ze schodów.
-Bieber,dokąd?-spytał śpiewnym głosem Daniel-Do Julii?
-Jazzy mnie potrzebuje.
Wpadłem do garażu otwierając drzwi czarnego Suv'a i wyjechałem na ulicę kierując się wzdłuż ulicy.
Nie obchodziło mnie to,że łamałem przepisy.Teraz najważniejsza była moja siostra,która ma kurwa 15 lat!
Rodzice mogą mnie nienawidzić,ale nie pozwolę żeby jej stało się coś złego...Tak czy inaczej czuję się za nią odpowiedzialny.

Po niecałych 5 minutach drogi dojechałem pod elegancko urządzony dom.
Wybiegając z auta zwężyłem oczy kiedy zobaczyłem kogoś,kogo nie chciałbym w tej chwili zobaczyć by zabić go na oczach mojej siostry...McCann.
-Co ty tu śmieciu robisz? Przed moim domem?-warknąłem.
-Chciałem sprawdzić co u twojej siostry.Nie denerwuj się,skarbie-mruknął z małym uśmiechem.
-Myślisz,że gwałcenie nieletnich dziewczyn jest takie fajne? Powinieneś gnić w pudele,skurwielu!
-Wzajemnie Bieber...Popełniłeś tyle zbrodni.Smaż się w piekle,ze swoją dziewczyną-obrzydliwy uśmiech wypełnił jego usta-Pamiętam jak krzyczała i płakała,żebym przestał.Ale przecież wiedziała,że nikt jej nie pomoże,biedna.
Zwinąłem dłoń w pięść i nie minęła sekunda kiedy na nim leżałem obkładając go pięściami.
Pluł krwią we wszystkie strony,chciał mnie z siebie zepchnąć,chciał walczyć. Z całej mojej siły uderzyłem pięścią w jego nos i kiedy mocno chrupnął uśmiechnąłem się dumnie na wieść,że jest złamany.
-Mógłbym Cię teraz zabić!-krzyknąłem.
-T-to...zró-zrób to-wykrztusił.
Wstając z niego kopnąłem go w jelito raz,drugi i trzeci.
-Spierdalaj stąd! I jeszcze raz spotkam Cię w pobliżu Stratford, nie przeżyjesz tego!
-Pieprz się,dzieciaku-uśmiechnął się po czym wstał. Chwiejąc ruszył w stronę ulicy.
Czekając aż odejdzie ruszyłem do drzwi gdzie czekała tam już zapłakana Jazz.
-Chodź tu,piękna-szepnąłem.
Dziewczyna podbiegła do mnie wystraszona i już chciała mnie przytulić,kiedy zobaczyła krew na moich dłoniach i rozciętych ustach.
-N-nie!-krzyknęła.
-Jazz,nie bój się.
-Najpierw umyj krew!
Wiedząc,że Jazzy bała się krwi poszedłem do łazienki na dole zmyć z siebie ten cały bałagan.

-On już więcej tu nie przyjdzie.Nie bój się-pogłaskałem jej włosy,kiedy kurczowo mnie przytulała.
-Justin,nie chcę zostać tu sama.Rodzice gdzieś pojechali,ja nie wiem gdzie są.Nie chcę być ty sama-powtarzała w kółko.
-Spokojnie,zostanę z tobą.Chyba,że chcesz jechać do mnie.
-Nie chcę,żeby chłopaki mieli coś przeciwko.
-Daj spokój.Mógłbym zostać tutaj z tobą,ale lepiej będzie tobie u nie-uśmiechnąłem się po czym posłałem jej krótki uśmiech i złapałem ją za rękę prowadząc ją na górę do jej sypialni.

Po godzinie byliśmy już na podjeździe przy domu.
Zgarnąłem z bagażnika torbę Jazz i razem weszliśmy do domu.
Kiedy już przekroczyliśmy frontowe drzwi krzyknąłem.
-Chłopaki! Mamy dziś gościa!
-To Julia?-spytał zaciekawiony Daniel.
-Nie,idioto! Mówiłem coś o niej!-wywróciłem oczami-To Jazz.
-Justin kto to Julia?-spytała z uśmiechem siostra-Czy to ta dziewczyna o której myślę?
Nie odpowiadając jej rzuciłem jej torbę na kanapę obok chłopaków.
-Siema Jazz-wszyscy przytulili moją siostrę i już wiedziałem,że dziś będzie jej tu dobrze.
-Cześć,chłopcy.
Wchodząc do kuchni słyszałem jak chłopaki rozmawiają z Jazz o Julii...Zapowiada się ciekawie...
Poczułem,że mój telefon w kieszeni się rusza.
To sms od nieznajomego numeru.
''Pamiętaj,że obserwuję twoją ślicznotkę-Julię :)-anonim''

~~
PRZEPRASZAM!!!! jak już niektórzy z was wiedzą dość sporo czasu minęło,kiedy wena przyszła...
Mam nadzieję,że rozdział się podoba. Pisany 1 dzień...cały dzień...+jest dość krótki,bo jest już po 20 a ja jeszcze muszę się uczyć na 2 sprawdziany i tak jakby 2 kartkówki :)))
Miłego czytania.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=DAJESZ MOTYWACJĘ!
ask -http://ask.fm/BieberBigLove


wtorek, 13 maja 2014

Nine

Z samego rana dostałam dwa telefony-jeden od Kate a drugi od rodziców.
Kate oczywiście pytała gdzie jestem,co robię,jak cię czuje,ale odpowiedziałam jedynie tyle,że powiem jej wszystko jak będę w mieście.A mówiąc wszystko...powiem jej o związku z Justinem.Moja najlepsza przyjaciółka od piaskownicy,która zna każdy szczegół mojego życia musi znać prawdę.
Rodzice pytali czy dogaduję się z Ryan'em,co robimy z Kate i czy nie pijemy alkoholu.Banalne.
Teraz jesteśmy w drodze po następne spotkanie Justina.
Dzisiejszego dnia było...dziwnie.Po wczorajszym moim ''nagim'' wieczorze byłam tak skrępowana jak nigdy.Jeszcze spałam nago.Kurwa ile można?
-Jeśli chcesz możesz iść ze mną.Ale ostrzegam cię,kurwa.Odezwiesz się jednym nieproszonym słowem...
-Tak zrozumiałam!-warknęłam przerywając mu.Albo ktoś wsadził mu kija a tyłek albo po prostu wstał lewą nogą.
Wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do jakiegoś magazynu.Okej,przyznaje Justin szedł kurewsko szybko i momentami nie nadążałam.
-Pamiętaj,bądź cicho i stój za mną-przypomniał jeszcze raz.
Wywróciłam oczami i pozostałam cicho.
-Proszę,proszę.Czyżby Bieber się zjawił?-spytał bardzo ponury głos-A kogo masz tam za sobą?Twoja nowa zabaweczka?Pokaż się śliczna.
Zdrętwiałam.
-Pierdol się!Po prostu daj mi to po co tu przyjechałem!-syknął Justin napinając mięśnie.
-Oh,z chęcią to zrobię...z twoją suką-śmiech tego kogoś rozniósł się po całym magazynie.Usłyszałam kroki,które zbliżały się ku nas-To jest ten wasz pieprzony i potrzebny Bóg wie po co skrawek papieru.
Justin przesunął się lekko dając mi widoczność na tego typa.Był w młodym wieku na całym ciele miał pełno tatuaży...Justin również ma dużo tatuaży ale tamten facet robił to chyba nałogowo.
-Czemu tak się śpieszysz Bieber!Możemy pogadać-mruknął i wykrzywił swoje usta w obrzydliwym uśmiechu-Jak tam w Stratford? Nadal jedziesz na prochach?
Moje oczy wyglądały właśnie jak nogawki w moich szortach.Justin ćpa?
-Zamknij się kurwa i daj mi tą jebaną kartkę!-krzyknął i zrobił krok ku ''wytatuowanej małpie''.
-Justin...-zaczęłam ale mnie zignorował.
-Aww,twoja dziwka próbuję cię uspokoić a ty jesteś takim chujem...Cóż pewnie nie potrwa to długo jeśli kopnie cię w dupę tak jak zrobili to twoi rodzice i dziewczyna kilka lat tamu-uśmiechnął się złowieszczo.
Po sekundzie usłyszałam chrupnięcie z nosa...tego kogoś.Justin był lekko mówiąc wkurwiony.
-Następnym razem nie zawaham się przed zabiciem ciebie!-syknął i oderwał mu z ręki już zgnieciony papierek po czym odwrócił się do mnie-Idziemy!
Stałam tam jak wryta...dosłownie.Patrzałam ciągle na..hm niego patrzącego na nie obrzydliwym wzrokiem jakbym była dziwką.
-Kurwa!-Justin syknął za mną.Już po chwili przerzucił mnie sobie przez ramię idąc w kierunku samochodu.
-I do tego ma taką dupę!-zagwizdał za nami.
-Skurwysyn-warknął Justin nadal kontynuując drogę do samochodu.

Wyszłam spod prysznica owinięta ręcznikiem-tym razem przywiązałam go mocno do mojego ciała.
Całą drogę do hotelu Justin ignorował mnie.Miałam taką cholerną nadzieję,że przytuli mnie czy coś...
Nie wiem dlaczego my jesteśmy razem...Na pewno nie z miłości,bo gdyby coś do mnie czuł nie zachowywałby się tak jak teraz.
Z podniesioną głową wyszłam z łazienki zastając Justina siedzącego na skraju łóżka z głową w dłoniach.
Ten widok sprawił,że zakręciło mi się w głowie.
Chciałam się odezwać ale postanowiłam ruszyć przed siebie do walizki.
-Chodź tutaj-szepnął dość niewyraźnie.
-Co?-spytałam udając głupią.
-Powiedziałem podejdź tutaj-mruknął patrząc na mnie.
Chwiejnym krokiem podeszłam do niego.Chłopak położył dłonie na moich biodrach i przysunął mnie do siebie i stałam teraz między jego nogami.
-Słuchaj muszę Ci coś powiedzieć-powiedzieliśmy w tym samym czasie po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-Mów pierwsza-zachęcił.
-Więc myślałam,żeby ten nasz ''związek''-zrobiłam cudzysłów przygryzając wargę-Po prostu myślę,że nie jesteśmy na to gotowi...
Justin lekko kiwnął i spuścił głowę.Jego ręce,które spoczywały na moich biodrach lekko opadły.
-Jus...
-Nie,jest w porządku-posłał mi krzywy uśmiech-Chciałem powiedzieć...Po prostu chciałem wytłumaczyć o co chodzi z tymi prochami.
-Ale wiesz,że nie musisz.Nie wymagam tego od ciebie-położyłam rękę na jego policzku.
-Ale chcę.Widzisz...2 lata temu dołączyłem do chłopaków...a to dlatego,że rodzice nie chcieli mnie znać po tym jak miałem ciągłe wezwania na policję za bójki i za narkotyki.I zanim spytasz,tak brałem.Jedynie kto został mi z rodziny to Jazzy-skrzywił się,po czym lekko posadził mnie na swoich kolanach-Jednego dnia poszedłem na imprezę i tam Scoot zobaczył jak biję się z pewny typem.Pogadaliśmy i spytał czy chcę dołączyć do jego grupy.Nazajutrz spotkałem się z resztą grupy i tam stworzyliśmy jedność.Demon.Od tamtego czasu jesteśmy niezniszczalni i oni...są moją rodziną.I dają mi kopa w dupę kiedy ćpam co zdarza się dość rzadko...Ale zdarza.
On mi zaufał...Chyba żałuję tego,że powiedziałam o naszym już byłym związku.
-J-ja nie wiem co powiedzieć...
-Nie musisz nic mówić-szepnął-Pocałuj mnie-zażądał.
Dwa razy prosić nie musiał.Przybliżyłam się do niego i złączyłam nasze wargi razem.Naparłam dłońmi na jego klatkę piersiową.Justin położył się na łóżko a ja usiadłam okrakiem na nim...W samym ręczniku.To nie zapowiada się dla mnie do dobrze.
Kiedy ciągle się całowaliśmy i brakło tchu odsunęłam się od niego i chwyciłam za górę mojego ręcznika chcą uwolnić moje ciało dla niego.
Jego oczy testowały moje ciało i w jednej chwili kiedy moje piersi były już prawie na wierzchu położył swoje dłonie powstrzymując mnie przed tym.
-N-nie!
-Dlaczego nie?
-Myślę,że nie jesteś na to gotowa.Po za tym nie chcę Cię skrzywdzić-szepnął i zasłonił moje ciało.
-Ale ja jestem gotowa,Justin!-warknęłam chcąc tego.
-Uwierz mi,nie jesteś.
-Skąd ty kurwa możesz wiedzieć,czy jestem czy nie jestem!-krzyknęłam.
-Nie jestem takim chujem,żeby zrobić Ci to!Chcę tego ale nie mogę!Do cholery jasnej byłaś zgwałcona!
Momentalnie pożałowałam swojego zachowania.Powoli z niego zeszłam.
-P-przepraszam-szepnęłam.
-Nie musisz za nic przepraszać,Julia!-syknął-Po prostu zachowałaś się trochę jak dziwka...
Zeskoczyłam z łóżka tak szybko jak mogłam i o mały włos nie skręciłam nogi.Spojrzałam na chłopaka z czystą wściekłością w oczach.
-Zachowałam się jak dziwka?-spytałam kpiąco.
-A widzisz tu inną dziewczynę,skarbie?-mruknął żałośnie,zakładając ręce za głowę.Sięgnął po pilot i włączył telewizor.
W tym momencie cała wrzałam.
-Nie kurwie się na prawo i lewo,więc kurwa skończ! Jak mogłam Ci zaufać? Jesteś chujem!-krzyknęłam w jego twarz.
-Julia do cholery przestań!Oboje wiemy jak zaraz to się skończy.Podejdziesz bliżej,ja złapię Cię za biodra i będziemy się całować...
-Nie tym razem,Justin. Skończyłam z tobą!
Podeszłam do walizki w celu wyciągnięcia szortów oraz zwykłej luźnej bluzki i szybkim krokiem poszłam do łazienki.
W między czasie wyciągnęłam telefon z szortów i wybrałam numer Ryan'a.
Gdy po 2 sygnale odebrał mogłam wywnioskować,że spał.
-H-halo?!-warknął.
-Ryan? Jesteś w Stratford?
-Nie. Byłem zaproszony na wielką imprezę w Brooklynie. A ty jesteś u Kate? Julia coś się stało?
-Ryan proszę przyjedź po mnie-wyszeptałam na tyle cicho,żeby Justin w pokoju nie słyszał.
-Julia co się do cholery stało? Gdzie ty jesteś?-mogłam usłyszeć zgrzytanie łóżka co oznaczało,że brat na prawdę się przejął.
-J-jestem w Nowym Yorku w hotelu Marriott Martin. Proszę przyjedź po mnie...
-Za 10 minut będę,mała-szepnął i po tych słowach się rozłączył.
Związałam włosy w lekkiego koka,pomalowałam rzęsy maskarą,zabrałam resztę moich rzeczy i wyszłam z łazienki.
Biiiiig.
Otworzyłam wiadomość,która była od nieznajomego nadawcy...
''Uciekasz od Biebera? Kochanie,zapomniałem Ci powiedzieć,że twój braciszek nie jest bez winy:)-anonim''
Co to do cholery miało znaczy? Muszę zmienić kartę,żeby więcej ten ktoś nie robił sobie ze mnie jaj.
Zgarnęłam resztę moich rzeczy i z podniesioną głową wyszłam szybko z łazienki.
Przez całą drogę do walizki czułam chłopaka wzrok na sobie ale zignorowałam to.Upchałam resztę rzeczy do walizki po czym ją zapięłam.Założyłam na nogi czarne conversy,zgarnęłam torebkę.
-Wybieramy się gdzieś?-mruknął Justin.
-Ty najwyraźniej nie.Ale ja tak-warknęłam,po czym chwyciłam rączkę walizki i skierowałam się ku wyjściu.
-Hej,hej,hej!Nigdzie sama nie idziesz!-krzyknął i po chwili znalazł się przede mną,blokując mi drogę ucieczki.
-Jak już powiedziałam z tobą nigdzie nie idę.Wracam do Stratford-powiedziałam na tyle spokojnie,żeby się uspokoić i pokazać Ryan'owi,że wszystko jest w porządku.
-Więc już wracamy?-spytał również spokojnie.Kurwa! To najbardziej bipolarny człowiek jakiego znam!
-Justin,nie mam czasu.Zejdź mi kurwa z drogi!-warknęłam.Myślałam,że jak zrobię krok w jego stronę to odejdzie...Jedynie wpadłam na jego goły tors.
Chłopak lekko zachichotał i oplótł swoje długie ramiona na mojej talii.
-Puść mnie!-krzyknęłam-Nie chce mieć z tobą nic wspólnego! Nie będę twoją dziwką bipolarny skurwysynie!
-Ajj!-Justin mruknął po czym schylił się i przerzucił mnie sobie przez ramie idąc w stronę łóżka.Lekko mnie na nie rzucił i usadowił się obok mnie-Przyjechałaś tu ze mną i ze mną stąd odjedziesz.
-Nienawidzę cię!-warknęłam i ponownie wstałam i wybiegłam z pokoju hotelowego.
Biegłam wzdłuż korytarza,postanowiłam nie czekać na windę. W końcu jestem biegaczką i od czego są schody,prawda?
Po 5 minutach zbiegłam na sam dół i znalazłam się na holu.Dzieliły mnie za ledwie 2 metry,abym wybiegła z hotelu,gdy nagle w drzwiach pojawił się Justin.
-Wiesz skarbie,szybciej byłoby jechać windą-mruknął po czym podszedł do mnie i chciał chwycić mnie w pasie i przerzucić przez ramię.
-Na-nawet się do mnie nie zbliżaj!-wydyszałam  i zrobiłam wielki krok w tył.
Chłopak bez żadnych zahamowań przerzucił mnie przez ramię i szedł do windy.
-Nienawidzę cię!-krzyknęłam-Puść mnie i daj mi święty spokój!Nie chcę cię znać!
Justin lekko się zaśmiał i wszedł do windy.
-Czy ty nie rozumiesz?Nie chce być tutaj z tobą!Zaraz przyjdzie po mnie mój brat!-próbowałam się wyryać czy też kopać ale powoli traciłam siły-Mam kurwa nogi,więc możesz mnie postawić!
-Nie,nie mogę-warknął-Jesteś słodka kiedy się denerwujesz.

-Wyjeżdżamy albo dziś w nocy albo jutro rano.Decyzja należy do ciebie-szepnął i lekko rzucił mnie na łóżku.
Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i nawet nie zamierzałam się odzywać.Justin w tym momencie podszedł do drzwi i je zakluczył po czym schował kartę w tylnej kieszeni spodki.
-Zamierzasz mnie tu więzić?
-Ciesz się,że nie wymyślam kary za twoją ucieczkę.Mam już jedną-szeroko się uśmiechnął i podszedł do mnie-Musiałabyś ciągle chodzić nago...Znaczy wiesz,tylko po pokoju. Nie możemy pozwolić,żeby inny facet oglądał to co moje...
-Twoje?Myślisz,że jestem twoja?-wybuchłam śmiechem i odwróciłam się od niego patrząc w telefon.
-Oh,byłbym zapomniał. Teraz zadzwonisz do Ryan'a i powiesz mu,że wszystko z tobą w porządku i że będziesz już jutro w domu.Zrozumiałaś?
-Pierdol się!-warknęłam po czym wybrałam numer brata.
-Halo? Julia?-odezwał się Ryan.
-Tak.Słuchaj,żartowałam z tym,że jestem w Nowym Jorku. Bawiliśmy się w znajomymi w butelkę i miałam takie zadanie,żeby cię okłamać.
-Czy ty sobie ze mnie kurwa żartujesz?Zabije cię,przysięgam!-krzyczał.Mogłam być pewna,że Justin słyszał wszystko co działo się po drugiej stronie słuchawki.
-Nie mam czasu Ryan.Przeprasz...
-W dupie mam twoje przepraszam,mała suko!
Po tych słowach się rozłączył.Dziękuje Justin.Oficjalnie jestem pokłócona ze swoim bratem.
Usłyszałam cichy chichot więc odwróciłam się,żeby zobaczyć uśmiechniętą twarz Justina.
-Co Cię tak bawi?
-Ty,księżniczko-poruszał sugestywnie brwiami i zniknął za drzwiami łazienki.

W ten sam wieczór opuściliśmy hotel.Justin próbował nawiązać ze mną kontakt ale za każdym razem go ignorowałam.Byłam bardzo śpiąca,ale nie dam mu tej satysfakcji patrzenia na mnie jak śpię.Nie tym razem.
-Potrzebujesz iść do toalety?Właśnie jesteśmy na przystanku-przerwał ciszę.
Przed nami był mały budynek oświetlony neonowymi światełkami.
-Tak,potrzebuje-szepnęłam i wyszłam z samochodu udając się do damskiej toalety.
Gdy weszłam czułam,że nie jestem sama...Ale nie był to Justin.
-Jones?O proszę cóż za miłe spotkanie!-szepnął ktoś z tyłu.
Kiedy się odwróciłam stanęłam twarzą w twarz z facetem,którego już nigdy nie chciałam zobaczyć.
Z facetem,który gwałcił mnie nie zważając na to czy mnie boli czy też nie...
Poczułam słoną ciecz spływającą po moich policzkach i teraz wszystko wróciło.
-Może powtórzymy to co działo się 2 lata temu,żabko?-spytał obrzydliwie przyciskając swoją obleśną rękę do mojego ramienia.
-N-nie dotykaj mnie! Justin!-krzyczałam.
-Kochanie,nie ma tu żadnego Justina.Zamierzam cię pieprzyć i nic na to nie poradzić.
Przycisnął mnie do ściany i włożył rękę w moje majtki...
-Zostaw mnie! Proszę!-krzyknęłam płacząc jeszcze bardziej.
Wierciłam się i po chwili podniosłam kolano w górę celując w jego kroczę.
Facet zawył z bólu. Podniósł swoją prawą rękę i przesunął nią wzdłuż mojego policzka...
-Ty suko!
-Ty chuju!-krzyknęliśmy w tym samym czasie.
Rozerwał moją bluzkę i zaczął składać obrzydliwe pocałunki na moich zakrytych piersiach,kiedy drzwi gwałtownie się otworzyły.
-Julia?-spytał znajomy mi głos-T-ty chuju! Zostaw ją kurwa!
Facet popchnął mnie na ścianę z dużą siłą i szybko wybiegł z toalety.Justin chciał go gonić,ale kiedy zobaczył że zsuwam się po ścianie w dół,cała zapłakana i prawie pół naga podszedł do mnie i klęknął.
-Zrobił Ci krzywdę?Kochanie,boli cię coś?Wszystko w porządku?
Zaczęłam mocniej płakać i spojrzałam w oczy Justina.
-Proszę zabierz mnie stąd...Proszę...
-Już,księżniczko.Już.
Zdjął z siebie skórzaną kurtkę i ubrał ją na mnie,po czym wziął mnie w ramiona i wyszedł.Skierował się do samochodu po czym otworzył  drzwi pasażera i lekko mnie tam posadził.
Zanim odszedł uklękną przede mną i pogładził mój policzek.
-Przepraszam-szepnął po czym lekko cmoknął moje czoło.
~~
przepraszam,przepraszam że tak długo mnie nie było...nie mam nic na swoje usprawiedliwienie..:(
spodziewaliście się takiej dramy? ja pisałam to na poczekaniu serrio haha, rozdział ogólnie miał wyglądać duuuużo inaczej ale coż.:)
miłgo czytania ! xoxo
http://ask.fm/BieberBigLove tutaj możecie mnie znaleźć
LOOOVE!



Obserwatorzy